n/z: Żołnierze Grupy Wagnera. fot. PAP/EPA/STRINGER
n/z: Żołnierze Grupy Wagnera. fot. PAP/EPA/STRINGER

Rosja przegrywa z Rosją. Ekspert: ważą się losy całej Federacji

Redakcja Redakcja Na weekend Obserwuj temat Obserwuj notkę 46
Jeśli ten chaos się pogłębi, bunt jest autentyczny, będzie dostatecznie długi i szeroki, Rosja straci zdolności ekspansywne. Przegra wojnę z Ukrainą, a jej siły zostaną stamtąd wyrzucone. Jeśli zacznie się proces rozpadu, to obrzeża, w których jest pewien potencjał etniczny, czyli głównie Kaukaz, mogą odpaść na trwałe. Natomiast pozostały obszar pogrąży się raczej w chaosie typu kryminalnego. Wszystko zależy od tego, jak długo ta smuta może potrwać. Jeśli się w ogóle rozwinie, bo tu nie jest jeszcze nic przesądzone – mówi Salonowi 24 prof. Przemysław Żurawski vel Grajewski, politolog, ekspert w dziedzinie stosunków międzynarodowych, Uniwersytet Łódzki.

Lider zbrodniczej grupy Wagnera, Jewgienij Prigożyn idzie na Moskwę. Jedni mówią, że to zasłona dymna, inni, że prawdziwy bunt, początek wojny domowej.Co tak naprawdę dzieje się w Rosji?

Przemysław Żurawski vel Grajewski: Myślę, że wszyscy chcielibyśmy wiedzieć. Ale póki nie będzie twardego potwierdzenia w postaci załamywania się zdolności armii rosyjskiej na froncie ukraińskim, ciągle musimy liczyć się z możliwym wytłumaczeniem, że jest może już wychodząca spod kontroli, ale przynajmniej w zamierzeniach pierwotnych gra wewnątrz rosyjskich służb. Choć dzisiejsze przemówienie Putina wskazuje raczej na to, że bunt jest autentyczny.

Ale jeśli tak, trudno sobie wyobrazić, żeby akurat Prigożyn wytworzył konkurencyjny wobec Kremla ośrodek polityczny. On dysponuje siłą około trzydziestu tysięcy żołnierzy, rekrutowanych po więzieniach bandytów. Niesienie przez nich sztandaru politycznego dla odnowienia Rosji jest niemożliwe. Natomiast możliwe, że ich wystąpienie uruchomi tak zwany wielkoruski bunt. Czyli ruch, który korzystając z załamania się kontroli służb porządkowych państwa, będzie polegał po prostu na rabunku dobra publicznego i prywatnego przez miejscowe gangi. Więc w tym zakresie chaos w Rosji może się pogłębiać. Ale by ocenić, że tak się stanie, musimy poczekać na informacje o tym,  że zmienia się front ukraińsko-rosyjski i Ukraińcy korzystając z tego chaosu wyzwalają kolejne obszary. Na razie mamy raczej doniesienia, że mieliśmy dzisiaj w nocy znowu ataki rakietowe. Nie na buntowników Prigożina, tylko na Kijów i inne miasta ukraińskie. Więc jest jeszcze za wcześnie, żeby to rozstrzygać. Choć z polskiego punktu widzenia byłbym optymistą. To znaczy uważam, że sam bunt jest autentyczny. Jaki jest jego potencjał, to się wyjaśni w najbliższych dniach. Idei wyższej w tym nie ma.

Reputacja Prigożina jako bandyty jest ustalona. Czy jego bunt może być grą, obliczoną na pokazanie Zachodowi, że może być ktoś jeszcze gorszy od Putina, więc lepiej teraz się porozumieć? 

Może to być jakimś elementem, ale wydaje mi się bardzo słabym wytłumaczeniem, bo Putin też ma taką reputację, że obsadzenie go w roli tego liberała, który będzie bronił przed jeszcze bardziej twardogłowymi, to już raczej nie jest scenariusz wykonalny.

Załóżmy więc, że rzeczywiście bunt autentyczny. Czy rozpocznie się wojna domowa, która po prostu pogrąży Rosję w chaos, czy też Prigożyn, w razie przejęcia władzy wprawdzie lepszy od Putina nie  będzie, ale będzie mógł na przykład wycofać się z wojny?

Nie, nie może. Stan już jest taki, że Prigożyn tak czy inaczej przypłaci to życiem albo wygnaniem. Swoich żołnierzy zabrał już w frontu, ale nie może tak prostu wycofać całej armii z Ukrainy. I to, co się dziać będzie dalej na odcinku ukraińskim potwierdzi nam autentyczność wydarzeń albo też nie. Generalnie uważam, że najistotniejszą sprawą do rozstrzygnięcia jest to, czy armia, inne jednostki, nie wagnerowskie, przyłączą się do buntu, czy nie. Czy stawią opór, czy się rozejdą do domu. Bo trzeba też pamiętać, że te siły, które stanowiły podporę reżimu putinowskiego przed zmasowaną inwazją, w znacznej części zostały wyniszczone. Doszukiwałbym się tu analogii do roku 1914-1915, pierwszych dwóch lat I wojny światowej, gdy stara armia carska zużyła się na froncie i była nasycona niezadowolonymi rezerwistami, mobilizowanymi w całym kraju.


I przecież ten proces, co do swojej istoty, nie skali, ale istoty, został powtórzony. Jednostki regularnej armii rosyjskiej, nasycone owymi rezerwistami, nieszczególnie mogą być ochotne do stawienia zbrojnego oporu i krwawienia w walce z bandytami Prigożina, o których wiadomo, że litości nie okażą. Siły Specnazu, które pewnie by były w stanie szybko stłumić bunt, zostały zużyte na Ukrainie, a jednostki, którymi dysponuje Rosja, mogą nie być w dostatecznej liczbie ochotne do krwawienia na tym nowym froncie i mogą raczej przepuszczać buntowników. Nie mamy informacji o tym, żeby trwały jakieś intensywne starcia. Zestrzelono podobno 2-3 śmigłowce, ale to wszystko. A siły lotnicze są na pewno znacznie bardziej zdyscyplinowane niż zwykłe wojsko, na przykład siły zmechanizowane. I właśnie w tym wymiarze będzie się to rozstrzygało. Liczyć się będzie nie tyle przyłączanie się do buntu, co niestawianie mu oporu. Rozpad, załamywanie się armii. I to nam wyjaśnią najbliższe dni.

Jeśli bunt się powiedzie, powstanie Rosja taka sama, nawet gorsza niż była, czy po prostu będzie to dekompozycja samej Federacji Rosyjskiej?

Ja myślę, że ten drugi scenariusz jest najbardziej prawdopodobny. W wymiarze symbolicznym Rosja może przypominać Chiny z 1911 roku. Wtedy, kiedy obalono Cesarstwo Chińskie, nie stworzono republiki czy jakiegoś innego skonsolidowanego systemu. Kraj został podzielony na prowincje rządzone,  jak to się w literaturze mówi, przez warlordów. Czyli mówiąc po polsku, przez watażków. Każdy, kto miał na danym obszarze siłę zbrojną zapewniał sobie wyłączność łupienia współobywateli, broniąc przed eksploatowaniem tego terenu przez konkurenta. A zatem system z natury mafijny. A jeśli chodzi o wymiar mafijny, to potencjał Rosji jest ogromny. Prowincja jest de facto skryminalizowana. Wycofanie się władz publicznych raczej będzie skutkowało nie tworzeniem ruchów obywatelskich dla obywateli kraju, czy regionu, ale łupieniem sklepów czy innych miejsc, które można zrabować. Myślę, że to wyobrażenie takie cywilizowane, zachodnie, że oto reżim upadnie i narodzi się coś nowego i pięknego, jest podejściem idealistycznym. Raczej będzie to bunt typu wielkoruskiego z rabunkiem dobra publicznego i zanikiem struktur państwa. Na jakiś czas oczywiście nie będzie to sytuacja stabilna.

Wspomniał Pan wcześniej o tym, że to jest korzystne z punktu widzenia Polski. Jeszcze kilka dni temu, mówiono, że realny może być atak nuklearny na Rzeszów czy na Ukrainę Czy bunt powstrzymuje i odsuwa tego typu zagrożenia czy przeciwnie, poprzez chaos jeszcze je zwiększa?

Ja myślę, że zagrożenie nuklearne raczej maleje. Oczywiście znamy stare hasło, że rozpad Rosji spowoduje utratę kontroli nad bronią jądrową. To jest ten instrument, przy pomocy którego elity rosyjskie straszą Zachód, aby uzyskać poparcie na rzecz zachowania integralności i skonsolidowania państwa rosyjskiego. Ale z punktu widzenia Europy Środkowej i Polski, Ukrainy,  państw bałtyckich, po prostu sąsiadów Rosji, Rosja skonsolidowana jest znacznie groźniejsza niż pogrążona w chaosie, mimo wszystkich oczywistych ryzyk, jakie ten chaos sprowadza. Ale nie ma scenariusza, który jest pozbawiony jakiegokolwiek ryzyka. Miejmy nadzieję, że jeśli ten chaos się pogłębi i bunt jest autentyczny i będzie dostatecznie długi i szeroki, Rosja straci zdolności ekspansywne, przegra wojny z Ukrainą a jej siły zostaną stamtąd wyrzucone. Jeśli zacznie się proces rozpadu, to obrzeża, w których jest pewien potencjał etniczny, czyli głównie Kaukaz, mogą odpaść na trwałe. Natomiast pozostały obszar pogrąży się raczej w chaosie typu kryminalnego. Zachód będzie starał się to skonsolidować, co nie jest w naszym interesie. Wszystko zależy od tego, jak długo ta smuta może potrwać. Jeśli się w ogóle rozwinie , bo pamiętajmy, że tu nie jest jeszcze nic przesądzone.

n/z: Żołnierze Grupy Wagnera. fot. PAP/EPA/STRINGER


Czytaj dalej:

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo