Fot. Canva
Fot. Canva

Duże ryzyko dla posiadaczy obligacji. Oprocentowanie może spaść nawet kilkukrotnie

Redakcja Redakcja Pieniądze Obserwuj temat Obserwuj notkę 32
To już pewne – część posiadaczy detalicznych obligacji skarbowych kupowanych w maju czeka niemiła niespodzianka. Ponad 15 miliardów złotych w obligacjach, które lepiej wymienić. Oprocentowanie ich papierów może spaść nawet kilkukrotnie. Wszystko przez inflację, która gwałtownie wyhamowała. Aby uniknąć trzymania pieniędzy w zamian za niski procent, warto zamienić posiadane papiery. Gra toczy się łącznie o nawet kilkaset milionów złotych.

Na obligacjach można jeszcze zarobić 

Około 350-400 milionów złotych – w sumie nawet o tyle więcej zarobić mogą posiadacze detalicznych obligacji skarbowych, którzy w odpowiednim momencie zamienią posiadane dziś papiery na te nowych emisji – wynika z szacunków HREIT. Kwota ta będzie jeszcze pewnie rosła w kolejnych miesiącach. Wszystko przez inflację, która niespodziewanie wyhamowała w okolice celu inflacyjnego.

Efekt jest taki, że jeśli ktoś kupował w ostatnich latach detaliczne obligacje skarbowe, to powinien mieć rękę na pulsie. Należy bacznie przyglądać się temu jaką stawkę zaproponuje nam rząd po aktualizacji oprocentowania. Sprawa dotyczy posiadaczy detalicznych papierów o terminie zapadalności co najmniej czteroletnim. Dla przykładu: czteroletnia obligacja skarbowa kupiona w maju 2022 roku cieszyła w ostatnich miesiącach inwestora oprocentowaniem na poziomie 17,1 proc., ale od maja 2024 roku będzie to już tylko 3 proc..

Warto wymienić obligacje 

Wszystko dlatego, że tylko w pierwszym roku inwestowania oprocentowanie tych obligacji jest stałe. Potem odsetki zależą od inflacji. Ta niespodziewanie i gwałtownie wyhamowała. W efekcie, jeśli akurat w maju wypada nam moment aktualizacji oprocentowania, to Minister Finansów weźmie pod uwagę najnowszy odczyt inflacji opublikowany przez GUS. Najnowsze dane pochodzą z marca. Wtedy, jak wyliczył urząd, roczny wskaźnik inflacji CPI (tej, którą najbardziej odczuwamy) wyniósł 2 proc.. Musimy jeszcze wiedzieć, że czteroletnia detaliczna obligacja skarbowa emitowana w maju 2022 roku kusiła inwestorów marżą zysku na poziomie 1 punkt procentowy. W efekcie sumując marżę i marcową inflację otrzymujemy wynik na poziomie 3 proc., co jak na papier czteroletni jest kiepskim oprocentowaniem.


Minister Finansów kusi inwestorów wyższym oprocentowaniem obligacji. Jest jednak jeden warunek – musimy kupić papiery nowej emisji. W takim wypadku trzyletnie papiery kuszą inwestorów stałym oprocentowaniem na poziomie 6,4 proc.. Czteroletnie obligacje detaliczne w pierwszym roku pozwalają zarobić 6,55 proc., a potem 1,25 pkt. proc. ponad inflację. „Dziesięciolatki” natomiast w pierwszym roku dają obietnicę 6,8 proc. odsetek, a potem 1,5 pkt. proc. ponad inflacje.

Trudno się więc dziwić, że część posiadaczy tych papierów zdecyduje się na przedterminowy wykup i w zamian kupią obligacje nowych emisji. Powinno się to opłacać osobom, które w ten sposób zainwestowały w latach 2015-23 w sumie nawet ponad 15 miliardów złotych, a to najpewniej jeszcze nie wszystko, o ile inflacja nie planuje znowu gwałtownie przyspieszyć.

Są też minusy 

Oczywiście każdy indywidualnie powinien przeliczyć czy zamiana posiadanych papierów na nowe mu się opłaca. Musimy uwzględnić tu koszy, potencjalne zyski i to kiedy zainwestowane w obligacje pieniądze będą nam potrzebne.

- Najlepiej pokazać drogę do znalezienia odpowiedzi na to pytanie biorąc pod uwagę konkretny przykład. Załóżmy, że mamy dziesięcioletnią obligację skarbową, która została wyemitowana w maju 2021 roku. Papier ten w maju 2024 roku zacznie być oprocentowany na poziomie zaledwie 3 proc.. Dla porównania „dziesięciolatki” z nowej emisji oferują w pierwszym roku 6,8 proc.. To już w pierwszym roku daje nam 3,8 proc. dodatkowych odsetek. Ale to nie wszystko. Posiadana przez nas obligacja jest bowiem tak słabo oprocentowana nie tylko ze względu na hamującą inflację, ale też przez niską marżę dodatkowego zysku. W tym konkretnym przypadku jest to tylko 1 pkt. proc. W ramach nowej emisji ta marża dodatkowego zysku „ponad inflację” jest o połowę wyższa i wynosi 1,5 pkt. proc. – wyjaśnia Bartosz Turek, główny analityk HREIT.

- Efekt jest taki, że zamieniając posiadany papier na nowy nie tylko zarobimy więcej w pierwszym roku, ale też we wszystkich kolejnych będziemy „do przodu” o 0,5 pkt. proc. Zakładając, że nasza inwestycja miałaby się zakończyć w pierwotnie zakładanym terminie (2031 roku), to w sumie z tego tytułu zarobilibyśmy dodatkowe 3%. W praktyce nie da się obliczyć wyniku z dokładnością do drugiego miejsca po przecinku, bo nie znamy przyszłej inflacji, a więc nie jesteśmy też w stanie oszacować dokładnie efektów działania procentu składanego, który jest jednym z atutów dziesięcioletnich obligacji skarbowych.

Minusem zamiany posiadanej obligacji dziesięcioletniej na nową jest konieczność poniesienia opłaty. Przy przedterminowym wykupie tego typu papierów mówimy o 2 złotych za sztukę (równowartość 2 proc., bo pojedyncza obligacja ma wartość nominalną 100 zł). Jest to jednak znacznie mniej niż suma potencjalnych zysków, którą w omawianym przykładzie szacować można w bardzo uproszczony sposób na 6,8 proc.. Dla porządku warto dodać, że w przypadku obligacji czteroletniej opłata jest znacznie niższa i wynosi maksymalnie 0,7 zł w przeliczeniu na jedną obligację.

Tomasz Wypych

Fot. Canva

Czytaj dalej:

Komentarze

Inne tematy w dziale Gospodarka