Maryla Rodowicz w szczerym wyznaniu. "Rozmawiam z Duchem Świętym"

Redakcja Redakcja Celebryci Obserwuj temat Obserwuj notkę 41
Maryla Rodowicz podzieliła się z fanami osobliwym wyznaniem. Artystka w niedawnym wywiadzie opisała swoje codziennie spotkania z Duchem Świętym, który ma mieszkać na jej regale i - jak przekonuje - prowadzi z nim regularne dialogi. Jakby tego było mało, zdradziła, że te religijne oświecenia związane są też z... oświetleniem jej ogrodu.

Chociaż Maryla Rodowicz nie należy do najbardziej religijnych osób i nie ukrywa, że nie ma nic wspólnego z Kościołem od dekad, w jej życiu wciąż obecny jest Bóg. Piosenkarka w niedawnym wywiadzie dla opisała swoje codzienne spotkania z Duchem Świętym, które zazwyczaj mają miejsce na jej regale stojącym w salonie. Osobliwym wyznaniem artystka podzieliła się w rozmowie z "Plejadą". Jak wyjaśniła Rodowicz:

– Czasem zdarza mi się rozmawiać z Duchem Świętym. Nie wiem, jak się do niego zwracać, bo nie ma imienia, więc mówię do niego: Duchu. No przecież nie nazwę go Zdzichem czy Krzychem. Mam nadzieję, że się nie obrazi. Nie wiem też, gdzie jest, czym jest i jak wygląda. O ile w ogóle ma jakiś wygląd. Pewnie nie. Ale wyobrażam sobie, że siedzi u mnie w domu na regale. W miejscu, gdzie wieczorem odbija się światło z ogrodu - zwierzyła się.  


Artystka w rozmowie dla "Plejady" wyznała również, że w tych spotkaniach czuje obecność samego Boga i traktuje te chwile jako formę modlitwy. Rodowicz nadmieniła: "Uważałam na lekcjach religii, więc wiem, że Duch Święty, Bóg i Syn Boży to jedna osoba. Wszystko więc jedno do kogo się zwracam. Gdy rozmawiam z Duchem Świętym, to tak jakbym prowadziła dialog z Bogiem". Piosenkarka w dalszej części wywiadu przyznała również, że miała chwile zwątpienia w istnienie absolutu. Wątpliwości te jednak szybko minęły, gdy okazało się, że wszystko było spowodowane... złym oświetleniem regału.

 – Ostatnio zapytałam go, jak to jest, że miał się mną opiekować, zaczęłam zastanawiać się nad tym, czy się ode mnie odwrócił, czy może w ogóle go nie ma (...) Przypomniało mi się, że któregoś dnia na regale, gdzie zawsze było to odbite światło, zrobiło się ciemno. Pomyślałam sobie wtedy, że to zły znak, że Duch Święty mnie opuścił i nikt już się mną nie opiekuje. Okazało się potem, że po prostu lampa w ogrodzie się przekręciła, ale dla mnie to było symboliczne – wyjawiła w wywiadzie Maryla Rodowicz.  


Fot. Maryla Rodowicz/TVP

Salonik24

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości