Śledczy wykryli przypadkowo aferę korupcyjną w resorcie sprawiedliwości za czasów Krzysztofa Kwiatkowskiego i Jarosława Gowina. Lata 2010-2013 obejmują okres rządów PO-PSL. "Gazeta Wyborcza" ujawnia, że dwoje byłych pracowników ministerstwa zostało oskarżonych o przyjęcie łapówek na łączną kwotę blisko pół miliona złotych. Jedna z tych osób współpracuje z prokuraturą i uzyskała status tzw. małego świadka koronnego. Afera jest pokłosiem głośnego śledztwa dotyczącego byłego szefa Komisji Nadzoru Finansowego, Marka Chrzanowskiego.
Według ustaleń "Gazety Wyborczej”, do przestępstw miało dochodzić w okresie, gdy Ministerstwem Sprawiedliwości kierowali Krzysztof Kwiatkowski, a później Jarosław Gowin w rządzie Donalda Tuska. Samych ministrów śledztwo nie dotyczy, ale opisuje mechanizmy działania urzędników podległego im resortu. Postępowanie prowadzi Śląski Wydział Zamiejscowy Prokuratury Krajowej w Katowicach, specjalizujący się w zwalczaniu przestępczości zorganizowanej i korupcji.
Przetargi, łapówki i "miękkie naciski”
Korupcja – jak ustalili śledczy – dotyczyła dwóch zamówień publicznych. Kluczową rolę mieli w nich odegrać urzędnicy resortu, Małgorzata A. i Dawid P. Pierwszy przetarg opiewał na 439 tys. zł i dotyczył opracowania metodologii analizy obciążenia pracą w sądownictwie. Zlecenie otrzymała spółka WDS Polska (później M4 Management).
Prokuratura ustaliła, że urzędnicy mieli wywierać "miękkie naciski” na prezesa spółki, sugerując problemy z odbiorem zamówienia w razie odmowy udzielenia korzyści majątkowej. W efekcie przekazano im 8 tys. zł łapówki. To jednak – według śledczych – był dopiero wstęp do znacznie poważniejszego procederu.
Pół miliona za kontrakt o wartości ponad 10 mln zł
W kolejnym etapie Dawid P. i Małgorzata A. mieli zaproponować przedstawicielom M4 Management "pomoc” w zdobyciu kontraktu na kompleksową analizę obciążenia pracą w sądownictwie, wartego ponad 10 mln zł. Cena tej pomocy miała wynieść pół miliona złotych. Przetarg formalnie wygrała brytyjska spółka CILT, jednak – jak opisano w akcie oskarżenia – faktycznym wykonawcą i beneficjentem była polska firma M4 Management.
Według prokuratury nikt z brytyjskiej spółki realnie nie brał udziału w realizacji zamówienia, a całość prac nadzorowali menedżerowie M4 Management. Jedna ze wspólniczek spółki miała mieć świadomość korupcyjnego charakteru przedsięwzięcia. Jak podaje "Gazeta Wyborcza”, Dawid P. zdecydował się na współpracę z organami ścigania i uzyskał status małego świadka koronnego. Oboje byli urzędnicy chcą dobrowolnie poddać się karze.
Fot. Siedziba Prokuratury Krajowej/PAP
Red.
Inne tematy w dziale Społeczeństwo