Odejście prof. Krzysztofa Ruchniewicza ze stanowiska dyrektora Instytutu Pileckiego odbyło się w ubiegłym roku atmosferze skandalu. Ruchniewicz zasłynął m.in. propozycją zorganizowania seminarium dotyczącego zwrotu przez Polskę dóbr kultury (w tym mienia żydowskiego) na rzecz takich państw, jak Niemcy, Ukraina, Białoruś, Litwa.
Poza tym, kategorycznie odrzucał pomysł domagania się reparacji od Niemiec. Odwołał dr Hannę Radziejowską z berlińskiej placówki instytutu, przywróconą do pracy po medialnej burzy. Media informowały o nieprawidłowościach finansowych w Centrum im. Willy’ego Brandta, którym kierował. W kwietniu 2025 roku prokuratura we Wrocławiu wszczęła śledztwo w tej sprawie. W tle pojawiły się przecieki do "Rzeczpospolitej", że Ruchniewicz był sprawdzany przez służby specjalne. Pogłoski okazały się prawdziwe.
Rosyjsko-niemiecki ślad w kontaktach Ruchniewicza
Oficjalnie powodem dymisji historyka z sierpnia ub. roku były nieprawidłowości w zarządzaniu i wadliwe decyzje programowe. W centrum uwagi znalazły się zagraniczne kontakty profesora. Zbigniew Parafianowicz z wp.pl ujawnił, że prof. Ruchniewiczem interesowały się służby kontrwywiadowcze z powodu jego relacji z Ursem Unkaufem - niemieckim analitykiem i lobbystą, sympatyzującym z Grupa Wagnera. Unkauf był związany z obserwacją wyborów i referendów w państwach Afryki, gdzie później próbowała mafijna organizacja umacniała swoje wpływy pod wodzą nieżyjącego już Jewgienija Prigożyna.
Znajomość miała charakter na tyle bliski, że Ruchniewicz napisał wstęp do książki Unkaufa, poświęconej relacjom polsko-niemieckim. W ocenie rozmówców Parafianowicza ze służb, nie była to relacja o charakterze procesowym czy agenturalnym, jednak w przypadku osób pełniących funkcje publiczne tego typu kontakty mogą stanowić poważną barierę bezpieczeństwa. Ruchniewicz ostatecznie nie przekroczył czerwonej linii, za którą można byłoby go zatrzymać pod zarzutem szpiegostwa.
- W naszej ocenie jego uwikłanie w podejrzane znajomości z Rosjanami i Rosjankami pracującymi w RFN pod przykryciem organizacji pozarządowych lub działalności konferencyjnej wykracza daleko poza pełnienie roli pożytecznego idioty - powiedział przedstawiciel służb wp.pl.
Wątpliwości wokół Białorusi, Ukrainy i Centrum Lemkina
Zainteresowanie ABW wzbudziła także postawa Ruchniewicza wobec programów Instytutu Pileckiego dotyczących Białorusi i Ukrainy. Profesor kwestionował sens i legalność inicjatyw wspierających białoruską opozycję oraz debatę wokół wojny w Ukrainie. Sceptycznie odnosił się również do działalności Centrum Lemkina, dokumentującego zbrodnie rosyjskie – instytucji objętej szczególną ochroną m.in. przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego.
Według źródeł WP to właśnie niechęć do tematów wschodnich doprowadziła analityków do głębszego przyjrzenia się jego zagranicznym relacjom urzędnika. Zanim Ruchniewicz stracił stanowisko dyrektora Instytutu Pileckiego latem 2025 roku, został wcześniej odwołany przez Radosława Sikorskiego z funkcji pełnomocnika rządu ds. relacji polsko-niemieckich. Ministerstwo Spraw Zagranicznych tłumaczyło decyzję likwidacją stanowiska i reorganizacją struktur, a sam profesor nie znalazł się w nowo powołanej Radzie ds. współpracy z RFN.
Z kolei Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, będące bezpośrednim pracodawcą Ruchniewicza, wskazało na "niedopełnienie obowiązków” w zakresie prawidłowego funkcjonowania Instytutu. Wśród zarzutów wymieniono wadliwe zamierzenia programowe, politykę komunikacyjną oraz decyzje zarządcze.
Rola Unkaufa dla Grupy Wagnera
Postać Ursa Unkaufa była wcześniej opisywana w niemieckich i międzynarodowych mediach w kontekście konferencji i inicjatyw, przy których pojawiały się osoby powiązane z zapleczem Grupy Wagnera. Chodziło m.in. o środowiska promujące rosyjską narrację w Europie i Afryce, w czasie gdy wagnerowcy umacniali swoje wpływy w Mali czy Republice Środkowoafrykańskiej, często w zamian za dostęp do złóż surowców.
Wszystko wskazuje na to, że konferencje, obserwacje wyborów, konsultacje medialne – były jednym z narzędzi rosyjskiej ekspansji. Z tego punktu widzenia relacje osób pełniących funkcje publiczne z uczestnikami tych sieci budzą szczególne obawy służb.
Fot. Krzysztof Ruchniewicz, były szef Instytutu Pileckiego/PAP arch.
Red.





Komentarze
Pokaż komentarze (37)