Hołownia się załamał. Partię przejęła Pełczyńska
Zanim doszło do rozłamu, Szymon Hołownia przeżył trzy porażki z rzędu. Słaby wynik wyborów prezydenckich, upokarzające fiasko starań o stanowisko zastępcy sekretarza generalnego ONZ i wreszcie utrata kontroli nad własną partią. Jacek Protasiewicz nie owija w bawełnę: lider Polski 2050 po prostu się załamał.
Obejrzyj cały odcinek podcastu salon24:
Hołownia poprosił Pełczyńską-Nałęcz o pokierowanie formacją. Ona chwyciła stery tak mocno, że szybko zdominowała wszystkie kanały komunikacji partii, promując wyłącznie siebie jako przyszłą wicepremier.
Kandydaci, którzy z nią konkurowali w wyborach na szefową, poczuli się oszukani. Zaczęli skupiać się wokół Hennig-Kloski. Lawina ruszyła.
"Tam była tylko i wyłącznie promocja i informacja o aktywności pani Pełczyńskiej-Nałęcz. I to był kamień, który uruchomił lawinę" — relacjonował Protasiewicz.
Sfałszowane głosowanie i atak hakerski, którego nie było
Kulminacja nastąpiła podczas wyborów wewnętrznych. Głosowanie online zostało zakwestionowane, oficjalnie z powodu domniemanego ataku hakerskiego. Kowalewski jest brutalnie szczery w ocenie: to nie był żaden haker. To była świadoma prowokacja przegranej ekipy.
"W ABW pękają ze śmiechu" — stwierdził. "Moim zdaniem zostało to absolutnie sprokurowane przez świadomą przegranej ekipę Pełczyńskiej-Nałęcz."
Unieważnienie głosowania tylko dolało oliwy do ognia. Hołownia zaczął publicznie nazywać posłów zdrajcami, wzywał do wyrzucania Petru i innych. Emocje wymknęły się spod kontroli po obu stronach.
Tusk to wszystko zaplanował. "Szantażysta został obezwładniony"
Protasiewicz ujawnia, że Donald Tusk nie tylko nie przeszkadzał w rozłamie. Był do niego przygotowany. Gdy pojawiły się pierwsze sygnały o możliwym wyjściu grupy Hennig-Kloski, z otoczenia KPRM-u płynęły zapewnienia: jeśli zabraknie im posłów do 15-osobowego klubu, Platforma "wypożyczy" kilku parlamentarzystów.
Dla Tuska to sytuacja idealna. Podzielony koalicjant jest słabszy. A przede wszystkim, żądania Pełczyńskiej-Nałęcz dotyczące fotela wicepremiera runęły w gruzach.
"Szantażysta został obezwładniony. Wypadł mu kałach i granaty, został tylko nóż w ręku" — ocenił Protasiewicz.
Kto przetrwa. Kto wyleci. Konkretne nazwiska
Kowalewski i Protasiewicz są zgodni: walka o posłów trwać będzie miesiącami. Centrum nie ma głębokich korzeni w terenie. Większość posłów, którzy odeszli z Hennig-Kloską, nie kontroluje żadnych lokalnych struktur.
Poseł Gomoła wskazany jako najsłabsze ogniwo, z przeszłością, która może go kosztować mandat. Joanna Mucha po publicznym ataku na Tuska na Facebooku praktycznie bez szans na powrót do Platformy. Kowalewski obstawia, że skończy w Lewicy. Tomasz Zimoch trafi najpewniej pod skrzydła PSL-u.
Sama Pełczyńska-Nałęcz? Protasiewicz i Kowalewski mówią jednym głosem: Tusk poczeka, aż osiągnie bezpieczną większość 237-238 posłów, i podziękuje minister funduszy za współpracę.
"Usiądzie na Krakowskim Przedmieściu, spojrzy w telefon, nikt nie dzwoni. Tak się kończy polityka" — mówił Kowalewski.
Gdzie teraz jest miejsce dla kogokolwiek z tych ludzi
Protasiewicz wskazuje na dwa realne "wakaty" na polskiej scenie. Klasyczna partia zielonych, wchłoniętą przez Platformę, dziś w zasadzie nie istnieje. Brakuje też nowoczesnej formacji centrolewicowej, miejskiej, aspiracyjnej. To przestrzeń, którą Polska 2050 zajmowała w czasach świetności Hołowni.
Dziś jest pusta. I żadna ze stron środowego rozłamu nie ma realnych szans, by ją zagospodarować.
red.
Fot: Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz w czasie konferencji prasowej Polski 2050/PAP




Komentarze
Pokaż komentarze (31)