W 1896 roku, francuski psycholog i filozof Theodule-Armand Ribot zwrócił uwagę na pewną cechę osobowości, a jednocześnie symptom wielu zaburzeń psychicznych, które określił jako „anhedonia”. Jest to niezdolność lub brak odczuwania przyjemności, często z podstawowych, życiowych spraw. Badania wykazują, ów brak radości z życia odczuwa coraz więcej ludzi.
Jest to o tyle ważne, że anhedonia jest jednym z najdotkliwszych objawów depresji. Tę ostatnią zalicza się obecnie do ścisłej trójki najbardziej rozpowszechnionych chorób cywilizacyjnych, a prognozy specjalistów wskazują, że do 2030 roku może stać się niechlubnym liderem w tej grupie. Główną winę za taki stan rzeczy zrzuca się na karb coraz szybszego tempa życia, w którym decydującą rolę gra ciągły pośpiech.
Należy pamiętać, że zaburzenia depresyjne często wiążą się ze spadkiem naszej aktywności, apetytu i libido, jak również utratą masy ciała czy melancholią. W bardziej nietypowych przypadkach dochodzi regularne nadwyrężanie swoich możliwości. Stale utrzymywana aktywność i stres w końcu skutkują wypaleniem, a nade wszystko brakiem satysfakcji z podejmowanych działań. Kluczowy jest tu także niedobór snu, który mocno koreluje z ryzykiem pojawienia się depresji.
Anhedonia, jako brak przejawów radości czy osiągania satysfakcji ze swojej aktywności, często zaburza relacje społeczne. Otoczenie nie jest w stanie identyfikować lub odczytywać emocji osoby z tym zaburzeniem. Tym bardziej, że zwykle nie potrafi ona spontanicznie ukazywać swoich uczuć, a odczuwane przez nią radość czy gniew zwykle są spłycone, ledwie zarysowane, a czasem bardzo do siebie podobne. Przypadłość może być także mylona ze zwykłą chandrą.
Warto zaznaczyć, że nie wszyscy chorzy na depresję doświadczają anhedonii. Sytuacje takie stanowią trzecią część wszystkich, notowanych przypadków zaburzeń depresyjnych. Zazwyczaj mają one gorsze rokowania i trudniejsze następstwa. Zdarza się także, że w przebiegu terapii anhedonia zanika jako ostatnia, nierzadko wiele tygodni po ustaniu pozostałych objawów depresji.
Osoby z takim zaburzeniem często sięgają po alkohol i leki uspokajające. Przypadki, w których chorzy samodzielnie i skutecznie radzą sobie z problemem, są rzadkością. Najczęściej rzecz wymaga interwencji psychiatrycznej. Niestety, w Polsce czas oczekiwania na wdrożenie leczenia, najlepiej psychoterapii, jest bardzo długi – nawet rok. Z tego powodu powszechnie stosuje farmakoterapię. Trwa ona średnio 6 miesięcy. Mimo to, obok poprawy nastroju i samopoczucia, kuracja ma na celu ustabilizowanie stanu chorego. Chcąc zapobiec nawrotom pacjent powinien kontynuować leczenie, czasem do 18 miesięcy.
Gdy zaburzenie ma charakter nawracający, leki mogą towarzyszyć choremu do końca życia. Psychoterapia wymaga determinacji i wysiłku - może trwać całymi latami. Pacjent, chcący uwolnić się od anhedonii musi zmienić swój dotychczasowy styl życia, a także odzyskać kontrolę nad własnymi celami i czasem.
(WA)


Komentarze
Pokaż komentarze