Marszałek Sejmu Szymon Hołownia na sali obrad Sejmu w Warszawie, 7 bm. Posłowie mają zająć się m.in. rządowym projektem noweli ustawy o pomocy obywatelom Ukrainy w związku z konfliktem zbrojnym na terytorium tego państwa. (jm) PAP/Paweł Supernak
Marszałek Sejmu Szymon Hołownia na sali obrad Sejmu w Warszawie, 7 bm. Posłowie mają zająć się m.in. rządowym projektem noweli ustawy o pomocy obywatelom Ukrainy w związku z konfliktem zbrojnym na terytorium tego państwa. (jm) PAP/Paweł Supernak

Czy antyPiS ma coś poza odwetem? Ten wehikuł dalej nie zajedzie

Rafał Woś Rafał Woś Rząd Obserwuj temat Obserwuj notkę 221
„Odwet” był bez wątpienia najważniejszym hasłem antyPiSowskiej koalicji w czasie pierwszych stu dni po wyborach 15 października. Ale teraz czas już na coś nowego. Na samym antyPiSizmie ten wehikuł dużo dalej już nie zajedzie - pisze Rafał Woś.

Odkuć się za te wszystkie czasy

Niedawno nowej parlamentarnej większości w Polsce stuknęło sto dni. Rząd Tuska na swoją „setkę” musi poczekać jeszcze do marca. I ten czas się jednak powoli domyka. Cielęce lata nowej antyPiSowskiej koalicji zostają za nami. Wkrótce zostanie po nich tylko wspomnienie. Tak to się kręci.

Gdyby próbować dziś wyciągnąć przed nawias jedno słowo (albo lepiej jedną emocję), która zostaje w głowach po tym okresie to ja obstawiałbym „odwet”. To właśnie „zemście” podporządkowane były pierwsze posunięcia rządzącej dziś Polską politycznej konstelacji. Od odebrania PiS-owi prawa do wystawienia własnych wicemarszałków sejmu i senatu oraz nieskrywanej satysfakcji z jaką marszałek Hołownia może przeczołgać posła Suskiego czy szarpnąć za nogawkę Jarosława Kaczyńskiego. Przez akcję „na likwidatora” przy pomocy której minister Sienkiewicz odzyskał dla rządzących media publiczne. Po trwające w najlepsze poniżanie i mobbing prezydenta Dudy, który skończy się trwałym i niepowetowanym osłabieniem samego urzędu prezydenta RP. Co jeszcze nie raz uderzy w dzisiejszych mobberów z „obozu demokratycznego”. 


Wszystko to, co za nami było opisywanie oczywiście jako „uzdrawianie demokracji” po latach „PiSowskiej zarazy”. Ale bądźmy poważni - wszak nawet spora część wyborców antyPiSu zdawała sobie sprawę, że te zaklęcia to taka polityczna „mowa trawa” naszych czasów. I nawet wiedzieli przecież bardzo dobrze, że ich obóz przegina. Że naciąga granice i jedzie po bandzie. Jednocześnie ci sami wyborcy jakoś to wszystko kupowali. Tu kluczowym zdaniem było „przecież się należało”. Tak Bogiem a Prawdą to „prawo do wyrównania rachunków” do pewnego stopnia akceptowali także wyborcy niekoniecznie antyPiSowscy. Także oni gdzieś tam rozumieli, że te sto dni antyPiSowskiego rympału to był taki rodzaj odreagowania. Odpłaty pięknym za nadobne. Lekcją udzielaną PiSowcom, którzy wreszcie mogli zobaczyć jakie nierzadko były emocje obozu antyPiSowskiego w minionych latach. 

Jednocześnie dochodzimy jednak - jak mi się zdaje - do naturalnych granic takiej argumentacji. Z każdym kolejnym miesiącem czy kwartałem hasło „bo PiS niszczył, zawłaszczał i deptał” tracić będzie na skuteczności. Tak samo jak z każdym miesiącem po wyborach 2015 roku coraz mniej znaczyło hasło „bo Platforma to i tamto”. To naturalne. Tak to się właśnie kręci. 

I tu powstaje pytanie: jak odnajdzie się w tym wszystkim antyPiSowska koalicja. W idealnym świecie Tusk i jego ludzie powinni powiedzieć „no dobra, dePiSizacja zakończona, czas iść do przodu”. Tak by było najlepiej i najzdrowiej. Nie tylko dla Polski, ale i dla samych antyPiSowców. To by była dla nich szansa żeby - no właśnie - stać się kimś innym niż tylko „antyPiSowcami”. By znaleźć swoją własną drogę i samemu zdefiniować swoją historyczną wartość. 


Czas iść do przodu

Ale czy tak będzie? Wydaje mi się, że… niekoniecznie. I to z dwóch powodów. Po pierwsze, droga odgrywania się na politycznych poprzednikach jest niezwykle kusząca. Do pewnego stopnia wręcz obezwładniająca. Zwalnia z wszelkiej odpowiedzialności. Pozwala uciec przed koniecznością wymyślania własnych pozytywnych rozwiązań. A potem wprowadzania ich w życie ze świadomością, że nie wszystkim się będzie podobało. Dużo łatwiej jest zatracać się w rozliczaniu „złych PiSiorów”. Jakiś preteks znajdzie się zawsze. Zawsze będzie jeszcze jakaś kolejna krzywda, która domaga się rozliczenia zanim będzie można pójść do przodu. I tak w nieskończoność. 

Po drugie, antyPiSizm był i jest nadal jedynym spoiwem trzymającym ich razem. To jedyny klej spajający Petru z Zandbergiem. Nowacką z Hołownią. I Giertycha z Anną Marią Żukowską. Zabierzcie im ten klej, a zaczną się procesy dezintegracyjne. Usuńcie wroga, a poczną podgryzać się nawzajem. 

Z tych właśnie powodów jest bardzo prawdopodobne, że koalicja Tuska nie będzie potrafiła i chciała zrobić kolejnego kroku. Nie będą w stanie wyjść poza „odwet”. Wciąż będą musieli walczyć z PiSem. Ta walka ich już za chwilę zacznie pożerać. 

Już pożera.

na zdjęciu: Marszałek Sejmu Szymon Hołownia na sali obrad Sejmu w Warszawi fot. PAP/Paweł Supernak

Czytaj dalej:

Rafał Woś
Dziennikarz Salon24 Rafał Woś
Nowości od autora

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka