Prawdzic Prawdzic
130
BLOG

Kochanka żydowska z suplementem

Prawdzic Prawdzic Rozmaitości Obserwuj notkę 0

Kochanka żydowska z suplementem - próba powieści w odcinkach

Kochanka żydowska z suplementem - próba powieści w odcinkach
 
Suplement 1. - do odcinaka 1.
 
Jak to możliwe? - pytała zdumiona Iwona - Gdzie są ludzie? Gzie są zakładowi aktywiści i członkowie, żeby bronić planów produkcyjnych, poprawy jakości i przejmowania przedsiębiorstw w ręce ludzi pracy?  Ale „ludzi”, pozbawionych przywództwa, nie było.
 
Takiego przywódcy (jak np. Andrzej Gwiazda) nie było i być nie mogło, ponieważ bano się, że ponowne ogólnopolskie wrzenie może znów wynieść do władz związku radykalnych trybunów, którzy będą się domagać władzy dla ludu i odbierania czerwonej burżuazji majątków i kont bankowych; a o których to burzycielach ładu już na szczęście zapomniano, zwolniono z roboty jako rozrabiaczy, albo przeniesiono na gorsze, mniej płatne stanowiska i pozbawiono głosu.
 
    Początkowo łudzono się, szeptano po kątach brudnych fabrycznych szatni, że sami robotnicy, zostaną dyrektorami w „swoich” zakładach pracy, dopóki ich szybko nie uświadomiono, gdzie ich miejsce, przywołując do porządku, a jak trzeba, wywalając za bramę.
 
Podczas gdy jedni cieszyli się, może i słusznie, widząc pozorne zmiany na lepsze, inni patrzyli ze zgrozą, jak komuniści dzielą się władzą i majątkiem narodowym z broniąc majątków po trupach, bo nikt swego wydrzeć sobie nie da. działaczami powstałej po stanie wojennym, nowej ”Solidarności”, powstałej ze zmowy środowisk żydowskich, komunistycznych i kościelnych, których robotnik nie znał, ani wybierał do struktur kierowniczych swojego Związku Zawodowego. Ci drudzy, którzy umieli patrzeć, wiedzieli, że pod płaszczykiem robotniczej rewolty odbywa się przemiana reżymów, jednego w drugi i że ten drugi reżym jest gorszy, bo zakonserwuje nierówności majątkowe na bardzo długo. Jeśli można było mieć nadzieję, że socjalizm jako system nierówności zadekretowanej ideologicznie, kiedyś się rozleci, bo nie ma silnych bodźców majątkowych do swej obrony, to za kapitalizmem staną wszyscy „właściciele”
 
Po stanie wojennym do nowej „Solidarności ‘89” weszło bardzo mało członków ze „starego związku” – sami karierowicze na górze i nieudacznicy na dole, ogłupieni przez księży.
 
- Niektórzy mówią z przekąsem o robotnikach, próbujących przejąć władzę w „Solidarności”, że musieli być odsunięci od rządzenia związkiem, boby narobili więcej szkody niż pożytku, głupia, wichrzycielska hołota - robotnicze chamy...
 
   Narobiliby szkody kamienicznikom i byłym właścicielom, łapówkarzom, sędziom, prokuratorom, adwokatom, lekarzom, księżom, nauczycielom, kłamliwym dziennikarzom... całej tej próżniaczej hołocie. Bo dla kapitalistów i ściśle z nimi współpracującej inteligencji, ludzie pracy są zawsze głupi i nie mają prawa domagać się warunków godziwego życia. Zawsze pierwsi są przeznaczeni na ofiary kryzysu.
 
Lecz mimo tego, chociaż ich potraktowano ich jak ostatnią hałastrę, ludziska cieszyli się, że skończą się rządy inteligenckich oportunistów sprawujących władzę jako wszechwładni sekretarze partyjnych komitetów.
 
O święta naiwności, biedni głupcy nie zdawali sobie sprawy, że teraz „inteligenci” porzucili stanowiska sekretarzy, przechodząc do władz „Solidarności”, często na jej kierownicze stanowiska! Pod pozorem, że do rządu potrzebni są fachowcy!                                                       
 
  Gdy nadeszła wiosna tego roku, było już po wszystkim, jak to mówią „po herbacie”, po wszelkich nadziejach polaków, że nagle się obudzą w amerykańskim dobrobycie, jak obiecywał Regan, albo w Drugiej Japonii, jak mówił Wałęsa. To właśnie Wałęsa pierwszy zainicjował bezrobocie, proponując młodym porzucić narzędzia w fabrykach i rozłożyć na gazetach na ulicy tranzystorki, chińskie podkoszulki i enerdowskie buty z przemytu, żeby nimi handlować i wziąć „sprawy w swoje ręce”. Z tego, rzekomo powstały wielkie fortuny i trusty bankowe.
 
Iwona w tym wszystkim się pogubiła i nie mogła odnaleźć. W roku ‘88, wśród społecznego niezadowolenia pojawiła się nagle jakaś „góra”, o której mówiono, że jest reaktywowanym kierownictwem „Solidarności” i wszystkich innych odsunęła od wszystkiego. Nagle okazało się, że miliony członków „solidarności” z 80 roku, są jej zupełnie do niczego niepotrzebne. Co więcej, zaczęto zakładać jakąś nową „Solidarność”, do której wstąpiła duża część politycznych szulerów i garstka otumanionych robotników. Ta kierownicza klika miała rządzić z poręki Komitetu Centralnego Partii i służby bezpieczeństwa.
 
W tym czasie nie bardzo się tym interesowała, bo miała osobiste kłopoty, trudności w pracy i w czasie mrozów marzła w niedogrzanym sublokatorskim pokoju 
A przecież miała, wprawdzie ciche, ale gorące nadzieje! Nadzieje, że „Solidarność” tworzą ludzie uczciwi, a nie kanalie.
 
Na początku lat dziewięćdziesiątych, kiedy wydawało się, że Polacy nareszcie mogą być sami dla siebie podmiotem polityki wewnętrznej i międzynarodowej, że mogą się zająć reformą ustroju na wzór “szwedzkiego socjalizmu”, to się okazało, że znowu jak za czasów Targowicy, kierunek politycznych przemian, zaczęły nam dyktować obce dwory. Za króla Stasia rządził Repnin w Warszawie, za prezydenta Wałęsy rezydenci CIA i Mosadu.  
    Do Warszawy, pod pretekstem pomocy dla rządowej fałszywki “Solidarności”, zleciały się jak sępy rezydencje zachodnich wywiadów (jakby Polakom mało było sowieckiego rezydenta NKWD), wszystkie możliwe szajki Międzynarodowego Funduszu Walutowego, Sorosza i kliki spekulantów kapitalistycznego świata, żeby pastwić się nad łupem rozrywanej gospodarki tak, że bardzo szybko pozostał z niej tylko szkielet, obrany do kości, z co wartościowszego mięsa.
 
   Bezrobocie szalało, Balcerowicz w roboczych rękawicach dusił inflację, Mazowiecki brał pożyczki z Międzynarodowego Funduszu Walutowego i ratował bankierów dając im państwowe pieniądze, a natura nic sobie nie robiła z tego, tylko ostro się brała do roboty, zazieleniając trawników i osuszając zimowe błoto. Słońce świeciło mocniej, a nocami wśród drzew na Wrocławskiej i Mazowieckiej gwizdały kosy i kląskały słowiki.
 
    Iwona jednak, jakby tego nie widziała i nie cieszyła się niczym. Na początku roku, wskutek szukania oszczędności w służbie zdrowie, w szpitalu nastąpiła kompresja etatów i straciła pracę. Wynajęła się do opieki nad dziećmi pewnej rodziny, ale tylko do końca czerwca i właściwie nie widziała żadnych perspektyw dla siebie. Była w złej kondycji psychicznej i szukała gwałtownie jakiegoś remedium. Najpierw długo nie mogła zasnąć a potem budziła się w ciągu nocy z uczuciem nieokreślonej trwogi. Jakże da sobie radę sama na tym nieludzkim świecie, będąc kobietą?
 
Ona, dotychczas taka radosna, kobieca, pełna nadziei na lepsze, patrzyła przerażona, widząc, w jakim kierunku zmierza sytuacja polityczna w Polsce, po zwycięstwie “Solidarności” nad komuną. Skóra jej cierpła, kiedy czytała gazety, że Mazowiecki postanowił, że za przestawienie gospodarki na tory kapitalistyczne zapłacą najbiedniejsi. Tu wyszła z niego społeczna nauka Kościoła.
 
W dodatku, jakby tego było mało, miała kłopoty zdrowotne. Czuła  jakieś twardzizny i sztywności w okolicach krocza, co nie dawało jej spokoju. Nagle zbudzona ze snu, macała się i chodziła do lusterka w łazience, żeby sprawdzić czy przypadkiem nie ma jakiegoś guza. Bo czuła, jakby coś rosło jej pod spojeniem łonowym w miejscu przejścia tylnej ściany pochwy w macicę. Nic tylko cancer! Mówiła, bliska wariacji ze strachu
 
    Nie chciała się przyznać sama przed sobą, że staje się kłębkiem nerwów i powoli przestaje wierzyć sens życia. Coraz częściej coś w niej buczało, mówiło, nieprzyjemnie, słyszała wrogie głosy jakichś osób, których nie było, a których się bała i chciała się pozbyć. Już nawet myślała, że musi łykać pigułki uspokajające, ale bała się wpędzać w spiralę psychozy i uzależnienia.
Prawdzic
O mnie Prawdzic

odwołuję te głupstwa. które poprzednio tu napisałem

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości