Żydowska kochanka z suplementem - rzecz o upadku Panny S.
Suplement 1. Do odcinka 2.
– Chcemy zaznaczyć, co powinniśmy byli zrobić na samym początku, że opisujemy i będziemy opisywać same fakty. Wszystko, co tu opisujemy, to same fakty! Zaznaczanie niektórych akapitów paragrafami bierze się stąd, że w takich numerowanych paragrafach, usiłowano przedstawić fakty z konspiracyjnej działalności Iwony (i innych ukazanych tu osób) w organizacjach niepodległościowych, spisywanych w różnych okolicznościach, przez funkcjonariuszy zajmujących się sprawami bezpieczeństwa państwa i członkami „piątek” wywrotowych. Nawet takie opinie, że grupa Pyjasa, Sonika, Wilsteina, Maleszki (i ten „piąty”) składała się „z literackiego beztalencia, które chciało przy pomocy kontestacji zwrócić na siebie uwagę i za pomocą szantażowania władzy (stara socjotechnika), wepchać się na salony”; są wzięte z enuncjacji zawartych w milicyjnych kartotekach. Tak, że niczego innego tu nie opisujemy, tylko gołe fakty. Tylko fakty! Nawet gdy ktoś biegał nago, pokazując kutasa! To opisujemy fakty! Tylko fakty!
Dopóki pociąg stał na peronie, trochę się niecierpliwiła, ale kiedy ruszył, pochłaniała oczyma krakowski pejzaż, kochany, jakby go miała widzieć po raz ostatni. Podczas wyjazdu pociągu ze stacji, długo jeszcze wodziła wzrokiem za znikającymi w oddali dwiema wieżami Św. Floriana. Posłała im ostatnie pożegnalne spojrzenie i nagle poczuła bolesny ucisk w krtani. Wspominała, gdy w latach sześćdziesiątych chodziła boso po plantach - co było oznaką snobizmu - coś jakby namiastka hipisowskiego flower-power i kawałek Kalifornii. Asystowanie przy “Umarłej Klasie” Kantora; udział happeningach Warpechowskiego; w “wieczorach autorskich” Krzyśka Niemczyka w Kole Młodych Związku Literatów na Krupniczej. Kłyś podobny do satyra, blagował, że w prozie Niemczyka słyszy Bunuela. Ach, gdzie to jest, gdzie to przepadło? To już się nie powtórzy! Nie powróci picie kawy w barze naprzeciwko Starego Teatru, czytanie prozy Romana Gary w “Przekroju”, dyskusje w piwnicy w Krzysztoforach, czytanie “Forum” w Empiku. Pamięta jak poznała Wojaczka na wieczorze autorskim w Rotundzie. Wspominała chodzenie na spektakle Jasińskiego, “Światło i dźwięk”, Wawel oświetlony w noc czerwcową, spektakle: “Spadanie” i “Szalona lokomotywa” Teatru Stu. Tani sikacz w Piwnicy pod Baranami...
W jednej chwili to wszystko zostało tam daleko, pod tymi dwoma wieżami, gdzie kiedyś wikarym był polski papież... w przeszłości.
§ 8. Pociąg mijał przedmiejskie opłotki, a ona rozsiadłszy się na kanapie z zielonej ceraty usiłowała coś czytać, ale szybko znudzona lekturą, w markotnym nastroju oddała się ponurym rozmyślaniom. Iluż tu, w Krakowie, ludzi spotkała, czyż ich może wszystkich spamiętać? Spędziła w nim z Tomkiem, na miasteczku studenckim, całe pięć lat, a potem jeszcze trochę na mieście i parę lat w innych miastach w wynajmowanych pokojach i obcych mieszkaniach.
Nie słyszała stuku kół o szyny ani szumu przesypującego się żwiru od pędu wagonów. Czuła ciałem jakieś nieokreślone unoszenia się i opadania, od których mdliło ją między łopatkami. To nerwica trzymała ją w kleszczach lęku, w jakimś dziwnym psychofizycznym stanie zawieszenia, w którym się jej wydawało, że nie dotyka ziemi i unosząc się spadnie zaraz z wysokości kanapy przez rozstępującą się pod nią podłogę wagonu, roztrzaskując się o umykające w pędzie betonowe podkłady torowiska. Siedziała w odrętwieniu z pustką w głowie, jak na jakimś nierzeczywistym egzaminie, śnionym w dusznym koszmarze, na którym musi odpowiadać na pytania bez odpowiedzi. Czuła, że wszystko co dotychczas robiła i kim dotychczas była uległo unieważnieniu.
§ 9. (tzw. „żydowski” paragraf)
“Iwa” - jak ją zdrobniale nazywał Tomasz, albo „Panna S”, jak ją nazywali w konspirze - była atrakcyjną szatynką, o młodzieńczym wyglądzie nastoletniej dziewczyny i chociaż skończyła trzydziestkę, to nadal zachowała zgrabną figurę i świeżą cerę podlotka, jakby rzec, “w pełnym rozkwicie młodzieńczej urody”. Uśmiechała się zalotnie pełnym garniturem zdrowych, białych zębów i pokazywała nieskazitelnie młodą szyję. Na swoje trzydzieści lat miała tak dziewczęcy wygląd, że wszędzie gdzie się pokazała, nawet nie musiała udawać “Lolity”, żeby starsi panowie, gapiąc się na jej nogi w tramwaju, mówili: ”Ustąp starszemu miejsca, smarkulo!”; a ona ustępowała radośnie, traktując to jako rodzaj najwyższej pochwały. Często, dla poprawienia sobie nastroju, z premedytacją ubierała podkasaną spódniczkę, żeby w białych podkolanówkach i włosach związanych w dziewczęce kucyki, udawać licealistkę.
Udawanie podlotka sprawiało jej przyjemność, ba, nawet weszło w nałóg i sprawiało, że tak długo widać było u niej oznaki młodzieńczości.
§ 10. Siedziała sama w przedziale, rozkraczona, bo jej się zrobiło gorąco. Spociła się w pachwinach więc wachlowała się powiewając spódnicą. Wytarła wilgotne uda papierową serwetką a poprawiając majtki, które rżnęły ją w kroczu, pozmyślała, że nie jest całkiem normalna.
…choćby ten penis. A właściwie jego chorobliwy fantom, świadomość, że ma penisa. Niedokładnie, że „go ma”, ale że go ma i zarazem nie ma. Ma go w stanie możliwościowej potencji. Tym niemniej tak rzeczywisty, że niekiedy miała wrażenie, że trzyma go w ręce. Obywatelka Stopka, zeznała, że sądziła, że jest w niej gdzieś ukryty i czasem wychodzi z niej niespodzianie. Często, niedanej jak wczoraj, poszła do łazienki i zamyślona, nawet nie zauważyła, że wysikała się na stojąco, po męsku, otrzepując penisa. Przeraziła się okropnie – jak wyznała - gdy to sobie uświadomiła, dopiero po ubraniu majtek i wyjściu z łazienki. Macała się potem i oglądała w lustrze dokładnie ale nic podejrzanego nie zauważyła. Penisa nie było. Potem pomyślała z wisielczym humorem – Skoro być musi, to niech będzie, byle był duży. To nie ona pomyślała – tak zeznała - tylko coś w niej powiedziało męskim głosem.
Właściwie, to nie była pewna, czy nie powstał on wskutek wmawiania jej przez głosy, że coś z nią nie tak. Że może nawet jest chora psychicznie.
Te „głosy” były wizualizacją wspomnień wielu lat spędzonych na rozklejaniu ulotek „Solidarność walczy” i zebrań w konspiracji niepodległościowej. – z zapisków milicyjnego psychologa, biegło w jej sprawie.
W miarę nabierania coraz większego pędu, koła stukając o szyny, zaczęły nadawać rytm jej nieuporządkowanym myślom tak, że nie wiedzieć kiedy, zasłuchana w siebie, znowu oddała się wspomnieniom swej młodości. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, że od czasu poznania z Tomaszem upłynął kawał czasu, prawie dwadzieścia lat, podczas którego inni podróżowali po świecie, robili pieniądze, zostawali “kimś znacznym, o których świat mówi, oni klepali biedę bałamucąc się nadziejami, że nadrobią to kiedyś z nawiązką, gdy się w Polsce poprawi, kiedy komuniści zostaną odsunięci od władzy. W tym czasie pojawili się biznesmeni wyznaczając społeczeństwu obowiązujące poglądy polityczne robiąc kapitalizm, pokazali się młodzi artyści lansując nową wrażliwość, nowi poeci, wywierając wpływ na myślenie swego pokolenia, a ona co? Nikt o niej nie słyszał. Ona tylko mogła rozlepiać na murach nalepki: ”Solidarność walczy”, i gówno jej z tego przyszło!
§ 8. Zauważyła, że podczas jazdy wszystko zaczęło się wokół niej ruszać i również w niej samej. Również jej myśli i poglądy zaczęły ulegać dziwnej chwiejności i nie mogła znaleźć dla nich punktu oparcia, tak wszystko nagle uległo pędzącej gdzieś do nikąd względności. Dopóki chodziła po ziemi, po trotuarze, wiedziała co sądzić o łajdactwie, natomiast w pociągu, czując pod sobą bujającą się podłogę, była gotowa wszystko zbagatelizować i wszystko wszystkim przebaczyć.
Została haniebnie wykorzystana przez starych politycznych graczy do czarnej roboty, ale pocieszała się tym, że nie ona pierwsza. Zdawała sobie sprawę, że padła ofiarą swej młodzieńczej chęci niesienia pomocy cierpiącej ludzkości, ale również i to, że nie mogła tego uniknąć. Taki jest los człowieka, że dorastając daje się prowadzić, jak mówi Pismo, gdzie iść nie chce.
Wszelkie powstania, przewroty i budowy nowych ustrojów nie mogłyby się wydarzyć bez udziału młodych zapaleńców.
§ 8. Poz. 69. Iwona gryzła palce z bezsilnej wściekłości, widząc jak z jej ukochanego robotniczego związku (dla którego drukowała „bibułę”), burżuazja robi wydmuszkę.
Trzeba było – powiedział Tomek, gdy mu zarzucała, że została wystawiona do wiatru – zakręcić się skutecznie, głupia cipo, koło swych politycznych interesów. Inni pokupowali szwalnie, domy towarowe, przetwórnie żywności, hurtownie i zakłady pracy. Szastają pieniędzmi, a ty się musiałaś pożyczyć od ojca rencisty parę złotych! A takaś niby mądra, posrana opozycjonistka a nie załatwiłaś sobie żadnej intratnej posady.
A przecież nie tylko ona uległa tej radosnej euforii, temu złudzeniu, że każdy zostanie doceniony jak Wałęsa, który z prostego elektryka ze Stoczni Gdańskiej, awansował na prezydenta”.
Bodaj mi palce odpadły, kiedy wznosiłam je do góry w kształcie litery “V”, podczas antykomunistycznych manifestacji! – krzyknęła w sobie zduszonym głosem z wściekłości - Podnosiłam i zachęcałam innych do podnoszenia i gówno mi z tego!


Komentarze
Pokaż komentarze