Żydowska Kochanka z suplementem
Odcinek 3 – niewygodne pytania byłej opozycjonistki
Pociąg kołysał się po nierównych szynach a ona wciąż myślała.
Myślała, myślała, myślała... Myślała o swym straconym pokoleniu, o tym, że do niczego w tej pieprzonej Polsce nie doszła. Dzisiaj się mówi, że wszystkiemu na przeszkodzie stała jakaś nieokreślona komuna, ale Iwona sądziła inaczej, nazywając rzeczy po imieniu.
Art. 204 kk. Nie obwiniaj się! Nie obwiniaj ani jego ani siebie. Zaczynaliście bardzo młodo a młodość musi ponieść klęskę. Nie szkodzi, że zaczynaliście idealistycznie i idiotycznie - liczy się bezinteresowna czystość intencji.- przypomniał jej Głos Wewnętrzny (który przyszedł za nią i jechał w tym samym wagonie – A do cholery z nim!) – Wiesz jak było – mówił - wszystkiemu stała na przeszkodzie profesorska klika, promująca swoich krewnych i pociotków, i współpracująca z nimi cenzura. To ta mieszczańsko-profesorska klika umożliwiała dobre samopoczucie rezydentom NKWD, konsulom sowietów, bezpiece i współpracującej z nimi cenzury. Byli tacy pracownicy teatrów i telewizji, którzy na spotkaniach krakowskiej elity deklamowali po rosyjsku towarzyszowi ambasadorowi całe ustępy Onegina. Cenzura tępiąca konkurencję starej literackiej szajki, profesorskiej miernoty, aktorskiej bandy, dziennikarskiej swołoczy... to było narzędzie pozwalające odsuwać od wydawnictw i zespołów filmowych ludzi, którzy mieli coś istotnego do powiedzenia. Natomiast bezpieka dbała o to, aby panowie literaci, filmowcy i reżyserzy teatralni mogli się bawić w swoje „twórczości” i błyszczeć na firmamencie narodowej sztuki. A wszystko to pod pozorem dbałości o pryncypialne treści, o socjalizm, o kulturę i przyjaźń ze związkiem Radzieckim. Jakże mogliście się przebić ze swoim słabym głosikiem protestu?
Par. 11 (józefiński - o podżeganiu).
Zapisz sobie w kominie, dla następnych pokoleń – przypomniał jej stary głos, który nazywała Głosem Sumienia –że prawdziwie opozycyjne myślenie wzięło się z szemrania robotniczego chamstwa przeciwko łapówkarzom w profesurze, machlojkom w palestrze, korupcji w „medycynie”; chamstwo coraz głośniej protestowało przeciwko zabagnieniu życia społecznego i kłamstwu płynących z mediów i kultury wysokiej. Coraz jawniej okazywano niezadowolenie z cynizmu sekretarzy partii, profesorów, sędziów, redaktorów prasy i w ogóle ludzi kultury.
Toteż, po jakimś czasie, była zdumiona widząc jak protest przeciwko łotrostwu obraca się przeciwko protestującym.
To było bolesne – wspominała Iwona, gdy napiła się wódki, bo ostatnio, żeby zabić złą pamięć, nieco się rozpiła – patrzeć, bezsilnie, gdy oskarżani o złodziejstwo, zasłaniając się powagą urzędu i godności, krzyczeli: “Łapać złodzieja!” i pokazywali palcem w nieokreślonym kierunku. W nieokreślonym, bo bali się wskazywać na swojego tradycyjnego wroga, robotnika, któremu zawsze przypisywano najgorsze bumelanckie przywary.
Nic nie mogliśmy na to poradzić – pocieszała ją koleżanka - W tej sytuacji nie było ku temu żadnej niezależnej opozycyjnej organizacji, która by mogła kontrolować łapówkarstwo partyjnych kumotrów.
§ 12. Zeznała na przesłuchaniu, że myślała, że przyłączając się do opozycyjnej organizacji (składającej się wprawdzie z dzieci elity, ale przecież chcących jakiejś moralnej odnowy), będzie tworzyć opór wobec kumoterstwa na uniwersytecie, upadkiem wartości, korupcją moralną, zmowy elity… ale szybko spostrzegła, że ta elita, sama należała do bolszewickiej partii, i puszczała oko do nielicznych opozycjonistów, że niby jest komunistyczna z przymusu.
Należy pamiętać, proszę pani, że to elita tworzyła bolszewicką partię – mówił facet, który całe lata pracował w cenzurze - Służba bezpieczeństwa pracowała nad tym, żeby zapewnić możliwości kręcenia filmów ludziom z łódzkiej filmówki, ubecja pilnowała żeby tacy pisarze jak Szczypiorski, Andrzejewski i S-ka mogli publikować bez przeszkód, ze strony jakichś robotniczych oszołomów, w spokoju swoje utwory. Żeby artyści establishmentu mogli tworzyć niezagrożeni przez nikogo, przez konkurentów, swoje oświęcimskie symfonie, swoje powstaniowe filmy, swoje historiozoficzne powieści. Służba bezpieczeństwa tłumiła skutecznie młodych gniewnych, takich jak Wojaczek, Krynicki czy Pyjas, żeby panowie z Krupniczej i Krakowskiego Przedmieścia mogli brylować na deskach narodowej sceny.
§ 13. „Pod koniec lat siedemdziesiątych ten partyjny, profesorski beton sam przejął od dysydentów inicjatywę i tworzył “opozycję”, stając na czele społeczeństwa domagającego się od partii, “żeby rozbijała profesorskie kliki, w imię czystości partyjnych szeregów”.
Tak napisała gdzieś w swoim intymnym dzienniku.
Ten dziennik-pamiętnik prowadziła od czasów młodości i od czasu do czasu pisała w nim swoje spostrzeżenia. Teraz zabrała go z sobą, nie wiedząc co z nim zrobić. Chciała go spalić, zerwać wszystkie mosty łączące ją z przeszłością. Zostawić całą złą pamięć za sobą, ale nie miała pieca. Zabrała więc kajet z sobą, z postanowieniem, że go gdzieś wyrzuci po drodze. Chciała do Tomasza dojechać bez żadnych obciążeń.
Wyglądając przez okno wagonu zauważyła, z uczuciem niepokoju, że kolejarzom się zbyt nie spieszy, pociąg jedzie wolno, wlecze się noga za nogą, jak na krajoznawczą “wycieczkę w nieznane”. Po prostu “plezie” jakby jechali wołami i dopiero gdzieś za Tunelem, po dłuższym postoju w szczerym polu, wreszcie ruszył trochę żwawiej, ale nie za prędko, żeby nie dostać zadyszki, w stronę przesyconego zielenią, świetlistego horyzontu.
Patrząc przez brudnawą szybę na świat skapany w złocistym świetle myślała jak to jest, że na wiosnę tak działają na nas te “cuda natury”, że człowiek lgnie do świata jak pszczoła do miodu; jak niewolnik tuli się do swych łańcuchów, które przestały być wreszcie zimne od mrozu i używa ich jako poduszki; tak człowiek zawierza wrogiemu światu.


Komentarze
Pokaż komentarze