Prawdzic Prawdzic
343
BLOG

Żydowska kochanka z suplementem

Prawdzic Prawdzic Rozmaitości Obserwuj notkę 1

Żydowska kochanka

Suplement 1. do odcinka 4.  
 
 
Chciał, żeby mu to wydrukowali w gazetkach rozprowadzanych wśród robotników - ale niestety, nie wydrukowali.
W tych samizdatach, drukowali dotychczasowi urzędnicy czerwonego reżymu (jak np. Andrzejewski), robiąc za dysydentów.
Pisali, że bolszewicy gnębią biedną inteligencję, walczącą o wyzwolenie narodu spod jarzma komuny. Od czego i do czego mieli być wyzwoleni robotnicy i kto miał nad nimi panować, gdy braknie komunistów, tego już nie pisali.Przecież nie wierzyli, że robotnicy mogą rządzić się sami.
Co będą jedli ci wolni najmici, albo gdzie będą spali, jeśli sobie zrujnują zakłady pracy, na to już nie było odpowiedzi. Nawet w gazetkach pisanych przez prawdziwych działaczy opozycji, robiono robotnikom z mózgu wodę, za pomocą drukowania mętnych utworów opozycyjnych pisarzy. Pisarzy mieszczańskich, żyjących z aprobaty kapitalizmu. 
     
W tych utworach było więcej zakamuflowanego sławienia praw kamienicznika do własności prywatnej i dyktatury lichwiarskiego pieniądza, niż lansowania modelu nowoczesnego życia, odrzucającego wyścig szczurów do ekonomicznego sukcesu. Wyścigu koniecznego, bo narzucanego przez naturę. 
 
1§8)   W samizdatach oprócz nienawiści do bolszewików za kasatę własności prywatnej, nie było żadnych wzniosłych “ideałów”, żadnej troski o porządne wychowanie robotniczych dzieci, żadnych postulatów, że trzeba wszystkim godziwy “zapewnić udział w konsumpcji powszechnego szczęścia”, bowiem animatorom anty-komunistycznej opozycji, o nic więcej nie szło, tylko o odzyskanie przedwojennych, rodzinnych majątków. 
 
Robiono więc wszystko, żeby odsunąć idealistów od tej roboty, którzy by chcieli wywrócić świat mieszczańskiej własności (ochranianej przez socjalizm) do góry nogami. Ba, mieszczanie z opozycji byli gotowi bronić komuny przed takimi zapaleńcami jak Tomasz, bo przecież socjalizm był systemem, w którym pod płaszczykiem likwidacji własności prywatnej, ta własność była ochraniana przez burżuazję sprawującą władzę w imieniu komunistycznej partii.
 
Robiono wszystko, żeby nie dopuścić takich narwańców, jak Tomasz, ”bo mogą spowodować prawdziwą rozpierduchę” (tak powiedział jeden z członków KOR-u), która wyleje za okno naszych opozycyjnych (zawodowych) działaczy, razem z czerwoną nomenklaturą”. Bali się jak ognia, żeby robotnik nie zdobył samowiedzy i nie wziął sprawy w swoje ręce, bez pośrednictwa inteligencji grającej o pełnię władzy.
 
Inteligent, to ma być coś więcej niż zwyczajny oszust - pisał Tomasz w swych enuncjacjach - który z powodu, że sprawniej potrafi policzyć do dziesięciu (niż jego mniej rozgarnięty kolega), sprawując nad nim funkcje kierownicze, pasożytuje na jego pracy”.
 
Toteż inteligenci czuli się urażeni, że obraża ich zacne, zakorzenione często jeszcze w carskiej i sanacyjnej pragmatyce służbowej, rodziny. Z dyspozycyjnych ośrodków na Zachodzie, z Paryskiej “Kultury”, nie nadeszło imprimatur, dla jego populistycznej pisaniny. Przymykano oko na sowizdrzalskie zaśpiewy, pod warunkiem, że opluwały bolszewików, ale nie pozwalano nic złego powiedzieć na Kościół, burżuazje i szlachtę, jako ostoję tradycyjnych wartości trzymających w ryzach robotniczą gołotę. “Ostoję wartości”, do których miała powrócić Polska po “zrzuceniu komunistycznego jarzma”.
 
19§)  Wtedy było w modzie lansowanie pisarzy Paryskiej “Kultury” i innych tuzów mieszczańsko-żydowskiej elity. Powiedziano mu wprost, że to co robi, to sabotaż w szeregach opozycji i młyn na wodę bolszewizmu. Powiedziano mu, że polska kultura, to szlachecko-mieszczańska kultura, robiona przez wybitnych twórców żydowskiego pochodzenia i tak już zostać musi. Komu się to nie podoba, to won, do Rosji, do bolszewików, na Syberię. Powiedziano mu, że twórczy żydowscy lub żydowskiego pochodzenia, dlatego znajdują się na świeczniku, bo są zdolni. Próżne jego złudzenia, że może powstać jakaś młodzieżowa, lewacka, robotniczo-braterska, a może ogólnoludzka cywilizacja.
 
Tu, na tej ziemitłumaczono mu jak dziecku - może istnieć tylko jedna kultura: ”Wprowadzania głupiego robotnika w błąd”. W błąd demokracji, w błąd równych szans, w błąd, że ma możliwość wybicia, jeśli się wykaże talentem i pracą, ponieważ dobre samo się przebije. “Siedź głupolu w kącie, a znajdą cię!”.
 
Znajdą cię na Święty Nigdy!
 
Dlatego nie wolno dopuścić, żeby w swych utworach pokazywał “inteligenckie oszustwo”. Tu tylko może istnieć “system wartości”, który odwraca uwagę, od tego, że mądry wykorzystuje głupiego, mocny słabego, bogaty biednego. Kultura osłania wyzysk i cynizm w dorabianiu się kosztem biedaka. Osłania różnymi sofizmatami -   jak np.: że na handlowej wymianie pieniężnej nikt nie traci a wszyscy równo się bogacą - żeby ofiara nigdy nie potrafiła się samodzielnie obudzić z letargu.
 
  Powiedzieli mu prosto w oczy, że innej “kultury” nie było i nie będzie. Już o to się postarają mieszczańscy artyści. Oni nie dopuszczą, żeby powstała jakaś inna literatura, przynosząca korzyści materialne komuś innemu poza burżuazją. Zresztą, gdyby nawet powstała równie dobra, albo nawet lepsza niż burżuazyjna, ale tworzona przez innych niż mieszczańscy, twórców, to też by jej nie dopuścili do czytelnika, bo na “kulturze” musi zarobić burżuazyjny inteligent i jego klasa.
 
Po to się robi kulturę – tłumaczono mu “w cztery oczy” podczas pijackich libacji, odbywanych po sesjach “Latających uniwersytetów!”: ”Mądry pisze dla zabawy, głupi czyta, bo ciekawy. Mądry mieszczanin pisze dla głupiego robola”.
Raczej niech Polska sczeźnie – mówił w ferworze dyskusji jeden z jej uczestników, z dobrej, polsko-żydowskiej rodziny, wyznawca teorii, że naród nie może się obejść bez warstwy autokratycznej, a jego kultura (wysoka) jest produktem duchowego luksusu i arystokratyzmu - niżby nasza oligarchia miała ponieść szkodę. Niżby mieli stracić wpływy na rządy dusz, nasi artyści”.
 
Polskę robi się jak podkowę na kowadle, kując chamstwo po pysku, żeby było miękkie i uległe w rękach elit sprawujących władzę. Żeby zapewnić burżuazji warsztat do rządzenia i zaspokojenia jej ambicji! Gdyby tak nie było, to inteligencja musiałaby wyłonić z siebie, w miejsce dotychczasowej Polski, jakieś inne państwo, albo przyłączyć je do któregoś z sąsiednich, bogatych krajów, gwarantujących jej przywileje.
Właśnie tak, jak to zrobiła szlachta i żydowskie mieszczaństwo Warszawy, Krakowa i Poznania podczas rozbiorów Polski.
 
To międzynarodowa burżuazja, pozostająca na usługach mocarstw ościennych – podzieliła Polskę pomiędzy trzech, dających kapitalistom swobody ekonomiczne, zaborców - żeby nic nie utracić ze swych wpływów. I reszta narodu nie miała nic do powiedzenia, jak nie ma obecnie; nie ma nic do gadania na temat wstąpienia Polski do NATO. Za nią zdecydowała wywodząca się z mieszczaństwa plutokracja, Watykan i żydowskie pieniądze.
 
 Polskiej burżuazji się marzy to, co jest w Ameryce pisał Tomasz - że bez adwokata prosty człowiek nie może nigdzie załatwić najprostszej sprawy. Gdyby nie nahajka sowieckich komisarzy z NKWD, to by nigdy nie doszło do podziału między chłopów ziemiańskich majątków, bo burżuazja usadowiona w bolszewickiej partii tak manewrowała, że z powodu rzekomego chłopskiego nieprzygotowania do przejęcia obszarniczej ziemi, nigdy nie doszłoby do realizacji przedwojennej ustawy o parcelacji.
 
W pierwszych latach istnienia tzw. Polski Ludowej w kosmopolitycznych kręgach mieszczaństwa, wstępującego gremialnie do partii komunistycznej, tego się trzymano przez cały, że wiejskiemu chamstwu, które najwięcej zyskało z parcelacji folwarków i nie szanuje jak należy swej elity, należy „utrzeć nosa”. Tak też to formułowano w dysydenckich środowiskach w latach 70-tych i w okresie stanu wojennego - że trzeba rewindykować płody literatury mieszczańskiej i popierać twórców związanych ze środowiskami przedwojennej Sanacji i to konsekwentnie wprowadzono w krwiobieg polskiej polityki kulturalnej po zniesieniu stanu wojennego.
Nazajutrz po zwycięstwie „Solidarności” pewien znany działacz związany ze środowiskiem KORu, w polskim radiu sformułował tę zasadę następująco: ”Cham nie będzie wpuszczony na salony”.      
 
  Ale nie mogło być inaczej wobec infiltracji środowisk solidarnościowych przez burżuazyjnych emisariuszy. To oni uczyli korupcji i zdrady, radząc odkładać część dotacji zachodnich na zakładanie własnych przedsiębiorstw, albo po prostu na czarną godzinę!
 
W kierownictwie “Solidarności” uważano, że nic robotnikom po pieniądzach, skoro mają pozostać fabrycznym popychadłem. Jakoś w tym wszystkim umknęła nawet papieska gadanina, opodniesieniu robotnika do godności ludzkiej. A czyż robotnik nie może być człowiekiem bez pieniędzy? Może być i nawet mu z tym do twarzy.
 
Nie mogąc spokojnie patrzeć, jak z autentycznego robotniczego ruchu robią atrapę, mającą rozgrzeszać wszystkie łajdactwa nowej władzy, dostała nerwicy i musiała łykać prochy uspakajające. Ale postanowiła, że więcej już nie będzie.
 
 2§0)    Zgoda. Masz racjęwykrzykiwał podczas kłótni do buntującej się Iwony- że prawdziwie opozycyjne myślenie nie ma nic wspólnego z inteligencko-żydowską mafią, że wzięło się z szemrania robotniczego chamstwa przeciwko łapówkarzom w profesurze, machlojkom w palestrze, korupcji w „medycynie”; ale cóż ja mogę przeciwko temu. Muszę to przyjąć i się zgodzić, że „Solidarność” jest dziełem robotników, chociaż wiem, że jest tworem zmowy inteligentów, komunistów, Żydów i księży. Dzięki poparciu NKWD i CIA, Regana, Gorbaczowa i Watykanu. Chamstwo coraz głośniej protestuje przeciwko kłamstwu i zabagnieniu korupcją społecznego życia. Coraz jawniej okazuje niezadowolenie z cynizmu sekretarzy partii, sprzedajności sędziów, kłamliwości redaktorów i w ogóle ludzi kultury... ale to obróci się na jego zgubę. Inteligenci zrobią mu z mózgu wodę i wyrzucą z fabryki, za bramę. I tyle będzie miał ze „swojej” „Solidarności”.
 
      No pewnie– odezwał się subtelny, młody intelektualista, Waldek Szczepina - Już od dawna, Polakom nie wolno samodzielnie myśleć i określać, co jest dla niech dobre Tak już jest od pokoleń, od czasów rządów Repnina i Bułhakowa w Warszawie, że o tym co jest dobre dla polskiej racji stanu, decydują obce dwory.
    Tak skomentował rządowe expose Mazowieckiego, w którym obejmował władzę z woli „Solidarności”: Po drugiej wojnie światowej, o tym, co dla Polski dobre, decydowali sowieccy ambasadorzy – tak, wariat, pisał! - a teraz decydują dyplomaci z Waszyngtonu i Brukseli. Inteligencja pcha Polskę w ramiona Zachodu w nadziei, że w ramach jej biurokratycznych struktur zrobi karierę. W myśl tego obłędnego systemu może zabraknąć warsztatu dla robotnika, ale dla urzędnika zawsze dodatkowe biurko się znajdzie.
      W Polsce porozbiorowej, elita mieszczańska Warszawy i Krakowa żyła z urzędolenia w carskich obłastiach, sądach i cyrkułach, żyjąc ze straszenia polskiego wieśniaka karami, za nie wywiązanie się z włościańskich obowiązków. Nawiasem, mówi się o zacnych krakowskich rodach, o czcigodnych profesorach Wszechnicy Jagiellońskiej, o przewielebnych kapłanach, kardynałach Puzynach, księciach kościoła, hrabiach Wodzickich, Tarnowskich... o przezacnych redaktorach “Czasu”; gdy tymczasem to jedna zgnilizna, żyjąca z ucisku galicyjskiej biedy.
 
Przeciwnikom poglądu – Iwona zapisała w tym dniu, w swoim kajeciku-sekreciku - że żydowska burżuazja nie przyczyniła się do rozbiorów Pierwszej Rzeczypospolitej, bo przecież nie była ona kosmopolityczna, lecz patriotyczna, można odpowiedzieć, że owszem byli też żydowscy patrioci – których można policzyć na palcach jednej ręki
Prawdzic
O mnie Prawdzic

odwołuję te głupstwa. które poprzednio tu napisałem

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Rozmaitości