Żydowska kochanka
Żydowska kochanka
Suplement 4. Do odcinka 5
„Owej wiosny 1991 roku– Iwona czytała którąś z ostatnich kartek w swoim zeszycie-powierniku - pomimo hucznie obchodzonego przez Kościół święta 3-go Maja (który zyskał najwięcej na zmianie ustroju i politycznym zwycięstwie „Solidarności”) i rządowej fety z udziałem Wałęsy, nikt poza pijakami nie upijał się z entuzjazmu, z nowo odzyskanej wolności, bo jej było akurat tyle samo, albo i mniej niż za komuny, ani nie okazywał radości ”z nowo odzyskanego śmietnika”. Poza możliwością głośnego przeklinania komunistów, nic się nie zmieniło. Historia lubi się powtarzać i ukazywać w krzywym uśmiechu swoją złośliwą twarz.
W Warszawie zaszły wielkie zmiany. Partia komunistyczna rozwiązała się sama, a raczej rozpadła pod ciosami kompradorów kapitalizmu we własnych szeregach. Ten kogośmy znali do wczoraj jako ministra komunistycznego rządu, działacza Partii, redaktora reżymowej gazety, nagle przerobił się na właściciela rafinerii, spółki handlowej z kapitałem zagranicznym, rzeźni, szwalni, fabryki makaronu, wytwórni urządzeń dla telekomunikacji...
Władzę objął rząd Mazowieckiego z poręki korowskiej elity i ustami swych heroldów, niedawnych działaczy opozycji, zapowiadał, że doprowadzi gospodarkę do ekonomicznego rozkwitu, gdy tylko zostanie poddana prawom wolnego rynku i konkurencji Zachodu. Tego jej potrzeba, bo jak powiadają księża, powołując się na Listy św. Pawła: „Moc z bezsilności się wykuwa”.
Trach kartkę z dzienniczka i buch za okno pędzącego wagonu!
Trach za okno, niech leci na wiatr! Wyrzuciła wyrwaną kartkę z pamiętnika po przeczytaniu, że posłami do sejmu Rzeczpospolitej zostali wybrani działacze „Solidarności”, wierni społecznej nauce Kościoła, z jednej, a rozkazom zachodnich mocodawców, z drugiej strony. Wypuszczeni z obozów dla internowanych, za organizowanie patriotycznych nabożeństw z wierszami Norwida (bo już organizację strajków zlecono zawodowym agentom zachodnich służb do walki z komunizmem), do niedawna jeszcze tępieni przez agentów służby bezpieczeństwa, teraz zażywali należnej glorii męczenników za Sprawę. Wdzięczny naród był gotów każdemu z nich wystawić jakiś pomnik.
Przecież każdy miał w pamięci świeże jeszcze wypadki i atmosferę stanu wojennego, kiedy kobiety-patriotki związane z opozycyjnie nastawioną inteligencją, nosiły się na czarno, naśladując tradycje powstaniowe 1863 roku. Wkładając krzyżyki z czarnego tworzywa i czarną biżuterię „powstańczą” szczelnie wypełniały kościelne kruchty, śpiewając pieśni sławiące prześladowanych „męczenników Solidarności”, przyrównując ich do zsyłanych na Sybir powstańców styczniowych. Niektórzy nawet w klapy marynarek wpinali oporniki, służące w elektronice do obniżania napięcia prądu, żeby zademonstrować swą niechęć do wojskowego rządu Jaruzelskiego, pogardliwie nazywanego „ślepą wroną”.
Tego dnia, kiedy musiała mu powiedzieć, że jest w ciąży i postanowiła wyskrobać to dziecko (u kolegi ginekologa za symboliczną złotówkę - za którą inni kupowali firmy i zakłady przemysłowe), Tomasz wrócił skądś wzburzony, z jakiegoś zebrania. Już wiedział, a był to rok, może, 88 albo 89, konszachtach Wałęsy z komunistami, że wszystko jest uplanowane z góry (jakiś światowy rząd, jacyś dalekowzroczni masoni, jacyś międzynarodowi Żydzi zadecydowali, że Polska zostanie sprzedana międzynarodowej finansjerze), że wszystko w co wierzył (że jest podmiotem i dysponentem własnego losu), że to szlak trafił, bo jest tylko marionetką w rękach cwanych Żydów. Zajebany węgorz! (takie miał powiedzonko).
Trach za okno, niech to wiatr rozszarpie! Nawet tego nie czytała! Po co, skoro to gówno warte. Na prowincji tak samo jak w wielkich miastach, do władzy każdego miasteczka kandydowali działacze Komitetów Obywatelskich, stworzonych podczas stanu wojennego przez hierarchów kościelnych, po to, że gdy przyjdzie stosowna chwila i komuna się zachwieje, móc wprowadzać na stanowiska burmistrzów i radnych, anty-sowiecko nastawionych, katolickich aktywistów.
Każde takie zebranie, każdy wiec przedwyborczy rozpoczynał się mszą w kościele, gdzie ksiądz kapelan opiekujący się podziemiem „niepodległościowym”, skupionym w Klubach Inteligencji Katolickiej, instruował, upominał żeby nie pobłażać czerwonym i przeglądał szeregi, czy są wystarczająco dyspozycyjne, czy gwarantują uległość wobec pasterzy Kościoła. Za to mieli być nagradzani stanowiskami starostów i wojewodów.
Prałaci wysyłali ich, żeby przejmowali władzę z rąk „agentów Kremla”, ”...bo już wszystko jest obgadane na górze”, już się zgodził Gorbaczow z Reganem na rozbiórkę Berlińskiego Muru, żeby przez opłaconych prowokatorów zainicjować bratanie się mieszkańców Berlina, żyjących dotychczas różnych ustrojach, po dwóch stronach granicznego muru; bo już się zgodził Jaruzelski, żeby oddać rządy „chrześcijańskim opozycjonistom”, którzy komunistom nie zrobią krzywdy, a nawet podzielą się z nimi własnością i władzą.
Wszystko jest przygotowane – mówili prałaci: „Tylko brać władzę i rządzić, tylko dzielić funkcje między siebie” według ustalonego wcześniej na plebaniach „klucza”; jeśli ty będziesz burmistrzem, to ja będę komisarzem, jak ty zostaniesz sędzią, to ja prokuratorem, jeśli twój syn będzie senatorem to mój marszałkiem zostać musi, żeby było sprawiedliwie!”
Trach i bach za okno! To gówno warte! Niech przepadnie w przydrożnych badylach.
Tak jak „na górze” kupczono o rządy dusz i ciał, również podobnie dzielono się stanowiskami podczas kłótni na plebaniach i w kuriach biskupich.
I nikt się nie pytał tzw. ludu, czy mu odpowiadają kościelni kandydaci, wytypowani przez asystentów od opieki nad pracowniczym środowiskiem, czy też by wolał swoich, wybranych w fabryce, z którymi zakładał „Solidarność” przy warsztacie, przed stanem wojennym w sierpniu 1980 roku. Nikt się nie pytał, czy ludzie akceptują kandydatów na posłów do sejmu, wybranych przez księży, na zebraniach pod kierownictwem pełnomocników biskupów, zakładając z góry, że polski kmiotek i robotnik, wierne baranki „owczarni”, oddadzą swe wyborcze „kreski” na tego, kogo wskaże upierścieniony palec pasterza.
Zresztą, spróbowałby prostak tylko pisnąć, że nie chce przy władzy księżych zauszników! Zaraz by usłyszał, że jest agentem ubecji, ormowcem, że mu się nie podoba polski papież i że dla takich „oszołomów” w Polsce - która zawsze była wierna Stolicy Apostolskiej i Przedmurzem Chrześcijaństwa - miejsca nie ma.
Trach! Wytargała następne dwie kartki z wściekłością wyrzucając za okno.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)