Prawdzic Prawdzic
485
BLOG

Żydowska kochanka

Prawdzic Prawdzic Rozmaitości Obserwuj notkę 0

Żydowska kochanka

Suplement 1 do odcinka 7
  Nikt by się nie domyślił, że w tym na pozór pustym budynku, w ociężałej i sennej atmosferze dekadencji, jaką wytwarza komfort życia w luksusie, w słodkiej ciszy majowego wieczoru, z najwyższą niecierpliwością... oczekuje się jakiejś panny młodej. Nie było przed domem żadnej “wsiowej”, uroczystej bramy z kwiatkami, ani wstążek na płocie, nic, co by świadczyło o zbliżającym się weselu.
 Dom był na pozór cichy i wymarły, ale w jego milczącym wnętrzu wszystko było gotowe na przyjazd narzeczonej i aż dygotało z emocji.  
 
      Choć o tym nie mówiono, to przecież wiedziano, że Tomek zrobił “Biedulce” (jak ją nazywano) “bąka” i wreszcie się ożeni. Rezydenci i przyjaciele domu byli ciekawi jak to będzie, gdy sprowadzi do domu młodą żonę i zacznie płodzić następne rozkoszne bobasy. Wszyscy nie mogli się wprost doczekać, kiedy ją zobaczą w białej sukni z welonem. Z “wydatnym brzuszkiem pod wianuszkiem” – jak żartowali starsi panowie – radzi, że w niedługim czasie usłyszą radosny śmiech żywego dziecka, bo dotychczas świętowali jedynie na niby: fikcyjne śluby, zrękowiny, chrzciny per procura... bawiąc się lalkami; ucząc się w ten sposób pielęgnacji przyszłych wnucząt - które będą mogli dotknąć i pogłaskać po główce, jak prawdziwy cud natury. Od czasu pobytu w Auschwitzu, gdzie obcowali z trupkami noworodków, nabrali do dzieci zabobonnego, podszytego strachem szacunku.
    
     Miało to też związek z ich obozowym doświadczeniem kruchości życia, kiedy całe setki rumianych, jurnych i zdrowych jak rydze mężczyzn, ginęło w jednej chwili, jak muchy od flitu. Przerażała ich dysproporcja między tym jak trudno wychować człowieka, a tym jak łatwo pozbawić go życia. Dlatego, pomimo że byli działaczami komuny z jej laicką kulturą i tolerancją w podejściu do spraw aborcji, zawsze ubolewali nad faktem, że tyle kobiet niepotrzebnie wyskrobuje nienarodzone dzieci.
 “Jakie to będzie delikatne, gdy się urodzi! – mlaskali z zachwytu – Mniam, mniam, jakie mięciutkie ciałeczko, jakie kruche kosteczki! Jakże musimy uważać, gdy będzie małe! – mlaskali obleśnie.
 
Każdy chciał gratulować “Bidulce” – jak ją pieszczotliwie nazywali - że nareszcie urodzi “mesjasza”, spadkobiercę rodzinnej fortuny! Nareszcie znajdzie się ktoś z ich krwi i kości, dla kogo kradli obozowe złoto! Teraz ich trud i ryzyko nie pójdą na marne!
 
31)  Ślub Tomasza miał się odbyć konspiracyjnie – jak mówiła matka -“znienacka”. Panna młoda miała stać się mężatką przez zaskoczenie. Według słów matki Tomasza – miało się to stać w taki sposób, żeby w międzyczasie “nic głupiego nie przyszło im do głowy”. Żeby nie mieli czasu się rozmyślić. Dobrze wiedziała, z kim ma do czynienia, że narzeczona jest pokręconą hipiską, a Tomek “nie wszystkie ma klepki w starokawalerskiej głowie”, więc jeśli ich nie ożeni “sposobem”, to nie pobiorą się nigdy.
- Dlatego nie mogę im stwarzać okazji do rejterady – mówiła zatroskana matka.
 
     Najbardziej obawiała się, ”żeby “Biduli” nie przyszło do głowy, jak poprzedniej narzeczonej, uciec sprzed ołtarza. To jakaś epidemia – mówiła – że wszystkie uciekają z własnego ślubu, a jeśli już klamka zapadnie, to na drugi dzień chcą się rozwieść. Tego się bała najbardziej. 
– Nigdy nie dość przestróg i ostrożności! – wzdychała żałośnie.                                                             
- Dlatego ślubu udzieli im “nasz” ksiądz kanonik Oprych –zadecydowała przezornie - w naszym salonie przerobionym na domową kaplicę. Jan i Józef będą za świadków, a ja sowicie opłacę księdza.  
- Nie chcę ryzykować – tłumaczyła się - i do żadnego kościoła ich nie puszczę – omawiając z kapłanem szczegóły ceremonii.
  
     Ksiądz Feliks, nazywany “ich kochanym kanonikiem”, zgadzał się na wszystkie jej sugestie, bo był również - tak jak reszta tego towarzystwa – “fiksatem zwajchowanym na Oświęcim”- jak go określił libertyn Jonasz – czyli byłym więźniem Auschwitzu.                                                                      
Gdyby to było możliwe, to najlepiej by było dla pani Beaty, gdyby ślub się odbył już na stacji, w przedziale kolejowym, zaraz po przyjeździe pociągu, żeby Iwona nie mogła z niego wysiąść inaczej, niż tylko mężatką. “Dopiero wtedy bym była spokojna, że Tomek w ostatniej chwili nie ucieknie z powodu starokawalerskiej histerii” - martwiła się na zapas.
Prawdzic
O mnie Prawdzic

odwołuję te głupstwa. które poprzednio tu napisałem

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości