Prawdzic Prawdzic
461
BLOG

Żydowska kochanka

Prawdzic Prawdzic Rozmaitości Obserwuj notkę 0

Żydowska Kochanka
 
Suplement 2. do odcinka 8
     Po “Okrągłym Stole” – myślała mijając plakaty z Wałęsą - i zwycięstwie „Solidarności” nad komuną – przekleństwa oszukanego społeczeństwa miały lecieć nie na komunistów, że doprowadzili do zapaści, ale na głowy byłej solidarnościowej opozycji, która połasiła się na niepopularną władzę. Dodajmy, na władzę osłaniającą komunistów przed robotniczym gniewem. Dodajmy również, że zabrakło robotniczego gniewu, bo zabrakło robotników, wyrzuconych ze sprywatyzowanych i likwidowanych zakładów za bramę. Wtedy “Lechu” mógł się wycofać odmawiając firmowania swym nazwiskiem tej fałszywki “Solidarności”, ale kompleks niższości kazał mu wziąć rekompensatę w piastowaniu pozornych splendorów. Nie dostrzegł, że przemiany polityczne Polski w tym okresie są tylko pozorem i dał się wybrać narodowi na malowanego prezydenta w czerwcu 1990 roku.
 
Kiedy powiedziała Tomkowi, że ją „wykorzystują seksualnie”, zrozumiał to zgoła metaforycznie, przyjął jako poetycką przenośnię, bo przecież on sam, nie mieściło mu się w głowie, jako chory na idealizm idiota, nie tknąłby palcem kobiety swego towarzysza. Obraz sytuacji zaciemniał u niego fakt impotencji powstałej wskutek nerwowych napięć. Stąd unikał wszelkich okazji do flirtów, które zamiast przyjemności, mogły być okazją do nowych urazów. Wiedział co robi, bo przecież kobiety w konspiracji to były emancypantki, megiery i harpie, że nie daj boże. Potrafiły zniszczyć każdego chłopa i kto wie, czy klęski wydawnicze Tomasza, który usiłował bezskutecznie wydać jakąś swoją filipikę, nie miały przyczyn w niechęci redaktorek do jego sceptycznej postawy wobec konspiracyjnego stylu życia, ze zbiorowym seksem i pijaństwem.
 
Oni już wybrali drogę: wraz z Kościołem i nauką Ojca Świętego “Solidarność” stała się kapitalistycznym związkiem zawodowym. Związkiem zawodowym broniącym kapitalistów! Działacze “Solidarności” nie kryli, że po zwycięstwie oddadzą władzę i własność w ręce zachodniego kapitału, bo tylko on potrafi zapewnić szczęśliwą przyszłość klasie robotniczej! Gdyby ktoś tak mówił kilka lat przedtem, zamknęliby go w domu wariatów. A teraz nie! Poza niektórymi robotnikami, nikt z “wykształconych” Polaków nie zauważył tej blagi. Ludzie w fabrykach przytakiwali głupio wąsatym warchołom związkowym, że tylko fabrykanci potrafią zadbać o robotniczy interes i zapewnić opłacalność produkcji. Jakby się nie spodziewali, że fabrykanci zadbają o swój interes wyrzucając ich za bramę!
 
Również w konspirze, jak zresztą wszędzie, było normą, że kobiety (a były to sekutnice o cechach pijanego dorożkarza) walczyły o sukces i karierę swych mężów, oportunistów i cwaniaków, chroniły ich przed niepożądaną konkurencją innych karierowiczów, tyle że bardziej zdolnych (do intrygi i podłości).   
Tomasza tępiły zawzięcie, tym bardziej, że nie miał cech przywódczego krzykacza. Idioty, który wszystko wiedział najlepiej, a gdy przeszło co do czego to rejterował, zostawiając na łup wroga, swoich towarzyszy. Tomek zdawał sobie sprawę z ciężaru odpowiedzialności i nie chciał być przywódcą „tanich złudzeń”. Nie miał też predyspozycji do trzymania w ryzach watahy pozorantów i drapieżników, jakimi byli członkowie konspiry. W jego przypadku sprawdzała się znana prawidłowość, że piękni mężczyźni nie umieją i nie zabiegają o władzę, bo nie muszą, żeby zdobywać powodzenia u kobiet. Kobiety kochają ich za urok osobisty, a nie za pieniądze czerpane z politycznego łupu. Co innego brzydale, oni, żeby zainteresować sobą kobietę, muszą kompensować swoją szpetotę splendorem urzędu. Dlatego pokraki są ambitni i chorzy na władzę. Nie będziesz mnie kochać – mówią kobiecie – nie otrzymasz awansu, lepszej pracy, łatwiejszego życia. To oni prostytuują kobiety. Tomek spotykał ambitne brzydule, sprawujące ważne funkcje, redaktorek, naczelniczek i innych ważniaczek w konspirze, ale nie zwracał na ich karesy uwagi, więc odmawiały mu druku w samizdacie i spychały na bocznicę.
 
     U Tomasza załamał się cały system racjonalistycznego myślenia. Przestał uważać, że logika obowiązuje. Zaczął wierzyć, że historia jest niesterowalnym absurdem, który zawsze się obraca na niekorzyść człowieka, który nie chce zabijać dla osiągnięcia własnej korzyści. Uwierzył, że aby odnieść historyczny sukces, trzeba zabijać, a robotnicy opanowani przez księży, nigdy nie podniosą ręki na swych prześladowców biorących nad nimi władzę. Człowiek, który nie chce zabijać, nigdy nie zostanie kapitalistą i musi się kontentować resztkami zmiecionymi na podłogę z stołu burżuja. Chyba, że się zbuntuje i zabije właścicieli fabryki, ale nie zrobi tego ze strachu przed wiecznym potępieniem. Już o to się postarają księża, żeby był potulny. Tomasz dostał manii, że wszystko jest wynikiem spiskowego działania i manipulacji; że każdy absurd można “sprzedać” w ideologicznym opakowaniu, wszystko z wszystkim można ożenić, bez żadnej sprzeczności.    
 
    A przecież robiła wszystko, żeby przyjęto ją, jak swoją, do konspiracyjnej rodziny. A roboty było wiele. W krakowskiej Armaturze, na przykład, konspira posiadała swoich sabotażystów w oddziale zaworów do wody. Już od biura konstruktorów, gdzie zaufany sabotażysta wadliwie projektował kurki o tak cienkich ściankach, że krótkim czasie nie nadawały się do niczego. Również rdzeniarz był w to wtajemniczony i robił w rdzeniu dziurki, żeby odlewy wychodziły dziurawe. Z kolei zaufany kontroler techniczny przymykał na to oko. Te dziury zostawały pokryte cienką warstwą niklu ale taki szmelc po miesiącu używania przeciekał jak stare sitko. Użytkownik przeklinał komunistyczne dziadostwo i szedł na bazar kupić włoską armaturę z przemytu. Tak się niszczyło gospodarczo komunę a tworzyło podziemie.
 
 38)   Tomaszzrobił się obcy i odsunął od Iwony tak, że w codziennym współżyciu był niemożliwy. Próbowała mu dawać pieniądze, pomagać, ale nie chciał brać, mówił, że nie potrzebuje, ma od rodziny, która przez niego usiłowała nawiązać jakieś dziwne, podejrzane kontakty. Zauważyła, że chodzi na spotkania z jakimiś oficerami ubecji, a potem idzie do ambasady gdzie miał znajomych z fundacji Pappa... czyżby był łącznikiem? Zresztą w te sprawy nie była wtajemniczona. Jego sytuacja była dwuznaczna, bo go nie chcieli ani aresztować, a mogli: za kontakty z włoskimi studentami, z amerykańskimi turystami, belgijskimi dominikanami, czy innymi księżulkami z kosmopolitycznych zakonów. Raz, po wizycie w jakimś klasztorze, dokładnie nie pamięta, znalazła w wewnętrznej kieszeni jego plecaku pełno dolarów. Nie żeby mu zaglądała do środka – po prostu było tego tak dużo, że nie mogły się zmieścić i puścił zamek ukazując wnętrze.
      
Czegóż ona nie robiła w konspirze! Należała do zespołu studentów wymyślających antysocjalistyczne dowcipy i puszczała w obieg, powtarzając je gdzie tylko się dało. Na przykład w tramwaju, tak żeby słyszeli inni pasażerowie i podali dalej. To o na wymyśliła antysocjalistyczny dowcip: „Co to jest szczyt nieufności? To, wywiercić dziurę w Rurociągu Przyjaźń, żeby sprawdzić w którą stronę płynie ropa”. 
Pisała anonimy na niewygodnych urzędników, którzy czymś tam bruździli działaczom konspiry. Niektóre „poufne” informacje były prawdziwe, jako że pochodziły od konspiratorów mających urzędników w rodzinach albo i sami ci urzędnicy należeli do organizacji niepodległościowych.
Pisała za dyrektorów do wydziału organizacyjnego partii różnych szczebli donosy na swych zastępców i współpracowników, żeby posiać ziarno nieufności i skłócić ich z sobą.      
     Przewoziła wreszcie, co było niebezpieczne, różne sfałszowane dokumenty. Niektóre nadawała na poczcie, jako prowokacje, inne zaś dostarczała pod sekretne adresy. Nie przewoziła tylko pieniędzy, bo uważała to za brudne, nie licujące z ideą patriotycznej roboty.
Prawdzic
O mnie Prawdzic

odwołuję te głupstwa. które poprzednio tu napisałem

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości