Prawdzic Prawdzic
554
BLOG

Żydowska kochanka

Prawdzic Prawdzic Rozmaitości Obserwuj notkę 2

Żydowska kochanka

Suplement 3 do odcinka 8
    W stanie wojennym, wskutek trudności życiowych, nieporozumień, rozgoryczenia, wzajemnych pretensji i wreszcie zwyczajnego “zmęczenia materiału”, oddalili się od siebie na tyle, że po osobno spędzonych wakacjach (on się łajdaczył za pieniądze rodziców, ona siedziała przy ojcu, w prokocimskim ogródku przy torach kolejowych), już nie powrócili do wspólnego życia. Owszem pomieszkiwali jeszcze razem, czasami jeszcze spali na jednym tapczanie, nawet z odrobiną seksu, który nie sprawiał jej przyjemności, ale już nie tak, jak przedtem, jak mąż z żoną. Odnosili się do siebie z przyjaźnią, poprawnie, ale nie układało się między nimi. Obrażali się o byle co, z byle powodu powstawały kwasy. Potem rozstali się na stałe i chociaż co jakiś czas natykając się na siebie, znów byli razem, to często się kłócili i rozchodzili. Często się godzili, stwierdzając, że dobrze im z sobą w łóżku, ale jakoś nie mogli się zdecydować na ślub.
 
     Gdy mieszkała w Warszawie, należała do sekcji „pisania listów”. Napisała i wysłała do Komitetu Centralnego list, rzekomo od Holoubka, w którym pisał, że protestuje przeciwko polityce niedopuszczania do realizacji repertuaru żydowskiego i zarazem ujawniał antysocjalistyczne postawy swoich najbliższych współpracowników. Chodziło o to, żeby wzbudzić uczucie nieufności, skłócić go z zespołem i ponaglić do wstąpienia w szeregi przeciwników reżymu. Chłop się zaklinał, że jest kosmopolitą i liberałem, ale przestawano mu wierzyć, dopóki nie udowodni, że jest inaczej i nie weźmie udziału w antyreżymowej demonstracji.
    
    W ten sposób przeciągano wielu komunistycznych prominentów na antysocjalistyczną stronę. Najpierw chłop się zarzekał, że nic nie pisał, że go ktoś wrabia, bo on ani na krok nie odstąpił od wierności polityce partii, ale pod nieudanych próbach odzyskania zaufania, zniechęcał się do komuny i jak się to mówiło: „Staczał się na pozycje rewizjonizmu i syjonizmu”.  
 
 W drugiej połowie lat osiemdziesiątych, gdy się rozeszli, unikała go jak tylko mogła, a przecież jeszcze parę razy jej się napatoczył i wynajęli wspólne mieszkanie - bo taniej - ale już nie oglądała się na jego mgliste projekty i obietnice. On leczył się na wrzód żołądka, na łysienie placykowate, impotencję, nerwicę... wiecował, politykował.
     Kończył powoli, nareszcie!, studia prawnicze i natychmiast podjął studia na politologii, jakby się bał samookreślenia, jakby unikał odpowiedzialności normalnego, samodzielnego życia.... obiecywał małżeństwo, nie mógł się odczepić, ale ona już tylko przyglądała się z boku.
     Jeszcze coś-niecoś mu pomagała, usiłowała go wspierać, dodawać mu otuchy, ale nie mogła nic poradzić na to, żeby go wzięli do władz “Solidarności”.
 
Był zaskoczony i zrozpaczony, że go nie chcieli. Uznali go za anarchistę, dlatego że szukał rozwiązania kwadratury koła: jak w socjalizmie zachować równowagę między wysokimi zarobkami pasożytniczej inteligencji, a zapłatą za realny wysiłek robotniczej masy. Jak zachować “socjalistyczną sprawiedliwość”, pozbywając się jednocześnie reżymowych działaczy: marionetkowego prezydenta, groteskowego sejmu, bandyckiej policji, sprzedajnych sędziów, kłamliwych inteligenckich ekspertów, złodziejskich dyrektorów zakładów pracy...
      “Oni” przecież w “Solidarności” nigdy nie myśleli serio o poprawieniu doli robotnika, tylko o tym, żeby restytuować kapitalizm - który pojmowali jako nieograniczoną wolność do łupienia ludzi pracy; marzyli tylko o tym, że w kapitalizmie będzie można nakraść oficjalnie i obwarować swoje prawo do zagrabionej własności, dyktaturą inteligenckiej demokracji.
      Kapitalizm był dla nich tym samym, co dla bolszewików socjalizm: są gotowi dla niego zabijać! 
      Nie wiedzieli, bo zaczynali od samouczków marksizmu-leninizmu, ciemniacy, co to giełda ani spółka akcyjna, książek Adama Smitha nie widzieli na oczy, ale twierdzili, że kapitaliście wszystko wolno, a robotnikowi nic. Zaczynali od gadaniny o ulżeniu doli robotnika, o przywróceniu godności pracy, o podmiotowości człowieka, godności osoby ludzkiej, o papieskiej cywilizacji miłości, a skończyli na tym, że bardzo chcą być kapitalistami i wyrzucać robotnika na bruk!
       Prezydent Wałęsa odpowiadał żalącym się na bezrobocie swym kolegom ze stoczni, że na tym polega kapitalizm, o który walczyli na styropianie.
 
 
    39)     Nie do wiary, że przez to przeszła! Sama sobie nie mogła uwierzyć, że godziła się na takie upodlenie. W strukturach konspiry przeszła kurs małego sabotażysty i zbieracza informacji potrzebnych do obalenia reżimu. Poznała dokładnie techniki konspiracji wyłożone przez starych oficerów londyńskiej dwójki.
      Organizacja potrzebowała pieniędzy, zorganizowano specjalną komórkę, składającą się z najładniejszych konspiratorek w celu zbierania informacji nadających się do sprzedania zachodnim wywiadom, żeby mieć pieniądze na meliny, samochody i benzynę dla kierowników Organizacji.
       Komórka ta nazywała się Sekcją Specjalną, w skrócicie „SS”, ale przez ogół konspiratorów była nazywana „KSS”, czyli: Kurewska Sekcja Specjalna. Zadaniem tych dziewczyn było uwodzenie oficerów milicji i esbeków w celu wyciągania od nich tajemnic służbowych. Przecież prawdziwemu samcowi trudno się oprzeć powabom pięknej kobiety. Seks to groźna broń w rękach wyrafinowanej uwodzicielki pozbawionej skrupułów moralnych.
   
   To się nazywało rozkładaniem systemu komunistycznego od wewnątrz. Po rozkochaniu w sobie takiego funkcjonariusza, agentka konspiry szantażowała go i często przekazywała go dalej, oficerom prawdziwego wywiadu państw zachodnich. Stąd tak wielu oficerów chciało w 1980 roku zakładać milicyjną „Solidarność”                                            
    
Było to dla Iwony prawdziwym wstrząsem, gdy Tomek obserwując pierwsze grabieże majątku narodowego, powtarzał, że źródłem prawa jest bezprawie.   
Widząc, że aby zostać kapitalistą trzeba ukraść pierwszy milion, a widział takich, kradnących przy aplauzie społeczeństwa - załamał się zupełnie. Nie dość, że kradli, to jeszcze uchodzili za bohaterów budowy kapitalizmu!
 
    Również Iwonie zaproponowano wstąpienie do tego „SS”, ale działa krótko w tej kurewskiej sekcji. Najpierw dostała zadanie poderwać i rozkochać w sobie porucznika Z., który jej się nie podobał.
      W konspirze nie naciskano, tylko przydzielono jej „rozpracowanie” jednego z największych przystojniaków komendy wojewódzkiej MO do spraw paszportowych i celnych, niejakiego Marka J.
     Marek okazał się ostrożnym zarozumialcem i szło jej z nim jak po grudzie, ale przez niego poznała Arka K., kierownika wydziału do zwalczania przemytu i kontroli paszportowej. Chodziło o to, żeby przymykał oko na przerzut waluty z ośrodków zachodnich przez punkt graniczny w Gubinie.    
     Tłumaczyła mu, że są to jej znajomi i rodzina, którym ona chce bardzo pomóc. Niestety, to była rodzina, ale nie jej, tylko prominentów KORu, która zbijała na tym kokosy.
Prawdzic
O mnie Prawdzic

odwołuję te głupstwa. które poprzednio tu napisałem

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Rozmaitości