33 obserwujących
250 notek
417k odsłon
  3901   3

Kierownik Karuzeli z covidem w domu. Niedawno imprezował z teściową

.

Tak, zaczynam trochę głupio, trochę śmiesznie. Para para frazuje sobie notkę o Piasecznym. Ale taki mam organizm, ze jak jest kiepsko to uciekam w śmiech. Żart, kpina, mnie jakoś trzyma. Może lepiej niż szczepionka. Chociaż może nie...

Szczepionkę na covida zaaplikowałem sobie 5 marca. W przychodni Zakładu dla Niewidomych w Laskach/ pod Warszawą. Nie jestem niewidomy, ale mam tam pewne fory. Coś tam pomagałem, rodzaj zajęć terapeutycznych. No i te latka lecą. Kurcze...

W poniedziałek 8 marca zawiozłem teściową na badania do szpitala, a potem do zakładu optycznego, gdzie spędziliśmy 0.5 godzimy. Raczej przestrzegam zasad. Nosze maseczkę, myje ręce, itd.

- 13 marca w sobotę poczułem się zmęczony, położyłem się spać, a kiedy się wieczorem obudziłem to miałem gorączkę 37.5. Pomyślałem sobie, ze to efekt po szczepionkowy. Chociaż minęło od zaszczepienia kilka dni.

- 14 marca niedziela. Kości mnie łamią. Gorączka. Na wszelki wypadek syn pojechał do apteki po pulsometr, a sam się „ zabarykadowałem się” na górze domu. Czysta strefa to dół. I tam oni się zabarykadowali. Tak na wszelki wypadek. Ale z drugiej strony, to nie może być covid – Tak dalej sobie kombinuje – Dlaczego ja? Jestem przecież po 1 szczepionce. No i jestem maseczkowcem. I to takim solidnym. Pokazowym.

Jednak czuje się coraz gorzej. Typowe objawy grypy. Gorączka góra 38,0 ale po aspirynie spada do 37.0

Już nie pamiętam czy w niedziele czy w poniedziałek ogarnął mnie jeszcze większy dygot i poczułem jak coś, ( wręcz dosłownie) spada mi z bolącego gardła do płuc. Jakby coś we mnie się przesunęło, a chwilę potem moja skora zaczęła palić. I tak przez 15 minut. Nigdy czegoś takiego nie miałem w życiu. Ani takiego palenia skóry, ani tego „ obsunięcia”. Czegoś Takiego NIGDY NIE DOŚWIADCZYŁEM W ŻYCIU. Już wiedziałem, ze to covid, tylko gdzie to świństwo podłapałem? Okazało się także, ze moja teściowa jest chora, tylko, że nie tak dramatycznie. Boli ją gardło i ma gorączkę i non stop leży w lożku. I wyszło mi na to, że pewnie u tego optyka to się stało ( pomieszczeni zamknięte), ale nie jestem tego powien. Może załapałem od teściowej. Mieszka w blokach. Jeździ windą, a windy moim zdaniem to magazyny wirusów.

Leże dalej w łóżku, dygocze, ale na szczęście skóra już mnie nie pali.

W takiej sytuacji lepiej mieć pulsometr niż termometr. Temperaturę miałem gdzieś tak 37 – 38.C. A saturacja spadla mi do 88, gdzie min. jest 90. Na szczęście ten czas ( trudnego oddechu) trwał do 1 godz., a żona chciała już dzwonić na pogotowie...

Ale ja nie chciałem do szpitala. Jak się patrzę na tych ludzi w szpitalach, w tych kabkach, rurach, to się zastanawiam jak oni chodzą do ubikacji? Co wtedy? Trudno mi sobie wyobrazić, ze ja w tych rurach, wołam pielęgniarkę i co jej mówię – siusiu. – Kur... to już wolę umrzeć w domu.

16 marca, czyli od wczoraj, jest już trochę lepiej. Umysł działa. Po raz pierwszy umyłem się od soboty. Żona zrobiła rosół a syn jest miły. Gorączka góra 37.0 A saturacja 94. Powoli dochodzę do siebie. Ale też nie jestem pewien, czy nie wchodzę w jakiś okres przejściowy i, znowu wirus da mi we znaki. Podobno tak jest. Wirus ma swój rozum i atakuje z przyczajenia. I nie zabija od razu ofiary. Lubi zjadać po kawałku. Dla niego teraz jestem jedynym żywicielem. Ale może histeryzuje... I to ja go zjem.

Ale co z tą 1 dawką szczepionki? Z tego, co wyczytałem, odporność nawet na to 50 % uzyskuje się po 10 – 14 dniach. Czyli szczepionka nie działa natychmiast. Powoli wytwarza przeciwciała. I może dlatego, z opóźnieniem zadziałała. Ale zadziałała. W tym sensie, że jest mi coraz lepiej, i nie wiem, co byłoby ze mną bez tej 1 dawki szczepionki. Może musiałbym pojechać do szpitala na to siusiu...

Ktoś zapyta, a skąd pewność, że to covid? Przyznaje, testu nie miałem, ale jak miałem mieć? Byłem w takim stanie, ze trudno wsiąść do samochodu, i pojechać na test. A syna czy żony nie chciałem narażać. Bo co... oni w masce ja w masce, ale pewności nie ma czy wirus w samochodzie nie przejdzie.

Zresztą objawy, jakie miałem były tak swoiste, tak dziwne, Skóra mnie paliła a ja uderzałem się po głowie z bólu, coś jak w marnym filmie s/f. Mam już trochę lat, ale czegoś takiego nigdy w życiu nie doświadczyłem.

Myślę, ze jakoś wyjdę z tego I obejdzie się bez szpitala.

Teraz boje się o żonę i syna. Niby zabarykadowani, ale wirus jak widać nie takie barykady pokonuje.

Pozdrawiam czytelników Salonu 24.

Uważajcie na siebie kochani i zbytnio nie imprezujcie z teściowymi.


Lubię to! Skomentuj226 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości