Abominacja Desolacji Abominacja Desolacji
419
BLOG

Krótkie kazanie na końcówkę Adwentu

Abominacja Desolacji Abominacja Desolacji Historia Obserwuj temat Obserwuj notkę 8

Zbliżają się Święta. Już zbyt świeckie dla osób religijnych, wciąż zbyt kościelne dla indyferentnych. A jeśli Święta, to zapewne wspaniała opowieść o narodzeniu Jezusa. Znamy ją wszyscy doskonale, prawda?

Niedziewica i jej nieopisany poród.

Najwcześniejsza z Ewangelii kanonicznych (ale nie w ogóle najwcześniejsza), Ewangelia Marka w ogóle nie jest zainteresowana życiem, jakie prowadził Jezus przed swoich zanurzeniem w Jordanie, a o jego matce i rodzeństwie wspomina tylko, że nie byli szczególnie entuzjastycznie nastawieni wobec religijnej działalności Jezusa. Zaraz, zaraz, zapyta ktoś, przecież Jezus nie miał braci ani sióstr! Chrześcijańska biblistyka przez wieki nie była w stanie wytłumaczyć tego, że grecki tekst Marka mówi o braciach i siostrach Jezusa. Nie, to nie jest semickie wyrażenie oznaczające dalszą rodzinę, kuzynów, krewnych i znajomych. Tekst Marka nie sugeruje nigdzie, że rodzice Jezusa wstrzymywali się od aktywności seksualnej, co więcej, przeczy temu, mówiąc o jego rodzeństwie.

Proszę Czytelnika, aby zawiesił to, co pamięta z katechezy i własnych religijnych lektur, a także z późniejszych Ewangelii. Gdybyśmy mieli tylko Marka, nikt nawet nie wpadłyby na pomysł, że Jezus z Nazaretu jest Drugą Osobą Trójcy Świętej. Ba, nawet Mateusz i Łukasz wydają się nic nie wiedzieć o jego preegzystencji przed wcieleniem. Kiedy pojawia się ostateczna redakcja Ewangelii Jana (ok. 120-150 n.e.), Jezus jest już Logosem, Słowem Ojca, będącym z nim jednym, jakkolwiek jego boski czy quasi-boski status nie jest do końca jasny.

Ale wróćmy do Nazaretu. Wszyscy wiemy, że urodził się w Betlejem, bo w tymto mieście miał narodzić się boży pomazaniec przepowiedziany przez proroków. Problem w tym, że wszystko wskazuje na to, że Jezus jednak narodził się w Nazarecie. Jeśli Czytelnik zechce, zapraszam Go, aby sięgnął po Ewangelie Łukasza i Mateusza i przeczytał ich partie mówiące o narodzeniu Syna Bożego. Przekazy są odmienne i nie do pogodzenia ze sobą, poza tym obfitują w zdarzenia zupełnie niemożliwe (spis powszechny, gdzie ludzie idą zapisać się w miejscach, gdzie przed stuleciami żyli ich przodkowie- np. Józef do miasta Dawida, Betlejem- poza tym, że nawet dziś mało kto z nas wie, gdzie żyli jego przodkowie przed, powiedzmy, 200 laty, taka migracja ludności z powodzeniem zniszczyłaby Cesarstwo Rzymskie- chaos byłby nie do opisania. W kwestii gwiazdy betlejemskiej, Czytelnikowi proponuję, aby wyszedł nocą na dwór, wytypował jakąś gwiazdę na niebie i stwierdził, nad którym domem się zatrzymała. Bo chyba nie spoczęła, jak w naszych szopkach, na dachu stajenki? Przykłady można mnożyć). Czemu tak jest?

Czy może być co dobrego z Nazaretu?

Łukasz i Mateusz tworzyli swoje teksty na podstawie m. in. Ewangelii Marka, jak i kilku innych źródeł im dostępnych, w tym słynnej Ewangelii Q, którą przyjdzie nam się jeszcze zająć. Dla nich Jezus był Mesjaszem, a Mesjasz musiał, co wyczytali w hebrajskiej Biblii, urodzić się w Betlejem. Wszyscy jednak wiedzieli, że Jezus był z Nazaretu. Łukasz i Matusz rozwiązali więc ten problem, tyle, że niezależnie od siebie i każdy inaczej. Dlatego mamy dwie, niekompatybilne opowieści o Narodzeniu, które miały pokryć zażenowanie, jakie pierwsi chrześcijanie odczuwali na myśl o pochodzeniu Jezusa. Nazaret był wszak marginalnym miasteczkiem i w Ewangeliach widać doskonale, że wątpiono, jakoby ktokolwiek ważny dla narodu mógł z niego pochodzić. A jednak.

W całej tej historii smutne są dwie rzeczy. Pierwsza, że w Święta znów usłyszymy opowieść o Narodzeniu pozszywaną z dwóch odmiennych Ewangelii z finezją prowincjonalnego rzemieślnika. Nie będzie to żadna z czterech Ewangelii, będzie to Ewangelia piąta, produkt apologetyczno-świąteczny. Dodam jeszcze, że ani Łukasz, ani Mateusz nie pisali z wiedzą, że czytelnik będzie znał oba teksty, ba, nic nie wskazuje na to, by któryś z nich znał dzieło swego kolegi. Jeśli chcemy być uczciwymi wobec tych tekstów, czytajmy je tak, jak zostały pomyślane- nie jako zajmujące miejsce obok siebie w Biblii Tysiąclecia, ale jako dzieła samodzielne. Wiele dobrego może tak lektura przynieść.

Druga sprawa, może smutniejsza. Szkoda, że z całym naciskiem, jaki katolicka tradycja kładzie na człowieczeństwo Jezusa i jego ogołocenie się, ani Łukasz, ani Mateusz nie oparli się pokusie dorobienia Jezusowi vipowskiej scenerii narodzin.

Nie chodzi o to, jakim się jest. Rzecz w tym, by być Platonem dla swojego Sokratesa.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (8)

Inne tematy w dziale Kultura