0 obserwujących
2 notki
2765 odsłon
  2204   4

Mejza zawieszony, ale biznes komórkowy w Polsce ma się dobrze

prof. Wojciech Maksymowicz i prof. Monika Barczewska na tle strony www Polskiego Banku Komórek Macierzystych
prof. Wojciech Maksymowicz i prof. Monika Barczewska na tle strony www Polskiego Banku Komórek Macierzystych
Nie trzeba lecieć do Meksyku i płacić 1 mln zł, by dostać „zastrzyk z komórek” „leczący nieuleczalne” choroby, jak reklamowała się firma Vinci NeoClinic, wiceministra Łukasza Mejzy i Tomasza Guzowskiego, chorego na adrenoleukodystrofię. Na terenie Polski jest kilkanaście prywatnych klinik, prowadzonych przez profesorów medycyny, które oferują identyczną „cudowną terapię komórkową” na ponad 80 nieuleczalnych chorób, a nawet na łysienie. Kliniki te zarabiają dziesiątki milionów złotych rocznie. Za jedną z takich klinik stoi poseł prof. Wojciech Maksymowicz. Biznes komórkowy uratował poseł PiS Bolesław Piecha

Za jedną z takich klinik stoi poseł prof. Wojciech Maksymowicz, były minister zdrowia oraz nauki, który wszedł do Sejmu z listy PiS, a obecnie jest w kole Polska2050. Tysiące chorych pada łupem prywatnych klinik, gdyż pozwala na to system prawa oraz bierność instytucji i organów państwa, które powinny z urzędu stanąć w obronie chorych, a także samorządu lekarskiego. Kres temu żerowaniu na śmiertelnie chorych, gotowych zapłacić każdą kwotę za iskierkę nadziei, mógł położyć jeden paragraf w ustawie o zawodzie lekarza, ale jego wpisanie zablokował przewodniczący sejmowej komisji zdrowia, poseł Bolesław Piecha.

Wiceminister Łukasz Mejza jako dowód, że „terapie komórkowe” działają przedstawił na konferencji prasowej 8 listopada przyjaciela i wspólnika 37-letniego Tomasza Guzowskiego, chorego na nieuleczalną, śmiertelną chorobę genetyczną adrenoleukodystrofię. Guzowski stwierdził na konferencji, że zastrzyki z komórkami, które otrzymał w klinice w Meksyku  zatrzymały rozwój choroby (na konferencji wstał z wózka inwalidzkiego). Chcąc pomóc innym nieuleczalnie chorym, założył firmę, wraz z posłem Mejzą, Vinci NeoClinic i oferował im za 80 tys. dolarów „cudowną terapię” za pomocą „pluripotencjalnych komórek macierzystych”, w tej samej klinice w Meksyku. (Guzowski twierdził, że jego terapia będzie kosztowała prawie 1 mln zł, ponoć uzbierał 337 tys. zł).  Guzowski nie przedstawił na konferencji dokumentacji medycznej swojej choroby, ani opinii lekarzy, którzy zdiagnozowali u niego  adrenoleukodystrofię.

„Bank” oferuje „lek” na 80 ciężkich chorób!


Negatywne stanowisko w sprawie oferowania terapii komórkowych zajęły EASAC (zrzesza 28 Akademii Nauk Państw Unii Europejskiej) i FEAM (Federacja Europejskich Akademii Medycznych). W ich Raporcie czytamy: „Prywatne kliniki – kierując się chęcią zysku – oferują terapie komórkowe i genowe o niesprawdzonym działaniu. Takie nieetyczne praktyki niosą ryzyko dla pacjentów”. Ostrzeżenie wystosował też Komitet ds. Terapii Zaawansowanych (CAT) Europejskiej Agencji Leków (EMA). Czytamy w nim:

"Z uwagi na ogromy wzrost liczby terapii komórkowych reklamowanych jako leki stosowane w leczeniu wielu poważnych schorzeń, w tym nowotworów, chorób sercowo-naczyniowych, autyzmu, porażenia mózgowego, dystrofii mięśniowej i utraty wzroku, CAT ostrzega przed stosowaniem niepotwierdzonych terapii. Terapie takie mogą być nieskuteczne, zwiększać ryzyko poważnych działań niepożądanych, w tym infekcji, niepożądanych reakcji immunologicznych, powstawania nowotworów, utraty wzroku, krwotoków mózgowych, a nawet prowadzić do śmierci”.

Mimo tych ostrzeżeń biznes komórkowy w Polsce i na świecie kwitnie. Na czele lobby komórkowego w Polsce stoi „Polski Bank Komórek Macierzystych S.A” (PBKM), Spółka powstała w 2002 roku i jest częścią międzynarodowego koncernu FamiCord. PBKM uzyskał ponad 11 mln zł dofinansowania z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju na projekt - „Zastosowanie mezenchymalnych komórek, w celu uzyskania leku na stwardnienie zanikowe boczne (SLA)”. Projekt pozytywnie zaopiniował prof. Wojciech Maksymowicz, jako ekspert PBKM (jak podał w oświadczeniu majątkowym z sierpnia 2019 roku, jako wiceminister nauki, z tego tytułu otrzymał honorarium w wys. 42 tys. zł). Na stronie PBKM brak wyników projektu.

Bank zarabia ogromne kwoty oferując rodzącym kobietom „bankowanie krwi”. Kobietom mówi się, że jeśli w przyszłości okaże się, że ich dziecko zachoruje na jedną z 80 poważnych chorób hematologicznych i onkologicznych, to z przechowywanej krwi wytworzy się „lek”.

Pobranie, badanie krwi pępowinowej kosztuje w sumie około 2750 zł, a następnie za przechowywanie płaci się 50 zł miesięcznie. Natomiast za pobranie i badanie krwi pępowinowej, łożyskowej i sznura pępowinowego zapłacimy ok 5 tys. zł, abonament miesięczny wynosi 70 zł. Koncern podaje na swojej stronie, że „bankuje” 550 000 porcji materiału biologicznego.

Tymczasem prof. Wiktor Jędrzejczak, hematoonkolog, pionier leczenia białaczek komórkami, wieloletni konsultant krajowy powiedział, że możliwość skorzystania w przyszłości przez dziecko z tej krwi jest bliska zeru. Natomiast oferowanie jej jako leku na choroby neurodegeneracyjne czy autyzm określił jako “sprzedaż marzeń”.

Zadzwoniłem do PBKM i podzieliłem się z konsultantką, panią Weroniką swoimi wątpliwościami, w związku z „aferą Mejzy” (zacytowałem artykuł z wp.pl), wówczas konsultantka przyznała, że ich „komórki” może nie wyleczą dziecka z autyzmu czy porażenia mózgowego, ale „pomogą w funkcjonowaniu dziecka”.

Bank nie tylko zarabia na „bankowaniu”, ale przede wszystkim na sprzedawaniu preparatów produkowanych ze sznurów pępowinowych tzw. komórek mezenchymalnych z galarety Whartona, kilkunastu prywatnym klinikom w Polsce (m.in. W Krakowie, Warszawie, Łodzi, Częstochowie, Bydgoszczy, Kielcach, Gdańsku, Wrocławiu, Olsztynie). Oferują one terapie komórkowe na ponad 80 różnych chorób: onkologicznych, ortopedycznych, ginekologicznych, kardiologicznych, okulistycznych, na autyzm dziecięcy, dziecięce porażenie mózgowe, po nieuleczalne choroby neurodegeneracyjne, jak stwardnienie zanikowe boczne (SLA), a nawet na łysienie!

Koszt „terapii komórkowej” kształtuje się od 18 tys. złotych za 1 podanie “komórek” (ale trzeba przyjąć minimum 3 podania) w olsztyńskim Instytucie Komórek Macierzystych sp z o.o. (głównym udziałowcem jest PBKM). W Częstochowie Alfamedica za  „podanie tłuszczu bogatego w komórki macierzyste dostawowo” bierze 8 tys zł, a klinika Strefa Medycyny, w tym samym mieście, za leczenie łysiny komórkami - 6000 zł. Koszt „leczenia komórkami” w Klinice Żagiel Med w Lublinie to ok. 300 tys zł.

W oczach zdesperowanych chorych i ich rodzin terapie w tych klinikach uwiarygodniają profesorowie medycyny zatrudnieni w klinikach uniwersyteckich. Np. dr hab. n.med. Magdalena Chrościńska-Krawczyk z Lublina, jest adiunktem w Klinice Neurologii Dziecięcej Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Lublinie (razem z prof. Wojciechem Maksymowiczem zasiada w Radzie Naukowej Fundacji Komórki Życia) i pracuje w prywatnej klinice Żagiel Med, która oferuje komórki dzieciom chorym na porażenie mózgowe, rozszczepienie kręgosłupa, dystrofię mięśni i autyzm. Koszt całej terapii to około 300 tys zł. W wywiadach dla mediów dr Chróścińska, jako dowód, że terapia działa powołuje się na opinie rodziców, którzy komórkom przypisują np. to, że dziecko ruszyło niespodziewanie palcem. Nikt z naukowców, spoza kliniki Żagiel, tych rewelacji nie weryfikował.

„Z punktu widzenia standardów międzynarodowych, określenia „eksperyment leczniczy” oraz „naukowe badanie terapeutyczne” są zwodnicze i nie powinny być w ogóle stosowane – czytamy w artykule Marcina Waligóry, w czasopiśmie Uniwersytetu Jagiellońskiego „Filozofia w praktyce”, w którym odnosi się do oferowania chorym dzieciom przez dr hab. n. med. Magdalenę Chrościńską-Krawczyk z Lublina terapii komórkowych jako „leczniczego eksperymentu medycznego”. - (…) określenie to zostało wyeliminowane z Deklaracji Helsińskiej w 2000 roku”.

Zarabiają na śmiertelnie chorych

Dokładnie zbadałem biznes komórkowy w Olsztynie. Zaczął się on w 2012 roku od eksperymentów klinicznych prof. Wojciecha Maksymowicza, kierownika kliniki neurochirurgii Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Olsztynie (Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego), zarazem dziekana Wydziału Nauk Medycznych i prorektora ds Collegium Medicum, w przeszłości ministra zdrowia (w czasie rządów AWS) oraz wiceministra nauki w rządzie Mateusza Morawieckiego (do kwietnia 2021r). Profesor otrzymał z ministerstwa zdrowia dofinansowanie w wysokości 9 470 911,00 zł na poszukiwanie leku na choroby neurologiczne, jak stwardnienie rozsiane czy stwardnienie zanikowe boczne (SLA).

Lubię to! Skomentuj15 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości