W czasie II wojny światowej Polska doznała niewyobrażalnych krzywd. Zginęło ponad sześć milionów Polaków (z państw koalicji antyhitlerowskiej, tylko Związek Radziecki miał większą liczbę ofiar). Jakby tego było mało, zostaliśmy zdradzeni przez własnych sojuszników, którzy oddali Polskę w radziecką strefę wpływów. Choć byliśmy wśród zwycięzców, na przynależności do aliantów wyszliśmy gorzej, niż Włosi czy Finowie na przynależności do państw osi.
9 maja, Narodowe Święto Zwycięstwa i Niepodległości. Święto narodowe, ustanowione przez Krajową Radę Narodową (pod przewodnictwem Bolesława Bieruta), to policzek dla Polski i Polaków. My nie odzyskaliśmy niepodległości, zmienił się nam tylko okupant. I tak, przez ponad czterdzieści lat, wraz z polskimi kolaborantami, prześladował i mordował wrogów władzy ludowej. Wszyscy walczący z hitleryzmem, ale nie pod czerwonym sztandarem, byli zaplutymi karłami reakcji i pachołkami Guderiana. Pamięć o bohaterach AK była bezwzględnie rugowana. Prawdziwą niepodległość, tym razem od Związku Radzieckiego i komunizmu, odzyskaliśmy dopiero po 1989 (choć wciąż niecałkowicie).
Ze względu na ofiary, należy upamiętniać zakończenie II wojny światowej. Jednak nie tak, jak chcieli tego sowieccy wasale. ONZ ustanowiło 8 i 9 maja Czasem Upamiętniającym i Jednoczącym Tych, Którzy Stracili Życie Podczas II Wojny Światowej. I w ten sposób winniśmy nazywać dzisiejszy dzień.
*Zwyciężony płacze, zwycięzca skonał.




Komentarze
Pokaż komentarze