27 obserwujących
241 notek
467k odsłon
  1527   2

"Czy jecie, czy pijecie (...) wszystko na chwałę Boga czyńcie" św. Paweł

pixabay
pixabay

W Roku Polskim (młodym wyjaśniam, że chodzi o okres od sierpnia 1980 do grudnia 1981) udało mi się po raz pierwszy wydostać z komuny. Stopem z dwójką przyjaciół dojechaliśmy do Taize. Kiedy brat Roger dowiedział się, że wśród pielgrzymów są Polacy zaprosił nas na kolację. Ćwiczyłem przez całe popołudnie mój słaby francuski, nadaremnie. Kolacja z braćmi odbyła się w całkowitym milczeniu. Skromne jedzenie, wino i cicha muzyka z oddali. Wszystko slow, slow, slow.

Biznesowe wyjazdy już w wolnej Polsce do krajów azjatyckich nauczyły mnie dosyć dobrze posługiwać się pałeczkami w trakcie posiłków. Po prostu jak jesteś głodny a masz do dyspozycji tylko zupę i pałeczki to szybko dojdziesz do wprawy. Dzieciakom w domu jak zasiadaliśmy do pomidorowej z ryżem i pytały jak taką zupę można jeść pałeczkami, odpowiadałem, że Azjaci mają inaczej skonstruowane prawe nadgarstki, i dlatego wprawiają prawą dłoń z pałeczkami w ruch wirowy jak skrzydła helikoptera, i zasysają do ust wodnistą zupę. Wierzyły mi tak samo jak w to, że istnieje św. Mikołaj. Jednak kiedy jak co roku zjawiałem się w przebraniu Mikołaja, żadne nie miało odwagi pociągnąć mnie za brodę.

Jedzenie w milczeniu jak i jedzenie pałeczkami są przykładem postawy, w której w trakcie jedzenia jesteśmy skupieni tylko na tej czynności. Jedzenie biesiadne, z założenia związane z rozmowami a często również z przeróżnymi zwyczajami towarzyszącymi takim kulinarnym spotkaniom, wznoszeniem toastów, śpiewem, zabawami czy tańcami, nie jest jego przeciwieństwem tylko uzupełnieniem. Przeciwieństwem jedzenia w skupieniu jest jedzenie w pośpiechu, w trakcie wykonywania innych czynności, na stojąco przed lodówką czy za kierownicą samochodu, albo nad klawiaturą czy ze wzrokiem wlepionym w telewizor.

Taka konsumpcja "przy okazji" prędzej czy później zniszczy nasze ciało. Jak widzicie jesteśmy nie tylko tym co jemy, ale także tym jak jemy.

image

Warto więc propagować dania, które niejako zmuszają nas do skupienia uwagi tylko na nim. Takim daniem niewątpliwie jest ryba w całości z ośćmi. Przed kilku laty u ujścia Dunaju kilku mężczyzn jadło właśnie takie danie przy stoliku wystawionym na zewnątrz restauracji. Jedli rękami w ciszy i skupieniu. Usiedliśmy obok i chcieliśmy zamówić to samo, okazało się, że mają tylko filety a tamci mężczyźni to rybacy, którzy przynieśli swoje ryby do usmażenia. Musieliśmy się zadowolić mrożonymi filetami, na szczęście wina nie przynieśli ze sobą rybacy i było w karcie.

Wrzucenie świeżej, wypatroszonej, oczyszczonej i osolonej ryby do frytownicy to największa łatwizna kucharska. Żeby nadać skórze chrupkości można ją oprószyć mąką. Ponieważ przy większych rybach należy je przed podaniem zostawić by "doszły", najlepiej użyć mąki bezglutenowej. Mąki glutenowe przy odparowaniu łączą się z wilgocią i tracą chrupkość. Mąka ryżowa jest idealna. Duże ryby można pokroić w dzwonka. Można też - co jest popularne u nas - panierować dzwonki w tartej bułce. Zachęcam by robić to w głębokim tłuszczu a nie na patelni. Wszystko trwa krócej, zostawia więcej smaku i wchłania mniej smażonego tłuszczu. 

Nie tylko ryby zmuszają do takiego skupienia. Owoce morza z wody: krewetki, mule, homary, kraby czy raki są równie wdzięczne, tylko kogo na nie dziś stać? I pomyśleć, że jeszcze niedawno były to odpady z połowów i żywili się nimi biedacy!

A może to jest tak, że dziś za to skupienie przy jedzeniu trzeba dodatkowo płacić? Bogaci są szczupli i zdrowi, a resztą nikt się nie przejmuje? Na chwałę Boga jedzą i piją bogacze, a my Go tylko wkurzamy?




Lubię to! Skomentuj28 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości