37 obserwujących
286 notek
556k odsłon
  5061   9

Polemika Verhofstadta z polskim premierem...

Ponieważ już od drugiej osoby otrzymałem na swoją skrzynkę treść polemiki Guy Verhofstadta z przemówieniem polskiego premiera, zamiast odpowiadać zainteresowanym (jedna z tych osób to wysoki rangą polityk SLD, a drugą jest pani sympatyzująca z PO) postanowiłem napisać kilka słów na ten temat.

Ze swojej strony wiem, że ta polemika jest przesyłana sobie nawzajem przez ludzi utożsamiających się z tzw. "totalną opozycją".

Oto krótka, czterominutowa, moim zdaniem interesująca i poprowadzona ze swadą, wypowiedź belgijskiego polityka:



Poniżej w przypisach podaję treść wyroku polskiego Trybunału Konstytucyjnego z 7 października oraz pełne brzmienie obu artykułów; tzn.1 i 19 aby zainteresowani mogli zweryfikować ewentualne wątpliwości. Nie jestem prawnikiem, podobnie jak Ci, którzy mi to wystąpienie "podrzucili" ale posługując się zdrowym rozsądkiem można sobie wyrobić opinię o tym wystąpieniu. 

Zacznę od końca, który powiem szczerze mnie ubawił. Oto belgijski polityk buduje paralelę miedzy dzisiejszymi rządzącymi Polską konserwatystami a tymi, którzy poprzez Targowicę doprowadzili do upadku państwa polskiego. Ubawił mnie ten fragment bo w naszej polskiej przestrzeni medialnej to raczej opozycja jest oskarżana o zdradę i Targowicę. Zdrowo rozsądkowo trudno o inne porównanie. To działacze opozycji biegają do obcych stolic po instrukcje, często stamtąd pobierają wzorce kulturowe i po prostu pieniądze. Natomiast lud, który kiedyś poparł konstytucję 3 maja dziś wybrał rządy konserwatystów, którzy są solą w oku brukselskich elit. Verhofstadt pomylił adresy, pomylił strony. 

Jednak w obliczu tej manipulacji albo wręcz kłamstwa zadaję sobie pytanie dlaczego jest to tak ochoczo kolportowane wśród przeciwników obecnego rządu. Przecież to łgarstwo wyłazi spod garnituru w tak nachalny sposób, że nie sposób tego nie zauważyć?

Sam jestem przeciwnikiem posługiwania się terminami zdrada czy Targowica, uważam, że to zbyt mocne sformułowania i aby zachować elementarne pole do rozmawiania to nie należy ich używać. Znacznie ciekawszą formułę zaproponował ostatnio redaktor Rafał Woś w odniesieniu do tej polskiej elity: "elity kompradorskie". Czyli elity występujące w interesie metropolii a nie własnego kraju. Wtedy łatwo wychwycić tych, którzy na każde działania rządu mają przygotowane zawsze te same słowa, które używają od niepamiętnych czasów, bo nie łudźmy się, że jest to produkt ostatniego okresu: "a po co, to się nie opłaca".

Więc dlaczego ta zmiana adresów dokonana przez belgijskiego polityka tak ochoczo została kupiona przez opozycyjnych polityków? Wystarczy przeczytać Radka Sikorskiego tłumaczącego swoje wulgarne słowa pod adresem posłanki Beaty Kempy. Proszę przeczytać uważnie. To co najbardziej doskwiera politykom opozycji to oskarżenie o zdradę. Dlaczego wśród wielu innych te właśnie słowa ich tak wzburzają?

Odpowiedź jest prosta: bo ich działania o tą zdradę się ocierają. Są tak dobrze widoczne dla prostych ludzi, że potrzebują czegokolwiek i kogokolwiek, co lub kto z nich te oskarżenie zmyje. Kogoś kto im pomoże znaleźć jakieś wytłumaczenie dla swojej postawy i spowoduje lekki sen; potrzebują takiego autorytetu jak kania dżdżu.


Na końcu to od czego belgijski polityk zaczął. Czyli od wyroku Trybunału Konstytucyjnego, który wg niego unieważnił w Polsce artykuł 1 i 19 traktatu o UE. Zacznę znowu od końca, polityk mówi, że od zakwestionowania tych dwóch artykułów traktatów zaczął się brexit. Jest rzeczą powszechnie wiadomą, że brexit się zaczął od wyrażonej w referendum woli Brytyjczyków by opuścić UE. Dlaczego więc polityk użył tego sformułowania.  Może jakiś brytyjski sąd orzekł, że te dwa artykułu traktatów nie obowiązują na terenie Wielkiej Brytanii? Nic z tych rzeczy. Taki polityk nie rzuca słów na wiatr, wie co chce osiągnąć. Użył tych słów by wzmocnić nieprawdziwą informację o polexicie, wymyśloną w Polsce przez Tuska. W końcu to jedna zgrana rodzina polityczna.

A teraz creme de la creme czyli podważenie dwóch artykułów z traktatów o UE. Już na samym początku wydaje się to nielogiczne, zresztą zauważa to Verhofstadt, po co przyjmowaliśmy traktat o UE skoro teraz uważamy, że on nie obowiązuje?

Na niedawnej rozprawie w polskim TK pani Pawłowicz w pytaniu do prawników Rzecznika Praw Obywatelskich poprosiła o wypowiedź jednym zdaniem: "tak lub nie" na następujące zapytanie: czy orzeczenia TSUE są źródłem prawa? Padła oczywista dla każdego prawnika odpowiedź: "Nie"

I to jest odpowiedź na zasadniczą manipulację w polemice Verhofstadta. Kto chce niech przeczyta poniżej cytowany wyrok TK. Sądy są po to by rozstrzygać spory, spory zawsze są i będą bo nie ma idealnego źródła prawa, jak nie ma idealnych ludzi. Wszyscy mniej lub bardziej błądzimy. Orzeczenia sądowe są zawsze interpretacją źródła prawa. Tak jak wyroki TSUE interpretują prawo europejskie i są obowiązujące w granicach przekazanych kompetencji. Jednak kwestionowanie orzeczeń TSUE wywiedzionych z określonych traktatów nie jest tym samym co kwestionowanie traktatów. To oczywiste dla średnio rozgarniętego studenta. 

Lubię to! Skomentuj93 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka