OFIARY SMOLEŃSKIE DOMAGAJĄ SIĘ PRAWDY ! JAK POWIEDZIAŁA JEDNA Z WDÓW SMOLEŃSKICH.
OBY NIE BYŁO TAK JAK PO GRUDNIU 1970 ROKU: "GRUDNIOWE WDOWY" CZEKAJĄ !
Grudniowe wdowy czekają - RadioMaryja.pl
Aug 8, 2008 - Grudniowe wdowy czekają. Z Waldemarem Rekściem, świadkiem w procesie oskarżonych o sprawstwo kierownicze masakry robotników na ...

Grudniowe wdowy czekają - Grudzień 70 - polskieradio.pl
Pan Minister Obrony Narodowej zaprasza Unię Europejską czyli nas Blogerów z Salonu 24 do udziału w pracach Podkomisjii PKBWLLP dr inż. Berczyńskiego czyli w pracach tejże Komsji.
Kiedy Pan dr Kazimierz Nowaczyk był Blogerem Salon24 współpracowałem z Nim niezbyt owocnie, bo po prostu nie podjął współpracy na temat badania pogorzelisk na terenie Smoleńska (miejsc ew. katastrofy lotniczej), a szczegolnie polanki samosiejek 400 m przed XUBS gdzie upadl ponoć TU154M PLF101. Może zmienił zdanie będąc obecnie V-ce Szefem Komisji ?

Niemy, ale wiarygodny świadek zdarzenia - blog Albatros ...
[PDF]Metodyka przesłuchania świadka koronnego i ocena ...
http://marektomasz.salon24.pl/287333,jeden-z-punktow-osobliwych-w-smolensku-zle-przyklad
Jeden z punktów osobliwych w Smoleńsku - ZLE (przykład)
„Zerwana Linia Energetyczna” - linia wysokiego napięcia nr 602 w Smoleńsku.
Jej rozłączenie nastąpiło 10.04.2010 w godzinach 08:39:35 – 08.41.11 czasu polskiego. Ze „stenogramów MAK” wynika, że Tu-154 był wówczas 300 – 400 metrów nad ziemią w odległości 6 km od tej linii. W odległości 10 metrów od miejsca rzekomego zerwania znaleziono ponoć – w pierwszej wersji - szczątki polskiego samolotu. Potem jednak Rosjanie przyznali, że znaleźli jedynie kawałek skrzydła Tu-154M. Następnie się okazało, że ten kawałek „oderwał się” w wyniku kontaktu samolotu z brzozą. Nie ma wszak takiej możliwości, żeby coś odpadło od polskiego Tupolewa w wyniku kontaktu wielkiego samolotu z kablami. Fragment skrzydła odpadł zatem - według wiarygodnej wersji rosyjskiej - w wyniku kontaktu z brzozą, przeleciał kilkaset metrów, na koniec wbił się w ziemię 10 metrów od przeciętej wcześniej (we wcześniejszej wersji zerwanej) linii energetycznej.
To, że linia była przecięta lub wyłączona, z pewnością nie zerwana, wiemy choćby z bardzo dobrej analizy El Ohido Siluro. Na którą wielokrotnie w poprzednich notkach wskazywałem. Jaka na dzisiaj obowiązuje oficjalna wersja rosyjska w sprawie zerwanej linii energetycznej oraz fruwającego kawałka skrzydła – nie wiemy. Wiemy jednak, że Rosjanie podsunęli nam w ten sposób kolejny - oprócz złamanej brzozy i filmów pana Wiśniewskiego - "punkt osobliwy" całej tej historii. Wskazali nam dobitnie na fakt niewątpliwy, nagłośniony medialnie, powszechnie zapamiętany. Na fakt, który nagle przestał pasować do czegokolwiek.
Teraz interpretacje.
Otóż samo wyłączenie lub przecięcie linii energetycznej w Smoleńsku na minutę przed "katastrofą" polskiego Tu-154 może mieć wiele wyjaśnień. Faktem decydującym staje się w tym wypadku wyłącznie upublicznienie (!) przez Rosjan tak precyzyjnego komunikatu. Danie mu rozgłosu, wielokrotne potwierdzanie całego incydentu - między innymi oficjalnym komunikatem gubernatora obwodu smoleńskiego tuż po „katastrofie”; także publikacją dokumentów z elektrowni.
W intencjach rosyjskich spin doktorów medialny rozgłos mógłby mieć dwa cele.
W głowach niezbyt bystrych obserwatorów, zwłaszcza polskich, zamieniał się natychmiast w mocny argument na rzecz katastrofy Tupolewa. Samolot w wyobraźni takich osób leciał we mgle, zrywał linie energetyczne, w końcu się rozbił.
Obserwatorom nieco bardziej dociekliwym incydent z linią energetyczną podsuwał już – zgodnie z zamierzeniami rosyjskich reżyserów - hipotezę zamachu. Prosta analiza wskazywała bowiem, że samolot nie mógł tej linii zerwać. Ktoś ją musiał tuż przed wypadkiem przeciąć lub wyłączyć. A skoro tak, to można było snuć domysły. Na przykład - że ktoś próbował spowodować zakłócenia przy lądowaniu polskiego Tupolewa; prawdopodobnie zamierzał doprowadzić do wyłączenia oświetlenia, bądź urządzeń naprowadzających, do pozbawienia zasilania „wieży” … Rosjanie liczyli na ożywienie w ten sposób spekulacji. Na uruchomienie pomysłowości polskich blogerów. Na stawianie tez, które łatwo mogliby w razie potrzeby obalić.
Niestety - nagłośnienie faktu zerwania linii energetycznej udało się Rosjanom wprost rewelacyjnie. Może nawet za bardzo, bo przecież już za kilka miesięcy musieli przejść do kolejnej fazy – do bagatelizowania całego incydentu. Zwłaszcza przy konstruowaniu tzw. „raportu MAK”. I właśnie taka sekwencja – najpierw nagłaśnianie zerwania linii energetycznej w Smoleńsku, a następnie bagatelizowanie, czy wręcz przemilczanie tego faktu - wskazywać by mogła na zupełnie inne wyjaśnienie całej tej historii.
Przyjrzyjmy się sprawie dokładniej. Zerwana linia energetyczna wydawała się nieodłącznym fragmentem oficjalnej narracji rosyjskiej w pierwszych tygodniach po katastrofie. Tymczasem dzisiaj, po zaledwie kilku miesiącach, nie mieści się już w żaden sposób w jakiejkolwiek - a zatem i tuskowo-michnikowej - oficjalnej wersji. Zerwana przecież nie była. Gdyby zaś jej wyłączenie (ewentualnie przecięcie) było fragmentem realizowanego scenariusza najprawdziwszego zamachu, to przecież Rosjanie z pewnością opisywanego incydentu aż tak intensywnie by nie nagłaśniali. A jednak to zrobili. Po co?
W tym momencie zbliżamy się do rozwiązania całej zagadki.
A może im – ludziom Putina, ludziom Tuska - nie tyle chodziło o sianie dezinformacji, o pogłębianie wśród Polaków podziałów – na „spiskowców”, na tzw. „paranoików smoleńskich” oraz „wyluzowaną młodzież z Fejsbuka” - ile o ... uwiarygodnienie miejsca rzekomej katastrofy? O uwiarygodnienie porozkładanych, smutnych szczątków Tupolewa? Nawet za cenę rozbudzenia w Polsce spekulacji. Choćby za cenę szeptanek po kątach o "ruskiej pomocy" przy lądowaniu polskiego samolotu. Uwiarygodnienie miejsca na Siewiernym warte było – jak się okazuje - każdej ceny.
http://marektomasz.salon24.pl/457998,apel-do-administracji-w-sprawie-blogera-kano
Apel do administracji w sprawie blogera KaNo!
Na kuriozalny wpis blogera KaNo
http://fotoszop.salon24.pl/457985,administracja-salon24-pl
odpowiedział jako pierwszy Wywczas:
"Mam na mysli ogólne zadbanie administracji o kulture blogowania, nie stosowanie insynuacji, bezpodstawnych oskarżen i nie przenoszenie takiego azjatyckiego zdziczenia do portalu z ambicjami europejskimi (...) Nawet jesli dzieje sie to bardzo często także z inicjatywy i przy entuzjastycznie chętnym udziale współpracowników Zespołu Parlamentarnego pana ministra Macierewicza oraz ich blogerskich przyjaciół."
http://wywczas.salon24.pl/457991,apel-do-administracji-w-sprawie-blogera-kano
Cóż tu dodać? Skomentowałem - po raz pierwszy - u Wywczasa:
"Dzielą nas poglądy (o ile wiem, znacznie). Jednak w tej sprawie podpisuję się obydwiema rękoma pod Pańskim wnioskiem. Bloger KaNo bez najmniejszego zażenowania dołączył do grupy Gini. Do grupy z Dąbrowskim w składzie, z kaczązupą, z Wiesławą. Odpisałem im w rewanżu na to, co od ponad dwóch lat na swoich blogach i w komentarzach wyprawiają. Używając do zwolenników odmiennych poglądów języka obrzydliwego, bolszewickiego. Stale posługując się insynuacją, prowokacją, manipulacją, pogardą, chamstwem. Manipulując i prowokując grupowo, systematycznie, niemal codziennie. Jak trockiści.
Moja odpowiedź była we fragmencie cytatem z @Legionnaire. Nawiązywała bezpośrednio do stylistyki ostatniego wpisu Gini. Tym razem na temat znakomitej blogerki, świetnego analityka - @Amelki.
Dobrze, że KaNo zwrócił uwagę na grupę Gini. Byłoby jednak lepiej, gdyby zwrócił uwagę na siebie. Dzięki KaNo dokładnie widać, co należy w internecie omijać jak najszerszym łukiem. I dlaczego na ich widok - w tym donosiciela szkolnego KaNo - czujemy głęboką odrazę."
Nie ma chyba sensu zajmować się kimś takim, jak bloger KaNo. Postać zdumiewająca, gdyby chcieć najdelikatniej to zjawisko/kuriosum nazwać. Przy okazji warto po raz kolejny zwrócić "administracji" uwagę na działalność grupy Gini. Są przecież ich wpisy, zachowały się komentarze. Wystarczy to przejrzeć, by zrozumieć mechanizm prowokacji. Obrzydliwa grupa.
>>>
Panie i Panowie : Zaprosił już 3 lata temu, więc czas nie cierpi zwłoki.
Tu i TERAZ a lbo nigdy.

MIJA 6 LAT OD TAMTEGO TRAGICZNEGO W INFORMACJI PORANKA 10 kwietnia 2010 roku.
FALSE FLAG CZY BRUTALNA PRAWDA: ZDRADZENI O ŚWICIE !!!
W pierwszej kolejności zaprosić trzeba imienie Kilku Kolegow i Koleżanek znanych z wielkiej pracy wykonanej na Salonie 24, którzy odkryli swoje PERSONALIA.
Trzeba ICH strzec jak żrenicy oka.

Brak ICH w pracach Komisji byłoby nie powetowaną stratą dla ODKRYCIA PRAWDY O SMOLEŃSKU !
Jak sam powiedział KAŻDA HIPOTEZA JEST UPRAWNIONA I WYMAGA METODAMI ŚLEDCZYMI BEZ NACISKOW POLITYCZNYCH WERYFIKACJI.
LOS OFIAR SMOLEŃSKICH NALEŻY PRZEŚLEDZIĆ JAK LOS śp. EWY TYLMAN OD WYJŚCIA Z DOMU.
https://www.youtube.com/watch?v=V9iKdsTbn3w
Konferencja prasowa pos. Antoniego Macierewicza w Strasburgu
-
Kategoria
-
Licencja
- Standardowa licencja YouTube
Macierewicz w PE apeluje o włączenie UE w śledztwo smoleńskie
O zaangażowanie UE i uruchomienie jej organów, w stworzenie Międzynarodowej Komisji ws. Katastrofy Smoleńskiej zaapelował do eurodeputowanych poseł Antoni Macierewicz, przewodniczący Parlamentarnego Zespołu ds. Zbadania Przyczyn Katastrofy.
Poseł powiedział, że 13 kwietnia 2010 r. w Moskwie odbyło się posiedzenie komisji, której przewodniczył premier Władimir Putin. Podczas niego poinformowano wszystkich zebranych, wśród których Polskę reprezentowali minister Tomasz Arabski i ówczesna minister zdrowia Ewa Kopacz, że zgłosili się przedstawiciele organów śledczych UE, którzy chcieliby wziąć udział w badaniu tej tragedii.
Organom tym jednak odmówiono udziału w badaniu katastrofy.
– Rzecz w tym, że odmówiono tym przedstawicielom możliwości udziału w dalszych badaniach komisji, która zajmowała się tragedią smoleńską. Do dzisiaj ta sprawa nie została do końca rozstrzygnięta. Wiem, że posłowie PiS Parlamentu Europejskiego interpelowali do komisji europejskiej w tej sprawie. Później była też wypowiedź przewodniczącego Barosso. To wszystko działo się między październikiem 2010 roku, a rokiem 2011. Za każdym razem odpowiednie organy UE, podobnie jak w Moskwie w kwietniu 2010 r. podkreślały, że są gotowe wziąć udział w badaniu tej tragedii. Jak wiemy nie było zgody na takie uczestnictwo. Wydaje się, że to ostatni moment, żeby ta szansa została wykorzystana – zaznaczył poseł Antoni Macierewicz.Ponadto poseł zwrócił uwagę na fakt, że osoba, która z ramienia Komitetu Śledczego Federacji Rosyjskiej kieruje tym śledztwem zapowiedziała, że zostanie ono rychło zamknięte oraz że w stan oskarżenia zostaną postawieni polscy piloci.
– Polscy piloci będą sądzeni post mortem, jako winni tej tragedii. Jeżeli państwo polskie nie podejmie skutecznego działania, to znajdziemy się w sytuacji, w której skazani zostaną nie tylko polscy piloci. W Moskwie może zostać oskarżone państwo polskie – ostrzegł poseł.Zdaniem Antoniego Macierewicza pomoc UE w śledztwie w sprawie katastrofy smoleńskiej wydaje się niezbędna. Poseł przekonywał, że 65 proc. Polaków domaga się powołania międzynarodowej komisji, która mogłaby wyjaśnić, co wydarzyło się 10 kwietnia 2010 roku pod Smoleńskiem.
– Podstawowe kwestie związane z przebiegiem lotu i przyczynami tragedii po dzień dzisiejszy są otwarte – zaznaczył poseł.Na konferencji prasowej Antoni Macierewicz odniósł się także do wtorkowego komunikatu Naczelnej Prokuratury Wojskowej, która zdementowała informacje, jakoby istniały dowody na to, że katastrofę Tu-154M przeżyły trzy osoby.
Poseł powołał się na publikację, zamieszczoną na portalu „niezależna.pl” w tej sprawie, według której konsul w Petersburgu Jarosław Drozd miał zeznać w prokuraturze, że informacje, jakoby trzy osoby przeżyły, przekazali mu sanitariusze i lekarze, wynoszący rannych z miejsca katastrofy.
– Zawsze może się zdarzyć, że ktoś składa fałszywe zeznania, ale on (Drozd) składał zeznania pod przysięgą – powiedział, dodając, że ma zaufanie do wiarygodności Drozda –mówił poseł Antoni Macierewicz.W zeszłym tygodniu Antoni Macierewicz powiedział: „Po blisko trzech latach badań, mogę powiedzieć z olbrzymią dozą pewności czy prawdopodobieństwa, że relacje o tym, że trzy osoby przeżyły (katastrofę), są wiarygodne”. Powoływał się przy tym na „trzy niezależne źródła”, z których dwa pochodzą, „od ludzi, którzy zawodowo zajmują się weryfikacją informacji i nie podają wiadomości niesprawdzonych”.
RIRM / PAP



Komentarze
Pokaż komentarze