Lodowcowe Pole
Nie czyńcie Prawdy groźną i złowrogą, Ani jej strójcie w hełmy i pancerze, Niech nie przeraża jej postać nikogo
83 obserwujących
578 notek
1431k odsłon
  1441   1

Gorzkie dary polskiego Kościoła Katolickiego. Refleksje po święcie Trzech Króli


Uważam, że nie ma w Kościele żadnej siły moralnej, żeby zatrzymać ten proces rozpadu polskiego katolicyzmu – stwierdził w wywiadzie dla „Wirtualnej Polski” ks. Prof. Kobyliński komentując wyniki badania CBOS przeprowadzonego na początku Nowego Roku, w którym jedynie 23% Polaków w przedziale wiekowym 18-24 lat, zadeklarowało się, jako wierzący katolicy.

Dość kuriozalnie brzmi na tym tle wyjaśnienia tej smutnej rzeczywistości, jakie zaserwował nam  Arcybiskup Jędraszewski.

Jego zdaniem sytuacja wygląda tak: Nie tyle Kościół wpłynął na to, co dzieje się w Kościele, jeśli chodzi o frekwencje na mszach świętych, obecność młodzieży. Kościół stał się ofiarą tego wszystkiego, co się dzieje.

Nie ukrywam, że osobę Jędraszewskiego omotaną przez kołtuński światek tzw. krakówka – nie mylić z dumnym Krakowem - uważam od dawna za jednego z najgorszych pasterzy, jakich ma polski Kościół Katolicki.

To człowiek, który widzi Kościół, jako oblężoną twierdzę pełną dziewic bez skazy. Zło w tej wizji czai się jedynie na zewnątrz. Takie podejście do rzeczywistości wyklucza jakiekolwiek próby naprawy tego przypudrowanego homilijnymi zaklęciami zła, wypływającego z samego serca polskiej wspólnoty duchownych i wiernych.

To wygodna wizja, prezentowana przez człowieka, który całym swoim ciałem wysyła światu wiadomość o tym, że sam nie wierzy w głoszone przez siebie słowa. Stale przymrużone oczy, teatralnie miękki głos zasłuchanego w siebie narcyza, odbierają mu jakąkolwiek wiarygodność kaznodziei. Ten przekaz może trafić jedynie do fanatyków lub cynicznych klakierów, jakich Kraków jest pełen, ale nie ma szans trafić do wątpiących. Co gorsza wszelkie dziwne diagnozy Jędraszewskiego są nagłaśniane przez media, co prowadzi raczej do powszechnego zgorszenia jego słowami.

Jego klakierzy chcieliby w nim widzieć drugiego Kardynała Wyszyńskiego, ale to porównanie obraża postać nowego błogosławionego. Wyszyński był człowiekiem o nieprzeciętnej zdolności empatii, jednocześnie stały w ocenach sytuacji. Był nieprzejednany w sprawach, które sam uważał za status quo i sam przestrzegał ich, na co dzień.

Wyszyński był mistykiem w swoim zawierzeniu w Boską Opatrzność, odważnym w obronie pryncypiów, ale zdolnym do dialogu. Co więcej – nigdy nie obrażał swoich przeciwników politycznych, choć przecież szykany, którym był poddany podczas trudnych lat uwięzienia mogłyby dawać mu powód do choćby niechęci. Ale Prymas Tysiąclecia najpierw sam wymagał od siebie, a potem oczekiwał od innych opowiadania się za dobrem.

W ten sposób przeprowadził polski Kościół przez lata prześladowań komunistycznych, jako wspólnotę zdecydowanie silniejszą moralnie i mającą magiczną siłę przyciągania dla szukających oparcia w wartościach. Taki Kościół był gotowy na wydanie wybitnego w skali wieków Papieża.

Przekaz Jędraszewskiego nie przekona wątpiących, ani nie przyciągnie poszukujących. Jest to przekaz trafiający jedynie do fanatycznych wyznawców, podzielających opinię o tym, że zło czai się za każdym rogiem, ale nie widzą oni tego zła, które sami czynią. Podobnie jak sam Arcybiskup wydają się być ludźmi bez skazy, oczywiście jedynie we własnym mniemaniu.

Tu profesor Kobyliński ma rację taki Kościół pozbawiony jest wszelkiej siły moralnej. Od siebie dodam, że to Kościół bezrefleksyjnych starców, wykorzystujących świątynię jedynie dla osiągnięcia politycznych celów. Taki Kościół nie ma szans na wzrastanie w prawdzie i czystości.

Smutna to refleksja nad tym, co każdego roku składa w darze małemu Bobasowi w Ubogiej Stajence polski Kościół, jako instytucja. Mając takich pasterzy choćby przyszło tysiąc teologicznych atletów i każdy zjadłby tysiąc kotletów to nie udźwigną, ani nawet nie podtrzymają walącej się „budowli”.

Owocem takiej postawy krakowskiego kościoła głoszącego oblężenie, jest ostatni skandal z udziałem biskupa Pindla.

W tym przypadku biskup uznał najwidoczniej, że zło wdarło się do kościoła w osobie dwunastoletniego dziecka, stanowiącego pokusę nie do odparcia dla zboczonego kapłana z Międzybrodzia. Pismo, jakie wypichciła na życzenie Pindla prawnik jest tak kuriozalne, że jego bezczelność i wydźwięk wprost zwala z nóg. Pani prawnik chce wiedzieć czy gwałcone dziecko odczuwało przyjemność.

Oooo! Pani mecenas z całą pewnością nie poprawi wizerunku Kościoła. Szkody wyrządzanie przez takich bezczelnych ludzi są nienaprawialne!

Ale czy są to ludzie Kościoła?

Odpowiedź jest prosta. Skoro reprezentują Kościół w sprawach prawnych, to są ludźmi Kościoła choćby, na co dzień chadzali na czarne satanistyczne msze. Ale zapewne ta sprawa będzie także powodem do wołania Jędraszewskiego o tym, że Kościół jest ofiarą.

Tu zgadzam się z jego tezą, pod jednym warunkiem.

Kościół jest ofiarą samego siebie. Jest ofiarą tego wstrząsającego załgania, jakim kierują się jego pasterze.

No cóż, 50 lat temu wybitny niemiecki teolog a późniejszy Papież Benedykt przewidział upadek Kościoła, jako potęgi. Dziś obserwujemy ten proces z przerażeniem, bo pojawia się pustka wypełniana przez ludzi już oficjalnie służących złej sprawie chcących obalić ten system etyczny, jakim ludzkość od tysiącleci się kierowała, a osadzony na Dekalogu.

Jeśli im się to uda, świat stanie się dla większości rzeczywiście twierdzą, ale nie będzie to żadna oblężona twierdza, będzie to ponura Bastylia po przebudowie jej w XVII wieku na więzienie. I tej winy wam, ślepi pasterze pokroju biskupa Pindla i Arcybiskupa Jędraszewskiego, Dobry Bóg nigdy nie wybaczy.


Lubię to! Skomentuj105 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo