Zadzwonilem przed chwila do komitetu organizacyjnego Nagrody Karola Wielkiego.
Zaczalem od tego, ze slyszalem, ze chca oszukac Polaka tylko dlatego ze jest Polakiem. Ze przedtem dawali 5 tysiecy euro do medalu i dyplomu, a teraz przestali, bo ma dostac Polak. Ze posthitlerowcy i posthonekerowcy, ze kontynuacja polityki niejakiego Adolfa, ze mysla, ze z Polakiem to mozna, ale sie pomyla. Ze polska prasa jest tym oburzona, a szczegolnie "Nasz dziennik". Ze bedzie skandal miedzynarodowy, i w ogole nie z nami takie numery Brunner.
Mila Pani zaczela sie tlumaczyc, ze nie jej wina, ze juz od 2 lat, ze pierwsza, ktora nie dostala byla pani kanclerz Merkel, ze to miedzy innymi jej pomysl, a szczegolnie panow prof. dra Pötteringa (ha, znamy z Tag der Heimat!) i dra Leysena. Wysluchalem, szefa pana magistra (!) Vinckena nie bylo, to burknalem "i zeby mi to bylo ostatni raz" i sie pozegnalem.
Premier Tusk NIE dostanie ani grosza, tylko medal i dyplom. I wieczna slawe.
Glupio bedzie jednak, jezeli On o tym nie wie, a te pieniadze juz obiecal dac na WOSP. A ci juz zaksiegowali!?
Uwertura do ponizszego:
Mialem na dniach ciekawa dyskusje z niejakim blogerem Aaadddaśiem pod tytulem: "Nasz premier" dostanie 5000 euro od Niemców, ktoremu probowalem wytlumaczyc, ze pan Tuski nie dostanie pieniedzy, co i tak juz wiedzialem ze strony komitetu www.karlspreis.de
Wycinki - on do mnie:
Symptomatyczne, [w obronie?] "naszego premiera" wziął udział wypędzony. Swój do swego po swoje chciałoby się powiedzieć.
Pan przeczyta: La récompense comprend une somme symbolique de 5.000 Euro...
A to aktualna wieść ze strony po.org.pl: Nagroda Karola Wielkiego wraz z symbolicznym dodatkiem pieniężnym, 5 tys. euro...
Moim zdaniem, ale mogę się mylić, z zacytowanej przez Ciebie informacji nie wynika, że Tusk nie otrzyma 5000 euro...
I przed chwila
W przypadku sprzecznych informacji wierzę raczej temu, że Tusk kasę dostanie niż nie dostanie.
Do konca nie uwierzyl. Mimo cytowania zrodla.
Teraz juz kojarze, dlaczego Radio Maryja ciagle powtarza na antenie, ze w Sejmie "jest z urzedu dwoch poslow Mniejszosci Niemieckiej", choc z wynikow PKW i ze stron Sejmu widac, ze siedzi tylko jeden, i to nie z urzedu, ale wygral swoje miejsce wyborach. I mimo zwracania uwagi, wiedza swoje i powtarzaja te brednie dalej.
Jak sie nie chce czegos przyjac do wiadomosci, to sie nie przyjmuje. Jak Ziemia ma byc plaska, to musi byc plaska.
Wierza w to, w co chca wierzy. To jest prawdziwa wiara.
Napisalem do po.org.pl zeby poprawili chociaz wiadomosc na ich stronie. Na razie potwierdzili odbior. Zobaczym.
Jeszcze cos na deser w temacie. Ojciec Doktor odwiedza z kolenda Polonie w USA i Kanadzie. Wyraza sie przy tym dosc krytyczne o Polakach mieszkajacych w kraju.
"Problemy, nawet z porozumieniem się z rodziną w Polsce. Dlaczego? No bo oni cały czas są pod wpływem tamtych mediów. Ludzie w Polsce, jak się nasłuchają: Tak, on ma tyle! Mówię wam, nie wiem czy byście wytrzymali. Ale ci ludzie chodzący do kościoła nieraz, przystępując do Komunii tak są głupi, że przechodzi ludzkie pojęcie. Tak zazdrośni, tak źli. Jak ksiądz... Co? Ooo, tego. I oni mówią, że ja mam coś. Tyle - ja dziękuję. Dowiecie się na Sądzie Ostatecznym."
Bardzo przykre.
Jak w tym starym polonijnym dowcipie: Jak rozmawia madry Polak z glupim Polakiem? Przez telefon z Toronto.
Z budowy polskiego Stadionu Narodowego:
"Inspekcja zbadała okoliczności, które doprowadziły do tego, że 1 grudnia na budowie stadionu doszło do tragicznego wypadku: z wysokości 18 metrów spadł podnoszony przez żurawia kosz, w którym znajdowało się dwóch robotników. Jeden z nich zginął na miejscu, drugi w szpitalu, w wyniku poniesionych obrażeń.
...
Z ustaleń inspekcji pracy wynika, że na budowie panował bałagan, a przy operacji, podczas której wykorzystywany był kosz, popełniono całą serię błędów. Po pierwsze, kosz nie nadawał się do podczepienia pod żuraw - ostatnie ogniwo łańcucha na którym wisiał, było za wąskie i nie wchodziło na hak żurawia. Robotnicy włocławskiej firmy PPW Safety (nazwa firmy po angielsku oznacza "bezpieczeństwo") przyczepili kosz prowizorycznie, wykorzystując łańcuchy, które miały uszkodzone karabińczyki. W ogóle nie powinni do kosza wsiadać, bo nie mieli badań lekarskich dopuszczających ich do pracy na wysokości. Przypinanie kosza powinien nadzorować majster, ale nie było go i robotnicy zrobili to na własną rękę. Operacji nie nadzorował też tzw. hakowy - robotnik odpowiedzialny za prawidłowe podczepienie ładunku do żurawia, którego na placu budowy widać z daleka, bo nosi czerwoną kamizelkę i kask.
...
Skoro sygnału do podniesienia ładunku nie dała osoba ubrana w taki kask, operator dźwigu nie powinien go posłuchać. Dźwig w ogóle zresztą nie powinien podnosić kosza, bo żaden z żurawi dostarczonych przez gdańską firmę Żuraw Grohman nie został dopuszczony przez Urząd Dozoru Technicznego do przenoszenia takiego ładunku. I to pomimo faktu, że o takim obowiązku czarno na białym napisano w instrukcji obsługi kosza."
Bareja na wieki wiekow, amen.


Komentarze
Pokaż komentarze (42)