0 obserwujących
31 notek
17k odsłon
270 odsłon

GMO: naukowcy na łasce koncernów, społeczeństwo na łasce mediów

Wykop Skomentuj

Autor: Doc. dr hab. Katarzyna Lisowska
(infomacje o licencji na dole artykułu)
 

Oficjalna propaganda głosi, że GMO jest bezpieczne i zdrowe oraz dokładnie przebadane. Tymczasem naukowcy protestują, że nie wolno im prowadzić badań nad GMO.

Debata z kneblem w ustach

W polskim Sejmie trwają prace nad rządowym projektem ustawy “Prawo o organizmach genetycznie zmodyfikowanych”, trwa też społeczna debata. Konsumenci są sceptyczni, naukowcy akcentują potrzebę stosowania się do zasady przezorności (ang. precautionary principle), rolnicy tradycyjni i ekologiczni martwią się o swoją przyszłość. Za uprawami GMO opowiadają się wielkoprzemysłowe organizacje producenckie i niektórzy biotechnolodzy – wspierani  bardzo silnie przez tak zwane “opiniotwórcze” media.

wysłuchanie (01a)Osobiście zetknęłam się z tym, jak media blokują i filtrują informacje. Do dziś nie mogę wyjść ze zdumienia, jak można było – po półtoragodzinnej konferencji prasowej, na której czterech naukowców tłumaczy potencjalne zagrożenia – napisać, że „ekolodzy protestowali przeciwko GMO”. Nie mogę również zrozumieć, jak to się dzieje, że podczas gdy na wysłuchaniu publicznym w Sejmie przynajmniej 10 osób z tytułami naukowymi wyraża się krytycznie o otwarciu Polski na uprawy GMO – media ten fakt całkowicie przemilczają. Cytują za to wiernie niejakiego „króla kukurydzy”, Tadeusza Szymańczaka, który głosi takie prawdy objawione: “Myślałem, że organizacje ekologiczne przedstawią badania nt. szkodliwości. Takich badań nie ma, a podnoszenie mitu do faktu jest kłamstwem” . O Szymańczaku zaś pisze bez ogródek internauta na forum Pierwszego Portalu Rolnego „To nie król kukurydzy, to Polak kupiony przez Monsanto”…

Jak to z GMO było

Genetycznie modyfikowane uprawy i żywność zostały dopuszczone na rynek w USA zanim naukowcy zdołali dokładnie przebadać ich wpływ na zdrowie i środowisko naturalne. Stało się tak m.in. dlatego, że lobbyści zadbali, aby procedury formalno-prawne nie były zbyt skomplikowane. Proces legislacyjny oparto o teorię „zasadniczej równoważności” odmian tradycyjnych i transgenicznych. Założono, że GM i naturalne odmiany roślin różnią się tylko i wyłącznie obecnością transgenu i są pod każdym innym względem „zasadniczo równoważne”, czyli takie same. Dzięki temu sprytnemu zabiegowi, dopuszczenie odmian GMO do obrotu nie wymaga przeprowadzenia klasycznych badań toksykologicznych, tak jak w przypadku każdej innej substancji, która ma być dodawana do żywności. To ciekawostka, o której mało kto wie, a o której media – oczywiście – nie wspominają.

GMO: naukowcy na łasce koncernów

Nie tylko w Polsce media są piewcami agrotechniki i tzw. zielonej biotechnologii. Jak pisze zeszłoroczny Scientific American, powszechnie jesteśmy karmieni takimi sloganami: „Postęp w agrotechnice uczynił rolnictwo bardziej wydajnym niż kiedykolwiek wcześniej. Farmerzy otrzymują większe plony i są w stanie wykarmić więcej ludzi.” I tak dalej, bez końca. Jednak, jak zauważa Scientific American – nie da się zweryfikować, czy odmiany GM są tak wspaniałe jak głosi reklama. A to dlatego, że koncerny agrotechniczne blokują badania, które chcieliby prowadzić niezależni naukowcy.

Kupując GM ziarno siewne, klient musi podpisać umowę, która ogranicza możliwości wykorzystania ziarna. I słusznie – chroni to bowiem przed “kopiowaniem” ulepszeń genetycznych, które decydują o wyjątkowości tej odmiany.  Ale firmy agrotechniczne takie jak Monsanto, Pioneer i Syngenta poszły dalej: pod groźbą procesu sądowego naukowcy nie mogą prowadzić badań, porównując jak sprawują się GM ziarna w różnych warunkach polowych. Nie mogą też porównać nasion jednej firmy z nasionami innej. I, co pewnie najważniejsze – nie mogą badać, czy GM uprawy nie prowadzą do niezamierzonych efektów ubocznych w środowisku naturalnym.

Oczywiście, w czasopismach naukowych stale ukazują się wyniki badań nad GM roślinami i żywnością. Ale tylko badania zaaprobowane przez koncerny. W wielu przypadkach, doświadczenia, które miały wysłuchanie (6)początkowo zgodę od firm nasiennych, zostały później zablokowane, ponieważ wyniki nie były “satysfakcjonujące”.  “Wiedzcie, że wielekroć to nie jest jedynie zwykła odmowa wykonywania niektórych doświadczeń, ale to są zgody i odmowy wybiórczo przydzielane na podstawie dokonanej przez przemysł oceny na ile ”przyjazny” czy też “krytyczny” wobec biotechnologii może się okazać dany naukowiec – mówi Elson J. Shields, entomolog z Uniwersytetu Cornell w oficjalnym liście protestacyjnym do Agencji Ochrony Środowiska (Environmental Protection Agency, EPA).

Shields jest rzecznikiem grupy 24 naukowców specjalizujących się w dziedzinie szkodników upraw kukurydzy, którzy sprzeciwiają się takim praktykom. Ponieważ naukowcy ci obawiają się, że nie dostaną zgody na dalsze badania, większość z nich zachowuje anonimowość. Niemniej grupa wysłała swoje stanowisko do EPA w proteście przeciwko ograniczaniu możliwości badań.

Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Technologie