Grim Sfirkow Grim Sfirkow
332
BLOG

Służba zdrowia w dowcipie

Grim Sfirkow Grim Sfirkow Polityka Obserwuj notkę 10

Ogólna charakterystyka dowcipów lekarskich


Pobyt u lekarza jest problemem jednoczącym wszystkich ludzi na świecie. Chodzimy by leczyć choroby, wyżalić się, wziąć zwolnienie z pracy, skierowanie, a niektórzy po prostu porozmawiać. Lekarz uczestniczy przy porodzie i często przy naszej śmierci. Nic dziwnego, że tak powszechna czynność znalazła odbicie w setkach dowcipów. W artykule tym zajmę się dowcipami polskimi.

Scenariusz polskiego dowcipu o służbie zdrowia sprowadza sie do schematu: przychodzi pacjent (najczęściej “baba”) do lekarza i następuje rozmowa.. Z reguły dowcipy te są lapidarne, o zwięzłej poincie. Ze względu na rodzaj humoru dowcipy można podzielić na dwie grupy. Humor pierwszej polega na wywołaniu skojarzeń z czymś zupełnie nie związanym ze zdrowiem, co daje zamierzony efekt pure nonsensu (Przychodzi baba do lekarza z telewizorem w tyłku i ekspresem do kawy na głowie. Lekarz pyta “Co pani jest?”, a baba na to “Teleekspres”, tudzież “Przychodzi baba do lekarza z tomahawkiem w plecach, lekarz się pyta: “Co pani jest?”, a baba: “Winetou!”.). Dowcipy te nie są w tym miejscu zbyt interesujące, ponieważ słabo odnoszą się do rzeczywistości polskiej służby zdrowia. Druga grupa, to dowcipy, których humor opiera się właśnie na realiach. Rzeczywistość służby zdrowia odbiega od zamierzeń jej twórców. Istotą dowcipów jest wskazanie tych różnic. O niczym nie mówi się expressis verbis . Opowiadający i opowiadający osiągają porozumienie nie poprzez bezpośrednie wyjaśnienie. Pointa powinna sama się wyjaśniać właśnie przez odniesienie do wiedzy o tym, jak jest naprawdę.


Pacjent

W dowcipach występuje najczęściej dwóch aktorów. W większości dowcipów jest nim baba. Postać ta ma wielorakie znaczenie. Samo słowo “baba” jest chyba nieprzetłumaczalne na języki niesłowiańskie. Nie jest to zwyczajnie “stara kobieta”. Baba kojarzy sie z Babą Jagą, złośliwą istotą polującą na dzieci. W Kompendium wiedzy o literaturze fantasy Andrzeja Sapkowskiego czytamy, że babami nazywano pewną grupę złośliwych istot nadprzyrodzonych. Tak więc na słowo baba, wyrasta nam przed oczami stara, pomarszczona kobieta w chustce, z przynajmniej jedną siatką w ręku. Z pewnością jest na emeryturze lub rencie.

Nic dziwnego, że jest głównym pacjentem lekarza. Osoba pracująca, a nie przebywająca na emeryturze/rencie ma dostęp do lekarza, szczególnie specjalisty utrudniony przez rzesze tych, którzy nie mają nic do roboty poza staniem w kolejkach. Zapewne każdy przynajmniej raz przyszedł do lekarza na szóstą rano (jeśli dziś się urodziłeś, albo wróciłeś z emigracji, to wyjaśniam – okienko do rejestracji otwiera się zwykle o ósmej), po czym przekonał się, że jest trzydziesty, zaś tzw. numerków tego dnia jest tylko dwadzieścia. Mowa jest o tym w dowcipie o trupie baby: “Przychodzi trup baby do lekarza i kładzie sie na leżance. Lekarz: Gdzie mi sie tu pani rozkłada! Baba: A co, mam gnić w poczekalni?!”. Aby dostać sie do lekarza trzeba sie nie raz wykazać końskim zdrowiem, co dobrze oddaje następujący dowcip: “Lekarz: Dawno pani u nas nie było. Na to baba: Bo chorowałam...”.

Pacjent - baba jest prostym człowiekiem, nie wybijającym się inteligencją. Istoty zabiegów, jakim jest poddawana oczywiście nie rozumie. Pokazuje to następujący dowcip: “Panie doktorze, pan mi przepisze jeszcze raz EKG, po ostatnim tak dobrze sie czułam”.Czasem istotą dowcipu jest językowe nieporozumienie między babą – mówiąca gwarą i lekarzem, mówiącym językiem ludzi wykształconych. W jednym z dowcipów na pytanie “Co pani jest?”, baba odpowiada “Krawcowo”. Inny przykład: “Baba: źle widzę z bliska. Lekarz: A z daleka? Na to baba: Z Koszalina”. I jeszcze jeden podobny: “Lekarz: Czy dziecko przechodziło odrę? Baba: Ta gdzie, panie, my zza Buga”. Wreszcie: “Baba: Bolało mnie , panie doktorze. Lekarz: A gdzie? Baba: Na dworcu głównym. Lekarz: Ale w którym miejscu? Baba: Na trzecim peronie”.

Lekarz

Humor w odniesieniu do lekarza polega najczęściej na tym, że nie może, bądź nie chce pomóc pacjentowi. Typowe przykłady: “Panie doktorze, wszyscy mnie ignorują. Lekarz: Następny proszę!”. “Panie doktorze, jestem homoseksualistą, a lekarz: Och, a ja taki nie uczesany...”. Wzajemne uniki pomiędzy pacjentem, który próbuje się wcisnąć za wszelką cenę do gabinetu, a lekarzem, który chce się pozbyć namolnych pacjentów, pokazuje następująca scenka (niewątpliwie podpatrzona w poczekalni): ”Przychodzi zezowata baba do zezowatego lekarza. Lekarz: Po dwie nie przyjmuję! Baba: Ja nie do tego, ja do tego drugiego!”. W następnym dowcipie lekarz przez roztargnienie sprzeciwia się zasadzie “primo non nocere”: “Przychodzi baba do lekarza z siekierą w tyłku, a lekarz mówi: Proszę usiąść”. Lekarz jest zainteresowany wszystkim, tylko nie tym, jak pomóc pacjentowi, jak w tym dowcipie: “Przychodzi baba z córką do lekarza. Lekarz od razu mówi do córki, żeby się rozebrała. A baba: Ale panie doktorze, to ja jestem chora! A lekarz: to proszę pokazać gardło”. Nic dziwnego, że lekarz nie może pomóc swoim pacjentom. Sam jest równie chory jak oni, sam podziela ich przypadłości. Pokazuje to dobrze dowcip “Przychodzi baba do lekarza, a lekarz też baba”.


Dowcip a realia.

Dowcipy lekarskie są interesujące jako wyraz krytyki służby zdrowia. Można wyciągnąć z nich wniosek, co do pewnego ogólnego obrazu służby zdrowia w społeczeństwie. Wszystko jest tu na opak: lekarz nie pomaga, tylko pozbywa się pacjenta. Pacjent (szczególnie baba) jest niebywale głupi, i właściwie nie wiadomo dlaczego przychodzi do lekarza, bo chyba leczenie jest tu na końcu. Na szczęście jest to obraz zniekształcony i przerysowany na użytek dowcipu. Obraz rzeczywisty zapewne jest inny, ale kto wie czy nie gorszy. Nie słyszałem nigdy dowcipu o dawaniu lekarzowi łapówki. Widocznie jest to praktyka tak oczywista, że nie stanowi materiału na kawał z gatunku “wiesz jak jest”. Ciekawe swoją drogą, że instytucja państwowej służby zdrowia, która wytworzyła tyle dowcipów obnażających jej absurdy i niewydolność przetrwała tak długo bez istotnych zmian.


Bibliografia:

Trzaska S. (opr.) Klub Masztalskiego, Katowice 1988.

Pan Ziutek z trzeciego piętra.

Współpasażerowie pociągów relacji Warszawa Wileńska-Małkinia.

Popieram prawo własności, JOW, niskie podatki, przejrzyste prawo, karanie przestępców. Jestem przeciw uchwalaniu prawa, którego nikt nie będzie przestrzegał (poza frajerami). Nie mam nic przeciw skandynawskiemu modelowi państwa, o ile jego wprowadzanie rozpocznie się od przywrócenia monarchii.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (10)

Inne tematy w dziale Polityka