Pytanie to zadaje sobie najczęściej przymuszony przez dwa, powtarzające się zdarzenia. Pierwsze, to moment, kiedy moją żona przynosi ze szkoły klasówki i czyta mi co drugą, wybuchając śmiechem. Ja też się śmieję: bóg Żydów - Machomet, Aleksander Macodoński połączony z datą 1812 roku, za to Stanisław August Poniatowski urodził się przed nasza erą, bitwa pod Grunwaldem 1 IX 1939, hołd napisany w ten sposób: "chout", powód wzrostu miast to to, że ludzie się tam osiedlali (skądinąd logiczne;-)) itd itp. Każda bzdura, jaką można sobie wyobrazić, to tam już była, możecie mi wierzyć.
Drugi moment, to kiedy czytam sobie tematy rozpraw historycznych i archeologicznych: "Pierścienie typu „ orszymowice " - specyficzna (?) ozdoba południowej strefy Morza Bałtyckiego", albo "Państwa bałtyckie w myśli politycznej Władysława Studnickiego", "Rola rady królewskiej w elekcjach królów francuskich w końcu X wieku", "Piractwo Słowian nadbałtyckich z XII wieku". Czytam i sobie myślę: czy nas( historyków) ze szczętem pogięło? Kogo to obchodzi, jacyś Słowianie chociażby? Po co my to robimy? Dla kogo? Kto to czyta, oprócz nas? Czy przypadkiem nie jest tak, że wymyślamy sobie sztuczne tematy, abyśmy mieli co badać, za co kasować forsę, żeby był powód do utrzymywania posad, brania państwowych pieniędzy? Tym bardziej, że recepcja naszych prac jest nikła. Czy ludzie , którzy nie mają pojęcia kiedy to było "przed naszą erą" są w stanie w ogóle cokolwiek z tego zrozumieć? Oczywiście, że nie są.
Więc po co? Odpowiadam sobie na to tak:
Historia, czyli wiedza o przeszłości, jest naturalną potrzebą człowieka, powstała samorzutnie równiocześnie z cywilizacją. Oczywiście, miała różne postacie, od dziadka przy ognisku opowiadającego jakieś historie, po dzisiejsze instytuty, metody badawcze itd. Można jeszcze dodać, że historia ma zawsze aspekt zbiorowy. Tzn. może opowiadać o pojedyńczym bohaterze, ale jest on niejako własnością zbiorowości, jak powiedzmy Achilles, albo Adam Małysz.
Przepaść między badaniami historycznymi, a przeciętną wiedzą historyczną nie jest niczym niezwykłym, jest czymś normalnym i oczywistym. Jest tak dlatego, ponieważ odbiorcy historii różnią się usposobieniem, siłami umysłowymi, bądź kulturą. Można by ich podzielić z grubsza na trzy kręgi (przenikające się).
Krąg pierwszy: ludzie, dla których historia jest rodzajem wspólnotowej mitologii. Nie ma to nic wspólnego z wiedzą historyczną jako taką. Chodzi o zbiór mitów typu (jak spiewał niegdyś wieszcz Staszewski), że "wojnę wygrali Polacy" (nieważne jaką, poprostu wygrali). Jest spory zbiór takich twierdzeń, powszechnie przyjmowanych: Polacy żyją tu z dziada pradziada i to nasza ziemia, była wojna, Niemcy są źli, Żydzi to szuje, była komuna , "teraz panie jest, k..., demokracja". Ostatnie twierdzenie bynajmniej nie oznacza, że ktoś kto je rzuca oczekuje standardów demokratycznych, tylko najczęściej uzasadnia swoją roszczeniową postawę. Ta wiedza, uzupełniona opowieściami rodzinnymi, 80% społeczeństwa całkowicie wystarczy. Mówienie im o czymś jeszcze to strata czasu. I tak tego nie kupią.
Drugi krąg: ludzie, dla których historia jest rodzajem fabuły (jakieś 15%). Dla nich powstaje cały przemysł historii popularnej, beletrystyki, fabuł i komiksów opartych na historii. Dla tego rodzaju odbiorców historia nie ma znaczenia jako nauka, tylko właśnie jako opowieść, fabuła. Oczywiście ludzie ci nie akceptują wsyzstkiego: są ograniczeni przez historyczne przesądy wyniesione z kręgu mitologicznego. Czasem w kręgu tym trafiają się dobrze napisane fabuły, jak powiedzmy "Ogniem i mieczem", które mogą tworzyć na nowo mitologię i oddziaływać na krąg pierwszy.
Trzeci krąg: bliżej niesprecyzowana grupa ludzi (poniżej 1%), która zajmuje się ustalaniem historii w sposób naukowy. to właśnie przez nich i dla nich powstają najróżniejsze prace naukowe, o tytułach nic nie mówiących laikowi. Ich celem jest badanie przeszłości kiedując się zasadą Polibiusza: "sine ira et studio". Oczywiście, również ten krąg nakłada się na pozostałe. Część jest uczetników robi to z powodu fascynacji historią jako taką, część kierowana obsesją, część szukając uzasadnienia dla swojej działalności, bądź swojej grupy. Ostatnia grupa zasługuje na szczególną uwagę: są to ludzie, tworzący podwaliny pod nowe mitologie. Np. korzeni szuka ruch feministyczny, ruch konserwatywny, a bardzo wiele tomów napisano za komuny, aby zbudować mitologię polskiej lewicy, partii i ruchu robotniczego. Ten nurt oczywiście najłatwiej oddala się od zasady "bez gniewu i naciągania", ale jest też najbardziej przyswajalny dla kręgów niższych i najbardziej politycznie użyteczny.
Podsumowując: wszystkie te kregi są potrzebne, powstały najzupełniej naturalnie. Przenikają się, uzupełniają, budują się wzajemnie. Oczywiście trzeba zdać sobie sprawę, że nikt z kręgu historii mitycznej nie przeczyta żadnej pracy naukowej, jednak nie taki jest cel. Sensem pracy naukowej jest budowanie krągu najwyższego. Naukowcy nie bardzo mają wpływ na to, co przyjmie się w kregu najniższym, ale to już zadanie pośredników z kręgu "fabuły".
PS. Uważny czytelnik zauważył zapewne, że nie dość, że kręgi się przenikają, to ich szacowana suma nie wynosi 100%. Co więc z pozostałymi? Otóż jest grupa ludzi, którym historii jest do niczego niepotrzebna, to właśnie oni się tu mieszczą.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)