Tzn. ja na pewno będę bojkotował, bo trudno mi kupować sprzęt od firmy, która tak traktuje pracowników. Dziś w na pierwszej stronie Dziennika jest artykuł o pani Katarzynie Góraj. Pani ta została zwolniona z Helwett-Packard tego samego dnia, kiedy wróciła ze zwolnienia po poronieniu dziecka. Ponieważ moja żona jest w ciąży, a nasza znajoma miała podobny wypadek, jak pani Góraj - wiem jakie to nieszczęście i nie mogę pozostać obojętnym.
Natomiast nie mogę się zgodzić z komentarzem redakcyjnym. Mianowicie - winne jest polskie prawo, które zbyt mało chroni kobietę przed pracodawcą. Chodzi zapewne głównie o to: "Ciąża była zagrożona, pani Kasia musiała leżeć. Choć była w domu, nadal pracowała - tego wymagała od niej szefowa".
Firma to nie jest instytucja charytatywna, tylko zarabiają tam pieniądze. Będą naciskać, żeby pracować i pracować, bo takie jest ich zadanie. Jeżeli ciąża była zagrożona, to pracowanie i stres jest niewskazany. Pani Kasia, powinna się zwolnić, jeżeli w firmie wymagano od niej rzeczy, których wypełnić nie mogła ze względu na stan zdrowia. A jednak pracowała. Dlaczego? Strach przed utratą pracy? Pewnie tak, ale - potem znalazła drugą, zresztą teraz wykształcony człowiek pracy nie szuka, to jego szukają. A więc strach nieuzasadniony.
Drugi powód to najwyraźniej uleganie ideologii, rozpowszechnianej między innymi przez "Dziennik" - że kobieta powinna łączyć obowiązki matki i pracownika. Niestety, nie zawsze jest to możliwe, a nawet - przeważnie jest to niemożliwe. Jest to kalectwo obecnego systemu społecznego, że kobiety są do tego nakłaniane i zmuszane. Ale rozumiem - taki mamy "trynd". Jednak dobrze było by, aby "Dziennik" pisał o tym: jeżeli ciąża jest zagrożona, to olej, kobieto, robotę, zajmij się tym, co naprawdę ważne: zdrowiem twoim i dziecka. To jest ważniejsze niż praca i pieniądze.
Ps. Pracowałem nad żoną od początku ciąży, żeby poszła na zwolnienie. Chciała pracować do samego końca, martwiła się o to, że tego nie zrobiła, tamtego... Paranoja!



Komentarze
Pokaż komentarze (8)