Obejrzałem ostatnio oba te filmy. Trudno je oczywiście oceniać z punktu widzenia historyczności, albo nie historyczności. Nie wiem jak "Cesarzowa" - brak mi kompetencji, natomiast obraz "300" jest całkowicie bajeczny. Jednak oba te filmy stanowią wyraz dzisiejszej ideologii krajów, czy środowisk, z których pochodzą.
W "Cesarzowej" każdy ma swoją rolę, którą gorliwie wykonuje. Wszystko jest wielki spektaklem. Jakiekolwiek uleganie emocjom, albo uczuciom prowokuje katastrofę. Wszyscy, którzy ulegli uczuciom ponieśli klęskę, nawet Cesarz. Jednak to on okazał się ostatecznie zwycięzcą. I takie chyba jest przesłanie filmu - władza centralna, nawet niemoralna, zawsze ma rację, bo gwarantuje ład.
Z kolei "300" - król Sparty jest raczej rodzajem prezydenta, zależnego od eforów. Rada starszych, reprezentująca wartości religijne, została przedstawiona szczególnie odrażająco. Król wyrusza na wojnę wbrew prawu. Pieniądze i bogactwo jest narzędziem zniewolenia przez Kserksesa. Sam król Persji jest przedstawiony jak ogolony na łyso Merlin Menson. W otoczeniu wyuzdanego dworu ma symbolizować ostateczne zatracenie w bogactwie i rozpuście.
Spartanie co jakiś czas powtarzają, że walczą dla chwały, za wolność wszystkich Greków itd. Brakuje tylko sloganu "wolność, równość, braterstwo", albo jeszcze lepiej "za naszą wolność i waszą". Reprezentują surowe prawa i obyczaje. Ciekawie wypada tu postać żony Leonidasa. Jest z jednej strony wierną żoną, dla męża nawet oddaje się pewnemu pieprzonemu TW. Na koniec wsadza mu sztylet pod żebra i dobrze mu tak, męskiej szowinistycznej świni. Mimo tego rysu feministycznego, żona Leonidasa reprezentuje wartości rodzinne. Pokazanie religii jako oszustwa i aktywna rola kobiety wskazują, że reżyserom bliżej chyba do demokratów, niż republikanów.
Podsumowując: dwa najsilniejsze chyba kraje świata mają dwie jakże odmienne filozofie. Z jednej strony kult podporządkowania się i hierarchii, z drugiej wolność i działanie nawet wbrew prawu, ale z przekonaniem o moralnej słuszności. I jeszcze: wolność ważniejsza jest niż bogactwo i święty spokój.
W filmie "300" zabrakło mi najmocniej pokazania w akcji falangi. Walkę hoplitów z gwardią "Nieśmiertelnych" sfilmowano jak serię pojedynków. Szkoda, szkoda... W "Aleksandrze" zrobiono to ciekawiej. W ten sposób ideologia równościowa Greków nie miała w filmie swej najpełniejszej demonstracji: równego szeregu wojowników, walczących ramię w ramie, nie okazujących ani szału bitewnego, ani strachu, stojących równo, w razie potrzeby wymieniających się miejscami (było przecież kilka szeregów, wojownicy mogli działać w swego rodzaju sztafecie, na miejsce zmęczonego, lub rannego, wchodził kolejny).
Nie było też mowy o bardzo ważnym pojęciu w archaicznej Grecji, mianowicie o "hybris". Oznaczało to pychę objawiającą się w chęci dorównania, lub przeciwstawienia się bogom lub przeznaczeniu. Aż prosiło się to w kontekście Kserksesa, uzurpującego sobie boskie prawa.



Komentarze
Pokaż komentarze (5)