Dziś, mimo obowiązków młodego rodzica i gospodarza domu, udało mi się wygospodarować trochę czasu, aby wziąć udział w akcie demokracji na najniższym szczeblu, a mianowicie w wyborach do rady osiedlowej.
Ciało to ma oczywiście niewielkie kompetencje, głównie doradcze, ale radni odgrażali sie w czasie wyborów, że rady będą dysponować jakimś tam budżetem. Miejsce rad osiedlowych w koncepcjach politycznych samorządowych polityków pewnie mają jakieś miejsce, ale nie to było najciekawsze. Zebranie to, trochę o charakterze szlacheckiego sejmiku, pozwoliło mi obejrzeć ludzi, którzy rzeczywiście chcą brać udział w życiu publicznym. To pewnie ci ludzie, którzy głosują we wszelkich wyborach i najdurniejszemu referendum zapewniają frekwencję 5%, skoro chciało im się pójść na tak mało znaczącą imprezę. Na dodatek zgłosiłem się do komisji wyborczej, więc nazwiska wszystkich przejrzałem i niejako obejrzałem sobie każdego z osobna wydając karty do głosowania.
Obserwacje następujące:
1. Na około 1500 mieszkańców przyszło nas 57. Czyli aktywny politycznie jest u nas prawdopodobnie co 30 mieszkaniec, czyli niespełna 4% mieszkańców.
2. Średnia wieku koło 47 lat. Osób poniżej 20 roku życia była chyba jedna. Osób poniżej 30: 5. Osób poniżej 40: chyba mniej niż 10. Reszta w wieku trudnym do określenia, ale powyżej 40 i często ponad 50.
3. Na te 1500 osób przyszli ci, których w większości znałem z widzenia, a znaczną część osobiście. Tych co znałem bliżej łączyło jedno: byli moimi klientami, kiedy prowadziłem na osiedlu trzepakową sieć komputerową. Z 1500 osób przychodzi niespełna 60, i w dodatku jakieś 15 to moi dawni klienci! I jeszcze na dodatek, 3 z obecnych tam radnych miejskich i powiatowych również korzystało z moich usług. Jak widać internetem interesowali się najwcześniej ludzie aktywni, którzy interesowali się sprawami publicznymi. Oczywiście moi dawni klienci znaleźli się również w radzie osiedlowej;-)
4. Ta obserwacja jest dosyć oczywista, chociaż wymaga weryfikacji: przyszli ci ludzie, którzy w święta narodowe wywieszają flagi. Jeszcze to sprawdzę, ale takie odniosłem wrażenie.
5. Poglądy polityczne towarzystwa: to trudno określić, ale zakładam, że takie, jak pokazały ostatnie wybory samorządowe. Wybrani zostali radni Porozumienia Samorządowego Prawicy (czy jak się to tam nazywało) i PiS, a do powiatu SKW (Samorządowy Komitet Wyborczy, lokalne ugrupowanie obecnego Burmistrza). Są to wszystko siły raczej prawicowe, niż lewicowe.
Wnioski można z tego wysnuć różne, ale ja widzę jeden najważniejszy: młodzi ludzie polityką na najbliższym im szczeblu nie interesują się prawie wcale. Prawie każde ugrupowanie samorządowe to było "emeryten party", no i wyborcy, pokazało się, to samo. Z wniosku wypływa zadanie dla nas, tych bardziej aktywnych: wciągać kolegów i koleżanki w to, by pójść, zobaczyć, zagłosować, opieprzyć burmistrza i radnych, że tego czy tamtego nie zrobili, poczuć się obywatelami. Przecież pójść na godzinę na wybory rady osiedlowej, to naprawdę nic nie kosztuje.



Komentarze
Pokaż komentarze (7)