Grim Sfirkow Grim Sfirkow
825
BLOG

Chłop w PRL (na podstawie własnych informacji)

Grim Sfirkow Grim Sfirkow Polityka Obserwuj notkę 11

W dyskusji z nieocenionym Quasim, na zdawać by się mogło oczywistte stwierdzenie ( katolickie społeczeństwo właśnie w najbardziej konserwatywnych religijnie i „zacofanych” regionach przechowało własność prywatną – na wsi. ), zostałem poczęstowany następującą ripostą :

"Chyba sobie żartujesz. Jaka to zasługa chłopstwa i ich "tradycyjnej moralności", ze nie doszło w Polsce do pełnej kolektywizacji rolnictwa??? Zachowanie własności prywatnej na wsi to zasługa władzy ludowej, nie ludu".

Dalej zaś: "Zresztą, z chlopow to tacy kapitalisci jak z koziej dupy traba. Za komuny nie produkowali na rynek i plywali w przywilejach (oraz zerowali na innych przypadlosciach gospodarki planowej - np. brali kredyty, ktore za sprawa niestabilnosci owczesnego pieniadza nastepnie splacali kogutem...), a dzisiaj (pseudo)rolnicy stanowia najwieksza socjalna pijawke i ostoja populizmu w tym kraju (doplaty do paliwa, KRUS, zwolnienie z podatku dochodowego, interwencyjne skupy, zapomogi, latwosc wyludzania rent, doplaty unijne oraz politykow przescigajacych sie w lizusostwie i trzesacych portkami przed chlopskimi protestami)..."

W powyższych stwierdzeniach mamy prawdziwe pomieszanie informacji prawdziwych ze stereotypami. Na początek druga część wypowiedzi: jak sobie radzi dzisiejsza wieś w warunkach kapitalizmu? Otóż dziś indywidualne rolnictwo do 15 Ha rzeczywiście nie ma sensu. Następuje więc proces wzrostu gospodarstw, przez wykup i dzierżawę, i te duże gospodarstwa radzą sobie znakomicie. Oczywiście - rolnicy biorą dopłaty, ale jestem głęboko przekonany, że poradzili by sobie śpiewająco bez nich. Polskie produkty rolne podbijają rynek Europy. Stwierdzenie, że rolnicy to "kapitaliści jak z kozie d.. trąba" jest niesprawiedliwe. A że rząd pod wpływem silnego rolniczego lobby tworzy im warunki cieplarniane, to sprawa druga. Pseudorolnicy stanowią socjalną pijawkę - to oczywiście się zgadzam.Jednak największa socjalna pijawka to miejsca, gdzie osadzono ludzi własności pozbawionych - PGR-y. Nie wolno też zapominać, że 90% polskiego społeczeństwa to z pochodzenia chłopi. Z kapitalizmem sobie radzimy świetnie, więc chyba chłopska mentalność, czy "katolickie zacofanie" nie są tu bynajmniej przeszkodą.

Moim zdaniem nie przystają do rzeczywistości informacje o sytuacji rolników w komunizmie. Czy rolnicy pływali w przywilejach i nie produkowali na rynek? Przywileje dla indywidualnych rolników nie są mi znane. Natomiast co do produkcji na rynek, to coś wiem. Rolnicy produkowali na czarny rynek. Skąd takie informacje? Otóż mój dziadek był milicjantem. Kariery nie zrobił, bo był podejrzanym elementem: nie dość że przedwojenny podoficer, to jeszcze wojnę spędził w Niemczech. Na dodatek do niewoli wzięli do Rosjanie. I jak tu wyjaśnić, że już na Boże Narodzenie 1939 był w Bawarii, skoro o pakcie Ribentrop-Mołotow nie mówiono, a o tajnym protokole, dotyczącym wymiany jeńców pochodzących ze stref okupacyjnych zaprzyjaźnionych stron, nie było w ogóle mowy? Ciekawe co Dziadek pisał w życiorysie. Tak czy inaczej Dziadek skończył jako starszy sierżant na kieleckim zadupiu.

Jakiś czas temu znalazłem na strychu jego dziennik służbowy. Pytanie za 100 punktów: czym zajmował się milicjant na polskiej prowincji w latach 50 i 60? Ściganiem podziemia? Walką z opozycją? Gonieniem za bandytami? Otóż nie: to co najczęściej przewijało się w notatkach mojego dziadka (uch, ależ błędy robił) było ściganie ludzi przewożących nielegalnie mięso do miasta.

Stosunek mojego dziadka do władzy w ogóle był skomplikowany: kompletnie nie rozumiał dlaczego władza najpierw dała mu w reformie rolnej 1.5 Ha, potem kazała zakładać "dobrowolnie" spółdzielnie, następnie zabroniła sprzedawać mięso na rynku, skoro zysk był większy niż w skupie? Dziadek tego nie rozumiał i działał typowo " po polsku". Tzn. kiedy tylko mógł, patrzył na handel mięsem przez palce. Mało powiedziane, potrafił przyjść na targ i powiedzieć: "Chłopy, kontrol będzie!". Ba, raz nawet zatrzymał, razem ze starszym stopniem kolegą, sąsiada. Gdyby nie ten starszy stopniem kolega, to problemu w ogóle by nie było. A tak co zrobić? Było to na stacji kolejowej w Sędziszowie. Przełożony poszedł przywołać samochód. Dziadek wtedy powiedział sąsiadowi: "Józek, jak będzie jechał pociąg wskakuj! Powiem, że uciekłeś". I tak zrobili. Dziadek miał z tego powodu niemałe kłopoty, było jakieś dochodzenie. Jednak wyszedł obronną ręką, pewnie głównie dlatego, że nie było świadków. Dziadek zaskarbił sobie tym spore poważanie i wdzięczność, i na jego pogrzeb, sam widziałem, przyszła cała okolica.

Twierdzenie - rolnicy nie produkowali na rynek - jest fałszywe. Produkowali, na ile mogli. Jak nie mogli, to też produkowali. Natomiast co do stwierdzenia, że zachowanie własności na wsi zawdzięczamy władzy ludowej - coś w tym jest. Rzeczywiście, władza ludowa mogła postąpić jak na Ukrainie i skazać miliony ludzi na śmierć głodową, bardzo jej jesteśmy wdzięczni, że tego nie zrobiła. W sumie, to cały naród mogła wywieść na Syberię. I tu znów anegdota z bogatego życiorysu mojego dziadka. Przełożony na komendzie zapytał go, co tam w domu. Dziadek niefrasobliwie odparł "Dzięki Bogu, dobrze". Za to "dzięki Bogu" spędził trzy dni w areszcie, żeby dobrze mu się ułożyło w głowie, że nie dzięki Bogu, bo Boga nie ma, tylko dzięki Stalinowi, Partii i Bierutowi. Jak widać władza rzeczywiście wierzyła, że rządzi życiem, szczęściem i pomyślnością obywateli.

Dodać można, że zachowanie własności na wsi wynikało z pragmatyzmu PZPR. Akcja propagandowa za tworzeniem uspołecznionego rolnictwa trafiła w próżnię. Wynikało to z głębokiego przywiązania chłopów do własności ziemi, którą przecież uzyskali zaledwie parę pokoleń wcześniej. Na dodatek chłopi byli bardzo skutecznie impregnowani na sam komunizm. Działał tu skutecznie stereotyp "komunista-bezbożnik". Na tradycyjnie nastawionej wsi ideologia komunistyczna nie miała szans. Gomułka, żeby zdobyć poparcie na wsi, rozwiązał nieszczęsne spółdzielnie i to był jego strzał w dziesiątkę.

Jakie było znaczenie zachowania własności ziemi? Otóż: kolosalne. Szczególnie w porównaniu do krajów dawnego ZSRR. Jak to jest, że kraj o takim potencjale rolnym jak Rosja, importuje płody rolne? Jak to jest, że na targ w Wołominie potrafił przyjechać facet wywrotką, wypełnić ją cebulą i wywieść na Ukrainę (przebicie 0,5 PLN na kilogramie)? Odpowiedzią jest oczywiście brak własności ziemi. Moi znajomi z Ukrainy, spod Halicza, dostali przy rozwiązywaniu PRG ziemię. Tzn. dostali o tyle, że mogli ją wykupić. Dopóki nie wykupili - ziemię nadal dzierżył i uprawiał PRG. Im zaś, za używanie ich ziemi, płacono częściowo w płodach rolnych, a częściowo... w wódce! Tak oto tradycja obowiązku propinacji odżyła u naszych wschodnich sąsiadów. Jeżeli porównamy to z Polską, gdzie już w latach 70 trudna do oszacowania cześć rynku warzyw została przejęta przez "badylarzy", czyli prywatnych przedsiębiorców rolnych, to w pełni ukarze nam się znaczenie zachowania prywatnej własności ziemi.

Co do kwestii moralnych i do mentalności, jaka za własnością postępowała: odsyłam do znakomitego felietonu ks. Tischnera, ze zbiorku "Nieszczęsny dar wolności" właśnie o tym.

Popieram prawo własności, JOW, niskie podatki, przejrzyste prawo, karanie przestępców. Jestem przeciw uchwalaniu prawa, którego nikt nie będzie przestrzegał (poza frajerami). Nie mam nic przeciw skandynawskiemu modelowi państwa, o ile jego wprowadzanie rozpocznie się od przywrócenia monarchii.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (11)

Inne tematy w dziale Polityka