W roku 1347 Kazimierz Wielki ogłosił w Wiślicy statuty, utrwalające i porządkujące ówcześnie ukształtowaną, stanową strukturę społeczną. Społeczeństwo dzieliło się na grupy, z których każda miała swoje własne przywileje i obowiązki wobec państwa i innych grup. Byli to (z grubsza biorąc) chłopi - wtedy przeważnie osobiście wolni w wyniku kolonizacji, mieszczanie - mieszkańcy założonych w ciągu minionych 200 lat miast i miasteczek na prawie niemieckim (a nieraz i Niemcy), Żydzi - handlarze i finansiści, duchowieństwo - podlegające prawu kanonicznemu, wyłączone spod świeckiej jurysdykcji, rycerze, tj. posiadacze ziemscy, zobowiązani do płacenia podatków i uczestnictwa osobistego w wyprawach wojennych, i możni - grupa chyba nieoficjalna, ale jej istnienie było oczywiste: najwięksi posiadacze ziemscy, najbogatsi mieszczanie, najważniejsi biskupi. Była to dokładnie "grupa trzymająca władzę". Grupy te oczywiście są wewnętrznie podzielone na mniejsze, ale nie komplikujmy. (Jeśli coś poplątałem - to przepraszam, ale jestem raczej specjalistą od wczesnego średniowiecza).
Przyszło mi do głowy, że system polityczny we współczesnej Polsce nie jest od tego modelu odległy. Oczywiście nie mamy dosłownych analogii, jednak spójrzmy na to pod tym kątem: warstwy, które mają prawa i obowiązki.
Największa grupa, czyli "lud właściwy", musi płacić podatki, ubezpieczenia społeczne, wpuszczać policję do domu, płacić mandaty i łapówki i generalnie podlega pod wszystkie rygory państwa. To ludzie o niższych dochodach.
Ludzie o większych wchodzą do grupy "mieszczan". Czyli właściciele firm, wolne zawody. Ci teoretycznie podlegają pod to samo prawo, ale... dostęp do niektórych zawodów jest zastrzeżony - jak w systemie cechowym. Opodatkowanie niektórych grup (np. twórcy) jest inne niż reszty. Niektóre mają całe swoje "Wielkie karty swobód", np. karta nauczyciela. Proszę zauważyć, że mechanizm walki o przywileje jest iście średniowieczny. Przywileje stanu rycerskiego były wywalczone przez swego rodzaju akcje strajkowe: rycerze odmawiali walki, dopóki król nie podpisze im tego czy tamtego.
Dalej: urzędnicy państwowi. Mój kolega urzędnik (urząd skarbowy) wielokrotnie opowiadał mi, jak to on ma dobrze z Policją. Tzn. jak przekroczy prędkość, albo zrobi inne wykroczenie, to kiedy okaże się gdzie pracuje, policjanci puszczają go od razu i to bez punktu. I on też, kiedy ma do czynienia z płatnikiem państwowym (lekarz, policjant) traktuje ich inaczej. Taki nieformalny przywilej.
Słowem - można wyróżnić grupę, zamieszkującą głównie miasta, która podlega już nieco innym regułom.
Osobna grupa to posiadacze ziemscy, czyli tzw. chłopi. Przynależność do niej daje następujące przywileje: inny rodzaj opodatkowania, fikcyjna składka na ubezpieczenia społeczne, dopłaty z państwowej kasy. Wejście do tej grupy nie jest proste. Kupić ziemię orną nie może każdy z brzegu frajer, a żeby "płacić" na KRUS również trzeba spełnić określone warunki.
Stan duchowny - teoretycznie podlega temu samemu prawu, ale znów: ma swoje własne prawa wynikające z praw kościelnych i konkordatu. I duchowni nie idą do woja - jak przedstawiciele "ludu".
Wreszcie jest jeszcze grupa możnych: parlamentarzyści, właściciele największych firm, członkowie zarządów spółek skarbu państwa, najważniejsi urzędnicy. Wejście do tej grupy daje takie przywileje, że normalnemu człowiekowi nie przechodzi nawet przez głowę. Samochody służbowe, sekretarki (he, he), osobna służba zdrowia, niemała gotówka do ręki i do tego wszelkie nieformalne możliwości, jakie wypływają z pełnionej funkcji. Jak zostać możnym? Jest kilka dróg. Najtrudniejsza i dostępna dla naprawdę nielicznych: założyć firmę, zarobić kosmiczne pieniądze. Oczywiście takich możnych jest bardzo niewielu.
O wiele prostszą drogą jest podczepienie się pod odpowiednią formację towarzysko - polityczną. W ten sposób można dla swojej firmy załatwić państwowe zamówienia i koncesje, współczesny odpowiednik "królewszczyzny". Można też wybłagać u "monarchy" przywilej, dzięki któremu konkurencyjny możny pójdzie z torbami. Kolejna droga, już trudniejsza, to samemu zostać politykiem, najlepiej w ten sposób, żeby stać się wiernym pretorianinem Wodza. Potem, po wygranych wyborach, Wódz z iście średniowieczną szczodrością, będzie nagradzał wiernych wasali: "Ty, dzielny Ziobro, będziesz w moim imieniu pełnił sądy. Ty, dzielny Kamiński, mężnie walczyłeś, będziesz dowodził moją drużyną przyboczną. A ty, mój miły X, obejmiesz spółkę skarbu państwa Y, dbaj o nasze interesy i o naszych wasali, a pouczaj ich, z czyjej łaski żyją".
Do grupy możnych zaliczyłby też kierowników największych mediów, tak państwowych, jak i prywatnych.
Teoretycznie wszyscy są równi wobec prawa. W praktyce równość ta oznacza, że nie ma przeszkód prawnych, abyś ty, czy ja został rolnikiem, urzędnikiem, albo "możnym" i korzystał z praw i przywilejów tejże grupy. Teoretycznie to możliwe i było możliwe również za króla Kazimierza. Jadnak do tej pory obowiązują cię prawa i obowiązki twojego stanu.
Być może jest tak, że po czasie burzy, naporu i mętliku, wywołanym przez postęp techniczny, i po związanej z tym zamieszaniem demokratyzacji, następuje feudalizacja? W czasach Kazimierza Wielkiego, stany nie był ściśle rozdzielone. Aby stać się mieszczaninem należało osiedlić się w mieście. Wcześniej, w czasie nasilonej kolonizacji, było to jeszcze prostsze. Awans był możliwy, możliwa była też degradacja. Dopiero w ciągu kolejnych stuleci, w wyniku ewolucji, nastąpiło kostnienie struktury społecznej. Czy przypadkiem i teraz nie zachodzi podobny proces?
Mały update: jest jeszcze jedna rzecz, bardzo upodabniająca nasze społeczeństwo do społeczeństwa feudalnego. Otóz w średniowieczu kumoterstwo i nepotyzm były regułą życia społecznego. Referencje był potrzebne na każdym kroku, a załatwienie czegokolwiek było uwarunkowane odpowiednimi "dojściami".
Jest taki pyszny fragment bodaj w Kronice Wielkopolskiej o tym, jak jeden z możnych stracił gród swojego księcia, ponieważ oddał go pod zarząd swojego zięcia, niedojdy. Skąd my to znamy?



Komentarze
Pokaż komentarze (26)