Polskę przebiegła wstrząsająca wiadomość o tym, że blokujące ulicę pielęgniarki zostały zepchnięte na chodnik. W opinii wielu był to akt straszliwego prześladowania, uprawniającego do nazwania policji "ZOMO" i "faszyści".
Wg "Dziennika" zareagował związek zawodowy "Solidarność". Janusz Śniadek ogłosił: "Rozpoczynamy przygotowania do ogólnopolskiej akcji protestacyjnej". "Działania rządu stoją w sprzeczności z ideą solidarnego państwa" - tłumaczy.
Do protestujących pielęgniarek dołączyli działacze "Solidarności 80". Tak się składa, że wiem coś o tym związku. Mój Wujek, dyrektor ratownictwa na jednej ze śląskich kopalni twierdzi, że z 11 związków działających u nich, ten jest najzabawniejszy. Jego zdaniem działacze ci są czymś w rodzaju dyżurnych protestujących. Opowiedział mi też anegdotę o jednym z nich, który kilka lat temu wyleciał z okna w czasie libacji alkoholowej, co w prasie związkowej zostało przedstawione jako zamach na niego.
Cóż takiego poruszyło związki zawodowe i te większe, i te mniejsze? Otóż policja przerwała nielegalny protest. Uderza to w podstawową formę działania związków - okupacje, blokady i "zajazdy" na Warszawę. Polska solidarna polega w ich pojęciu na niczym innym, jak na tym, że jeśli ktoś strajkuje wystarczająco intensywnie, to rząd ma psi obowiązek na protest pozwolić i na dodatek spełnić postulaty. Natomiast psi obowiązek człowieka cierpiącego z powodu form protestu, to okazać "solidarność", czyli położyć uszy po sobie. Rząd PiS nie podporządkował się tej zasadzie i zaczyna zbierać cięgi.
Każdy tego rodzaju protest przedstawia się jako polityczny, jako walkę o godność, przystraja flagami narodowymi. Trudno się tu oprzeć spojrzeniu z dłuższej historycznej perspektywy. Czy nie czymś podobnym były szlacheckie rokosze, powstające pod hasłami obrony przyrodzonych szlachcie praw? Z takiego pojęcia wolności powstała praktyka "liberum veto". Dziewiętnastowieczni historycy szkoły krakowskiej dodali pojęcie "liberum conspiro" - czyli wolności tajnych sprzysiężeń i powstań, które wyprowadzali oni z dawnej, szlacheckiej praktyki antypaństwowej. Dziś wypada dodać do tego "wolne strajkowanie" - prawo do protestowania, do przedstawiania swoich żądań o pieniądze jako walki o złotą wolność i do czynienia tego z pogwałceniem praw innych obywateli. Ta wolność, w pojęciu watażków związkowych, jest istotą Polski solidarnej.
Rząd PiS stoi teraz na rozdrożu. Albo ulegnie praktyce "wolnego strajkowania" (jak to będzie po łacinie? może "liberum straico"? ;-)) i wtedy pozostawi Polskę jako państwo podległe przemocy związków zawodowych i związanych z nimi mafii, albo wreszcie rozpędzi towarzycho przy pomocy policji i wtedy wprowadzą Polskę na drogę ku państwu prawa. Jeżeli pójdą drugą drogą, to mogą liczyć na mój głos.



Komentarze
Pokaż komentarze (16)