Grim Sfirkow Grim Sfirkow
207
BLOG

PiS i konserwatywny liberalizm

Grim Sfirkow Grim Sfirkow Polityka Obserwuj notkę 20

Ostatnie wypowiedzi liderów PiS, co do podwyższenia podatków, niedopuiszczalności prywatyzacji służby zdrowia i wiele innych są przez jednych uważane za dowód na kryptokomunizm PiS, przez drugich za zagrania taktyczne, podczas gdy w rzeczywistości PiS jest wolnorynkowy, ale blokują go "przystawki". Jaka jest prawda? Co naprawdę myślą liderzy PiS?

Swego czasu zebrałem trochę materiału na temat poglądów ekonomicznych liderów PiS , a także ich stosunku do innych postulatów konserwatywno - liberalnych. Dotyczy on również lat sprzed wybranych wyborów (2004), a więc wypowiedzi te nie są obciążone bieżącą walką polityczną. Można więc domniemywać, że dają wgląd w rzeczywiste poglądy PiS.

24 września 2004 roku odbyła się w Warszawie konwencja ekonomiczna Prawa i Sprawiedliwości. Z tejże konferencji pochodzą tezy programowe, zawarte na stronach internetowych PiS. Z diagnozami zawartymi w nich trudno się nie zgodzić. I tak Jerzy Żyżyński w dokumencie „Polityka gospodarcza, ocena rzeczywistości – bez mitów” napisał: ”Zła sytuacja Polski na tle innych krajów. Powody: błędne rozumienie podstawowych problemów z prywatyzacją, brak legislacyjnej i urzędniczej dbałości o rozwój polskiej przedsiębiorczości, a w szczególności innowacji, zły stan finansów publicznych i polityki fiskalnej”. Kazimierz Marcinkiewicz („Tanie państwo, ograniczenie wydatków na administrację państwową, rządową i samorządową”) napisał:Administracja w Polsce jest ogromnie rozbudowana, niesprawna i skorumpowana. Zupełnie nie odpowiada na wyzwania współczesnego społeczeństwa. Bez radykalnych zmian w administracji trudno budować i realizować program budowy i naprawy państwa”.

Jednak środki zaradcze, jakie proponują obaj niekiedy odstają od propozycji liberalnych. I tak Żyżyński proponuje: „Sposoby zaradzenia: potrzebne jest silne państwo i racjonalna polityka finansowa. Odbudowany kapitalizm potrzebuje silnego państwa umacnianego logicznym i spójnym prawem, skuteczną jego egzekucją oraz mocnym panowaniem nad instrumentami rządzenia”. Również z ta tezą nie sposób się nie zgodzić. Jednak dalej czytamy: „Silne państwo nie może istnieć bez zdrowych finansów publicznych i zasobnej kasy państwa. Planując cięcia wydatków budżetowych pamiętać należy, że wydatki publiczne są transferami tworzącymi dochody. Zbyt raptowne ich obniżenie odbije się na popycie konsumpcyjnym uderzając w koniunkturę i obniżając skłonność przedsiębiorstw do inwestowania”. Innymi słowy, Żyżyński odradza raptowne cięcia wydatków, gdyż, zgodnie z modelem Keynsa, wydatki państwa wpływają na koniunkturę. Ich ograniczenie jest więc dla ekonomii państwa niekorzystne. Dalej czytamy: „Zdrowe finanse publiczne to takie finanse, które zapewniają sprawne funkcjonowanie dziedzin, za które państwo jest odpowiedzialne, czyli obszarów dóbr publicznych”.

Żyżyński dał przykłady służby zdrowia, edukacji i autostrad, w których zaniechania wydatków mogą pociągnąć w przyszłości znacznie większe koszty. Zalecił więc aktywną politykę gospodarczą państwa, rozumianą jako kierowanie strumienia pieniędzy na obszary strategicznie istotne. Jest to rozwiązanie sprzeczne z ideologią liberalną, która zakłada, że najlepsze dla każdej branży jest poddanie jej mechanizmom wolnego rynku.

Z kolei obecny premier, Kazimierz Marcinkiewicz, w taki sposób chce poradzić sobie z plagą biurokracji: „Oszczędności i tanie państwo. W tym celu: ograniczenie zatrudnienia w administracji o 20%, , wprowadzenie systemu informatycznego pozwalającego na sprawną kontrolę wydatków, uproszczenie systemu podatkowego i wprowadzenie bardziej efektywnego systemu ściągania podatków. Dlatego zostanie powołany główny urząd skarbowy, podległy ministrowi finansów. Urząd ten przeprowadzi reformę aparatu skarbowego i będzie nadzorował pracę administracji handlowej”.Marcinkiewicz chciał dławić biurokrację, przez jej rozbudowę – powołanie nowego urzędu do zwalczania biurokracji. Trudno o coś bardziej przeciwnego liberalizmowi.

Jeśli chodzi o prawo pracy, to PiS wydaje się proponować rozwiązanie liberalne. Oto wypowiedź Mirosława Stycznia („Praca i sprawiedliwość, nowe miejsca pracy priorytetem polityki gospodarczej PiS.”): „Nowe miejsca pracy: Naszą propozycję zwiększenia zatrudnienia opieramy przede wszystkim na radykalnym zmniejszeniu kosztów pracy dla nowozatrudnionych bez zwiększenia wydatków budżetu państwa. Odpowiednia ustawa jest gotowa i tylko od woli wyborców zależy dzień, w którym nowe przepisy pozwolą zatrudniać rzesze bezrobotnych bez mnożenia zbędnych kosztów dla pracodawców”. Zmniejszenie kosztów pracy, proponowane przez PiS miało by polegać na rezygnacji z 1000 złotych w formie potrącenia od podatku CIT przez dwa lata (dr Cezary Niech z zespołem, „Finanse publiczne, Rozwój przez zatrudnienie”, lipiec, Warszawa 2005, s. 19). Jest to niewątpliwie rozwiązanie połowiczne: obniża koszty pracy tylko grupie pracowników i tylko przez dwa lata. Komplikuje również system podatkowy, zamiast go upraszczać.

W kampanii wyborczej PiS obiecywał obniżenie podatków do dwóch stawek 18% i 32% („Finanse publiczne, Rozwój przez zatrudnienie”, s.20). Jest to ruch w kierunku liberalnym, ale nie jest to wstęp do wprowadzenia podatku liniowego. W tym samym dokumencie czytamy: „Zdaniem Prawa i Sprawiedliwości wprowadzenie proponowanego przez rząd [Belki – przyp MJ] podatku liniowego było by w chwili obecnej decyzją błędną, gdyż rozwiązanie to przerzuca ciężar zmian fiskalnych na najuboższą część społeczeństwa potęgując napięcia społeczne” (tamże). W reklamówkach wyborczych zilustrowano to znikającym jedzeniem z lodówki i znikającymi zabawkami dziecka.

Twierdzenie to jest w programie wyborczym uzasadniane przez porównanie z innymi krajami Europy – Irlandią i Anglią, gdzie nierówności są największe w Europie, ale mniejsze niż w Polsce. Z tego wynikać miało by, że rząd powinien zmniejszać nierówności w dochodach. Jest to oczywiście sprzeczne z doktryną liberalną, która nie sprzeciwia się nierównością, a podatek liniowy traktuje jako narzędzie, umożliwiające wzrost dochodów wszystkich grup ludności. Przykłady krajów są dobrane tylko pod względem jednego wskaźnika – rozwarstwienia dochodów. Pominięte zostały przykłady skutków wprowadzenia podatku liniowego dla rozwoju gospodarczego i rozwarstwienia społeczeństwa na Słowacji, w Estonii i na Litwie. Było by to bardziej miarodajne porównanie, niż wobec krajów rozwiniętych.

Według Prawa i Sprawiedliwości wprowadzenie podatku liniowego, nawet, gdyby pozwoliło uzyskać większe wpływy do budżetu było by społecznie i politycznie szkodliwe. Obecny prezydent, Lech Kaczyński tak wypowiedział się o pomyśle podatku liniowego (w rozmowie z Kamilem Durczokiem, 25.08.2005): ”Ja mogę powiedzieć w ten sposób - skutki dla budżetu to jest jedna sprawa, skutki dla społeczeństwa to jest sprawa druga i tutaj te skutki będą na tyle niedobre, że poza elementarną zasadą sprawiedliwości to także one są niebezpieczne politycznie. Bo to jest utorowanie drogi do władzy tym , którzy są rzeczywistymi populistami w naszym kraju. Nie będę tutaj wymieniał nazw partii, ale wiadomo komu, ale to byłoby jednak dla naszego kraju w moim przekonaniu nieszczęście. Inaczej mówiąc, jeżeli spojrzymy na to od strony elementarnego , ludzkiego poczucia sprawiedliwości, to tak być nie powinno. Nie powinno być tego podatku 3 x 15. I jeżeli spojrzymy na to z drugiej strony, a mianowicie od strony równowagi społecznej - to jest wielka wartość, która w ciągu ostatnich 16 lat w Polsce w zasadzie zachwiana nie była”. Widać więc, że podatek liniowy dlatego budzi sprzeciw PiS, że wydaje im się całkiem zwyczajnie niesprawiedliwy. Do tego dochodzą skutki polityczne – wprowadzenie podatku liniowego przez PiS wywołało by zapewne odpływ elektoratu „janosikowego” i wywołało wzmocnienie konkurencji prawicowej (LPR) i lewicowej (Samoobrona, PSL, SLD).

Ponadto PiS zamierza wprowadzić ulgę prorodzinną, uzależniającą wysokość podatku od liczby dzieci w rodzinie(tamże). Nie ujmując niczego dobrym chęciom polityków Prawa i Sprawiedliwości, to jednak proponowana ulga utrudni postulowane przez PiS uproszczenie systemu podatkowego i co za tym idzie ograniczenie biurokracji.

Chyba najbardziej lewicowym rozwiązaniem proponowanym przez Prawo i Sprawiedliwość był postulat powrotu do finansowania służby zdrowia z budżetu. Wprawdzie był to punkt programu wyborczego zarzucony w iście ekspresowym tempie po zdobyciu władzy, jednak ujawnia sposób myślenia przywódców PiS. Jak ujął to Lech Kaczyński (w rozmowie z Kamilem Durczokiem, 25.08.2005): „My jesteśmy zwolennikami rozwiązania budżetowego. Krótko mówiąc nam się wydaje , że tworzenie kolejnych funduszy poza budżetowych nie jest rzeczą dobrą , i że pieniądze w Polsce są najracjonalniej wydawane wtedy, kiedy są budżetowe”.

Widać więc, że Prawo i Sprawiedliwość nie szykuje żadnej znaczącej zmiany w polityce gospodarczej państwa. Z punktu widzenia liberalizmu następuje kontynuacja polityki, jaką uprawiały wszystkie poprzednie rządy trzeciej RP. Podobne propozycje mogły by zostać wysunięte przez SLD, PSL, a kto wie, może zostały by zaaprobowane nawet przez Unię Pracy.

Stosunek liderów Prawa i Sprawiedliwości do liberalizmu jako ideologii ujawnił się najsilniej w kampanii wyborczej w opozycji do Platformy Obywatelskie, której przyprawiono gębę partii ultraliberalnej. W partii tej znajdują się osoby o poglądach liberalnych, chociażby Donald Tusk, jednak nazwanie jej ultraliberalną jest pewną przesadą. Tak sprawę stawiał Ludwik Dorn (wywiad z dnia 22.08.2005 z Polskiego Radia JEDYNKA): „Podobnie sobie nie wyobrażam, by Polska wybrała w II turze i by mógł wygrać z Lechem Kaczyńskim kandydat tak naprawdę liberalizmu czy skrajnego liberalizmu, jakim jest szef partii, która w tej chwili stanowi konkurencję, a po wyborach, mam nadzieję, będzie naszą partią koalicyjną, ale jest partią bardzo mniejszościowego odłamu interesów i odłamu poglądów w społeczeństwie. Sądzę, że ten wymiar skrajnego liberalizmu spod sympatycznych bilbordów i spotów wizerunkowych będzie wychodził w trakcie kampanii wyborczej.” Pojawia się więc pytanie, jak Prawo i Sprawiedliwość definiuje liberalizm. W ten sposób wyjaśnia sprawę Marek Jurek (rozmowa z Marcinem Szymaniakiem z dnia 03.11.2005):Przede wszystkim zdefiniujmy, co rozumiemy pod pojęciem liberał. Rynek i przedsiębiorczość to jeszcze nie liberalizm. Liberalizm to brak odpowiedzialności państwa za rezultaty polityki gospodarczej. To, że ministrowie w rządzie Marcinkiewicza są zainteresowani rozwojem przedsiębiorczości, wcale nie znaczy, iż są liberalni. To tylko etykietki”. Pada tutaj ważne stwierdzenie – liberalizm, to przeniesienie odpowiedzialności z państwa na obywatela. Marek Jurek wartościuje to jednoznacznie ujemnie.

Z kolei Bolesław Piecha zapytany o liberalizm stwierdził (rozmowa z 17 lipca 2004 z Markiem Czyżem):My uważamy, że jednak państwo musi się wywiązywać bardzo, ale to bardzo poważnie ze swoich zobowiązań. Uważamy, że liberalizm jest dopuszczalny tam, gdzie on przynosi określone rezultaty, a nie koniecznie tam, gdzie jakby pogłębia ogromny dystans dochodowy pomiędzy tymi, którzy na naszej transformacji skorzystali, a tymi, którzy na tym stracili”. Stwierdził więc, że narzędzi liberalnych można używać, ale tylko tam, gdzie gwarantują zamierzony skutek ekonomiczny i polityczny. Dalsze przynoszenie zysków tym, którzy na transformacji skorzystali nie uważa za czynnik pozytywny. Z wypowiedzi kolejnych polityków dowiemy się dlaczego.

Liberalizm jest zdaniem Ludwika Dorna korzystny tylko dla pewnej grupy społeczeństwa (wywiad z dnia 22.08.2005 z Polskiego Radia JEDYNKA): „L.D.: (...)Ja myślę, że skrajny liberalizm to jest tendencja egoizmu społecznego, egoizmu społecznego partii III grupy podatkowej. K.G.: Aha, czyli to jest taki liberalizm dla wybranych tylko i wyłącznie. L.D.: Tak.”.

Premier Kazimierz Marcinkiewicz w ekspoze dystansuje się również od myślenia liberalnego, choć słowo „liberalizm” nie pada: „Obce jest nam przekonanie, jakoby między troską o rozwój gospodarczy a zasadami solidaryzmu społecznego istniał konflikt natury ideowej lub praktycznej. Takie konflikty zdarzają się tylko wtedy, kiedy rządzący z pobudek ideologicznych popadają w skrajności i absolutyzują myślenie w kategoriach makroekonomicznych bądź w kategoriach polityki socjalnej. Nasz program jest wyzbyty naleciałości ideologicznej, jest programem pragmatycznym (Wesołość na sali), bo taka jest gospodarka." Jego zdaniem rząd nie powinien kierować się żadną konkretną doktryną ekonomiczną, a tylko wybierać z arsenału środków, jakie do jego dyspozycji dają różne sposoby myślenia o gospodarce i używać tego, co pasuje do rozwiązywanego aktualnie problemu.

Najistotniejsze są chyba przemyślenia Jarosława Kaczyńskiego, niekwestionowanego przywódcy Prawa i Sprawiedliwości, autora zwycięskiej polityki tego ugrupowania. W ten sposób odniósł się do liberalnego programu PO (przemówienie sejmowe Jarosława Kaczyńskiego, 2 posiedzenie 5 kadencji, 10.11.2005 ): Otóż wydaje mi się, że mieliśmy tutaj do czynienia z nawiązaniem do pewnych projektów politycznych, które pojawiły się w Polsce już w latach dziewięćdziesiątych, a dokładnie w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych. To były projekty polityczne stanowiące swoistą reakcję na niedogodności pierwszego okresu transformacji. Sprowadzały one się do tego, by umocnić, zdecydowanie umocnić władzę, w szczególności władzę wykonawczą - mówiono wtedy nawet niekiedy o pewnym ograniczeniu demokracji - a jednocześnie umożliwić znacznie intensywniejszy rozwój rynku, rozwój rynku, który w tym rozumowaniu był wartością najbardziej istotną. Można było powiedzieć, że była to koncepcja swego rodzaju urynkowienia polityki, i to nie tylko w sferze faktów, ale także w sferze aksjologicznej. Ten projekt zakładał - już raz o tym mówiłem, ale trzeba to jeszcze mocno podkreślić - szybką ekspansję uwłaszczeniowego kapitalizmu, bo tylko uwłaszczeniowy kapitalizm mógł wtedy w Polsce funkcjonować. Ale ten projekt był zupełnie wolny, i to ˝wolny˝ w niedobrym tego słowa znaczeniu, od refleksji nad tym, skąd wzięła się ta najwyższa część polskiej klasy właścicielskiej, a przede wszystkim jaki jest jej modus operandi. To była, jak sądzę, bardzo poważna wada owego planu”. Jarosław Kaczyński odnosi się tu do programu liberalnego Kongresu Liberalno-Demokratycznego i być może UPR (trudno powiedzieć, bo partia ta jest w wypowiedziach PiS konsekwentnie pomijana). Głównym błędem tego programu było, jego zdaniem, nieuwzględnienie faktu, że ci, którzy dorobili się na transformacji, to, zdaniem PiS, przede wszystkim partyjni, nomenklatura, byłe UB i ich sojusznicy z okrągłego stołu.

Dalej czytamy: „(...)Na czym ten projekt się opierał? Z jednej strony, na szeregu działań ekonomicznych, które miały zdecydowanie wzmocnić w szczególności tę najwyższą część klasy właścicielskiej czy, mówiąc po prostu, bogatych, kosztem innych grup społecznych - trzy razy piętnaście, cięcia społeczne, w sferze socjalnej”. Jarosła Kaczyński przeciwstawia tu bogacenie się bogatych bogaceniu sie biednych. Gospodarka zdaje się być w jego interpretacji grą, w której gdy zyskują jedni, tracą drudzy. Takie myślenie prowadzi oczywiście do konkluzji, że państwo powinno zaprowadzić sprawiedliwość przez np. progresywny system podatkowy.

Jednak program liberalny jest zły także z przyczyn politycznych: „Z drugiej strony, był to projekt i jest to projekt, który w istocie swojej wyraźnie zakłada wyłączenie z normalnego procesu demokratycznego znacznej części sił politycznych, które w tej chwili funkcjonują na scenie, bo taki musi być skutek połączenia dwóch posunięć: wprowadzenia jednomandatowych okręgów wyborczych i zniesienia finansowania budżetowego partii politycznych. Powtarzam: wtedy będą decydowali ci, którzy mają dostęp do pieniędzy, a to są w Polsce tylko pewne formacje”. Można się domyślać, że pewne formacje, które ma na myśli Jarosław Kaczyński, to PO i SLD. Jarosław Kaczyński nie przyjmuje do wiadomości, że jednomandatowe okręgi mogły by wyłączyć z gry politycznej ludzi wątpliwej reputacji, wciąganych do parlamentu siłą znanych postaci z pierwszych miejsc list wyborczych, ani żadnych innych potencjalnych korzyści takiego rozwiązania.

Następnie Jarosław Kaczyński odnosi się do pomysłu ograniczenia liczby posłów i zniesienia immunitetu poselskiego: „Ten pomysł był uzupełniony o wiele rozsądnych projektów odnoszących się do zmian w państwie - ale pozwolę sobie powiedzieć, że były to jednak zmiany powierzchowne - a także o szereg pomysłów, które też można zaakceptować, a które miały służyć jednaniu społeczeństwa, koncentrowaniu uwagi społeczeństwa na przywilejach polityków - przywilejach, które rzeczywiście trzeba znieść, ale które tak naprawdę w realnych mechanizmach życia społecznego w Polsce odgrywają rolę niewielką”.

Wszystkie te zmiany, zdaniem Kaczyńskiego nie zmieniają istoty systemu politycznego w Polsce. Wręcz przeciwnie – utrwalają stan obecny: „Otóż tak zarysowany projekt zmian w żadnym wypadku nie był w stanie naruszyć tego, co jest tutaj istotą tej potężnej patologii, która ogarnęła nasze życie społeczne, gospodarcze, w niemałej mierze także publiczne. Ów opisywany przez socjologów - bo to nie nasz, PIS-owski, a socjologów pomysł - czworokąt składający się z części służb specjalnych, części środowisk przestępczych, części polityków i części środowisk biznesowych mógłby trwać w najlepsze. Mechanizmy społecznego podziału byłyby takie jak przedtem”.

Prawdziwe zmiany nie są bowiem dziełem praw rynku, ani obywateli i ich aktywności, tylko dziełem państwa, urzędów, urzędników, komisji etc: „Bo Prawo i Sprawiedliwość z całym zdecydowaniem odrzuca to nieustannie sączone, także przez media, przeświadczenie, że dla Polaków polskie państwo niczego w istocie nie może zrobić (Oklaski), że wszystkie problemy społeczne, wielkie problemy społeczne muszą albo trwać, albo przyjdzie taki dzień - tyle tylko, że nie wiadomo, kiedy ten dzień przyjdzie, wiadomo tylko, że za bardzo dużo, dużo czasu - kiedy te sprawy rozwiąże rynek”.

W świetle tych wypowiedzi czołowych postaci Prawa i Sprawiedliwości trzeba stwierdzić, że konserwatywny liberalizm, system opierający się na aktywności obywatela i na zmniejszeniu omnipotencji państwa, nie jest w żaden sposób brany pod uwagę przez nich, jako godna uwagi i zastosowania doktryna polityczna. Liderzy Prawa i Sprawiedliwości uważają, że liberalizm to tylko zbiór narzędzi dobrych do zastosowania w celu rozruszania gospodarki, ale tylko w stopniu, który nie byłby szkodliwy społecznie i, co szczególnie istotne, politycznie. Ich zdaniem przełom w Polsce może być dokonany przez zmianę kadr w kluczowych resortach, sterowanie nimi przez ludzi odpowiednich, a także przez zmianę niektórych regulacji prawnych. Jednak zasadniczo nie kwestionują oni pół - socjalnego modelu państwa, jaki w Polsce mamy. Główne postulaty liberalizmu konserwatywnego, a więc jednomandatowe okręgi wyborcze, podatek liniowy, zniesienie obowiązkowych ubezpieczeń społecznych, nie są przez nich brane pod uwagę. Prawdopodobnie więcej nawet – nie są przez nich brane na poważnie. Możemy się domyślać, że niepoważne traktowanie doktryny odbiło się również na niepoważnym traktowaniu jej domniemanych wyznawców – PO, co z kolei mogło być jednym z powodów klęski rozmów koalicyjnych.

Błędny sposób myślenia PiS z punktu widzenia liberalizmu, to mimowolne przeciwstawianie: obywatel – państwo. Czytamy, że państwo powinno się wywiązać z takich a takich obowiązków wobec obywatela, nie powinno przerzucać na obywatela odpowiedzialności. W ten sposób mimowolnie utrwala się podział na „nas” - zwykłych ludzi, i „onych” - państwo, rządzącą kastę, która w zamian za dojście do władzy powinna „nam” zapłacić swoisty bakszysz w postaci różnych socjalnych świadczeń i zdjęcia z nas odpowiedzialności za los kraju i nasz własny.

Popieram prawo własności, JOW, niskie podatki, przejrzyste prawo, karanie przestępców. Jestem przeciw uchwalaniu prawa, którego nikt nie będzie przestrzegał (poza frajerami). Nie mam nic przeciw skandynawskiemu modelowi państwa, o ile jego wprowadzanie rozpocznie się od przywrócenia monarchii.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (20)

Inne tematy w dziale Polityka