Grim Sfirkow Grim Sfirkow
121
BLOG

Relacja z konferencji o Bitwie Warszawskiej 1920

Grim Sfirkow Grim Sfirkow Polityka Obserwuj notkę 15
Przedwczoraj odbyła się konferencja na temat Bitwy Warszawskiej 1920 organizowana przez Stowarzyszenie Kolibera. Uczestników dyskusji miało być trzech. Niestety, dwóch nie dotarło - profesor Wieczorkiewicz prawdopodobnie z powodu choroby i dr Nowik z przyczyn osobistych. Natomiast nie nawalił profesor Janusz Odziemkowski, i szczerze mówiąc, starczył za trzech. Facet okazał się świetnym wykładowcą, jednym z najlepszych, na jakich trafiłem w swojej wcale bogatej, studenckiej karierze. W dodatku jest osobą przesympatyczną i natychmiast zdobył sobie widownię. U mnie zyskał dodatkowe punktu, bo okazało się, że archeologii uczył go promotor mojej pracy magisterskiej - świat jest mały.Widownia niestety nie była zbyt liczna, co dziwi, bo wczoraj profesor Odziemkowski występował w Trójce, w wieczornym Pulsie Trójki, razem z prof Nałęczem. U nas można było zobaczyć go na własne oczy i jeszcze zadać mu osobiście pytanie. Z drugiej strony, dzięki temu, że nie było nas dużo, wszystko odbyło się w bardzo miłej, kameralnej atmosferze. Poniżej przedstawiam pytania jakie zadaliśmy, wraz ze streszczeniami odpowiedzi pana profesora tak, jak je zapamiętałem.

Czy do wojny musiało dojść?

Tak, niewątpliwie. Powodów było kilka. Pierwszym, było specyficzne traktowanie stosunków międzynarodowych przez Sowietów. Otóż umowy były dla nich warte respektowania, dopóki służyły sprawie rewolucji. Innymi słowy umowy z nimi nie były nic warte. Prawo do samostanowienia narodów również było przez Lenina rozumiane w ten sposób, że każdy naród może budować socjalizm, a Armia Czerwona w tym pomoże. W tej sytuacji dawny program „zbierania ziem ruskich” rosyjskich carów został zastąpiony programem objęcia rewolucją wszystkich ziem Imperium Rosyjskiego. W tej sytuacji wojna rozpoczęła się samorzutnie natychmiast po wycofaniu się sił niemieckich – prąca na wschód Armia Czerwona napotkała formującą się Armię Polską.

W roku 1919 polskie siły zajęły Mińsk, a na południu stały nad Zbruczem. Czy w tym momencie nie można było zakończyć wojny? Dlaczego doszło do wyprawy Kijowskiej? Na ile było to powodowane sytuacja militarną, a na ile chęcią Piłsudskiego realizacji jego koncepcji państwa – federacyjnej?

Kontynuowanie wojny na Ukrainie i na Białorusi wypływało z poglądów Piłsudskiego na to, jak wojnę z Rosją należy prowadzić. Otóż Piłsudski stanął przez podobnym dylematem, jak sto lat wcześniej gen. Chłopicki. Chłopicki, żołnierz napoleoński, był przekonany, że wojna na wielkich przestrzeniach Rusi musi zakończyć się klęską. Dlatego czekał na armie nieprzyjaciela pod Warszawą. I tak samo postąpił gen. Skrzynecki. Powstanie skończyło się polską klęską. Koncepcja Piłsudskiego była z gruntu inna. Należy mianowicie wyjść na przestrzenie Ukrainy i Białorusi, tam gdzie liczy się sztuka wojenna, gdzie silniejszego przeciwnika można niszczyć częściami. Piłsudski liczył się też z wykorzystaniem rezerw tych ziem, zarówno materialnych, jak i ludzkich – mieszkających tam licznie Polaków. Dlatego postanowił przyjąć wojnę z daleka od Warszawy. Stąd również, nie tylko z chęci budowy niepodległej Ukrainy, wynikała koncepcja wyprawy Kijowskiej.

Dlaczego nie doszło do porozumienia z "białymi" Rosjanami?

Emigranci rosyjscy, szczególnie Denikin, uważali, że jednym z głównych winowajców zwycięstwa Bolszewików był Piłsudski, który nie wsparł ofensywy Denikina, a nawet dyskretnie dał znać Leninowi, żeby nie spodziewał się z polskiej strony natarcia. Wynikało to z dwóch przyczny: pierwszą była koncepcja polityczna „białych”, którzy nie brali pod uwagę istnienia niepodległej Polski. Polska była i miała pozostać częścią Imperium Rosyjskiego. Dla polskich polityków było to stanowisko nie do przyjęcia. Drugim powodem było to, że „biali” cieszyli się pełnym poparciem Zachodu. I tak nie mieliśmy zbyt wielu przyjaciół w wojnie z Bolszewikami. Z wojnie z „białymi” tym bardziej, że „biali” byli uważani za prawowitą władzę rosyjską, powiązani mnóstwem więzi rodzinnych i towarzyskich z elitą Europy Zachodniej. Gdyby „biali” zwyciężyli, Polska nie miała by szans na przetrwanie jako samodzielny byt polityczny.

Różnice pomiędzy wojną 1920 a I wojną światową

Pierwsza wojna światowa była pierwszą wojną, w której o zwycięstwie decydował wyścig technologiczny. Rozpoczynano wojnę z prymitywnymi samolotami i z prototypami czołgów. Zakończono z samolotami zdolnymi z ładunkiem bomb pokonywać setki kilometrów. Dokonał się gigantyczny postęp, który w warunkach pokoju trwałby kilkadziesiąt lat.

Wojna 1920 różniła się tym, że technika nie odgrywała w niej aż takiej roli. Nasycenie sprzętem – karabinami maszynowymi i armatami, było kila razy mniejsze. W związku z tym wojna 1920 przypominała wojny napoleońskie. Mówi się, że to była ostatnia wojna romantyczna. Wielkie znaczenie odgrywało w niej osobiste męstwo żołnierza i osobisty przykład i sposób dowodzenia dowódcy na polu bitwy. Były w tej wojnie takie sceny, jak np. generałowie wrogich armii widzący się na przeciwległych wzgórzach i wysyłających stamtąd żołnierzy do ataku. Bywało, że kawaleria była odpierana przez piechotę stojącą w... czworoboku i strzelająca salwami.

Drugą różnica było rozległe przestrzenie. Nawet armia francuska nie zdołała by obsadzić wszystkiego frontem, tym bardziej armie polska i sowiecka. Zamiast więc na regularnym froncie i wojnie pozycyjnej, opierano się na równowadze sił i wojnie manewrowej.


Rola lotnictwa, broni pancernej i wojsk samochodowych w wojnie 1920 r.

Należy zaznaczyć, że przewagę w sprzęcie mieli Rosjanie. Mieli go po prostu więcej, natomiast nie potrafili go użyć. Polacy przeciwnie, wykorzystali to co mieli w stopniu nie raz maksymalnym.

Lotnictwo oczywiście nie było siłą zdolną rozstrzygnąć wojnę, ale miało swoje znaczenie. Szczególnie polskie lotnictwo, atakujące I Armię Konną Budionnego odegrało wielką rolę. Kozacy potrafili walczyć z kawalerią, z pociągami i samochodami pancernymi, ale wobec samolotów byli bezradni. Poza tym lotnictwo dostarczało z pierwszej ręki informacji o ruchach wojsk.

Co do broni pancernej – również nie było jej wiele, natomiast jej wykorzystanie było na wysokim poziomie. Były przykłady świetnych ataków za pomocą czołgów czy wykorzystania środków zmechanizowanych do szybkiego ataku, między innymi pod Warszawą. Jednak najsłynniejszą operacją wojska zmechanizowanych było rajd na Kowel. Miał on wszelkie cechy nowoczesnego zagonu pancernego: na wąskim odcinku frontu dokonano wyłomu, załadowana wcześniej na ciężarówki piechota wraz z osłona samochodów pancernych ruszyła w wyłom, zdobyła miasto i pokonała znajdujące się tam rezerwowe siły sowieckie i to wszystko na głębokich tyłach wroga. W mieście na dodatek znajdowały się zapasy armii sowieckiej i było dla niej ważnym węzłem komunikacyjnym. W tej sytuacji front sowiecki na Wołyniu od tego jednego uderzenia rozleciał się na kawałki i cała armia przeszła do odwrotu.

Wydarzenie to było komentowane w wojskowej prasie fachowej, francuskiej, niemieckiej i angielskiej. Natomiast w Polsce doświadczenia tego rodzaju poszły w zapomnienie. Zaważyło to katastrofalnie na organizacji i koncepcji polskiej armii szczególnie we wrześniu 1939. Wtedy Niemcy stosowali na szeroką skalę taktykę, którą Polacy z powodzeniem zastosowali w 1920 przeciw Sowietom.

W wojnie 1920 brała udział z obu stron także marynarka wojenna, ze strony polskie Flotylla Pińska, ze strony sowieckiej Flotylla Dnieprzańska. Ich operacje miały znaczenie lokalne, w starciach na Polesiu.


Dr Nowik opublikował pracę, w której opisał sposób działania i wykorzystanie informacji radiowywiadu przez Polaków. Na podstawie nowo odkrytych dokumentów ponad wszelką wątpliwość wykazał, że Polacy już w 1919 złamali szyfry sowieckie, w związku z tym dysponowali doskonałymi informacjami o siłach sowiekich. Niektórzy historycy twierdzą, że w związku z tym historię wojny 1920 należy napisać od nowa.

Praca dr Nowika jest bardzo cenna. Jednak nie należy przeceniać znaczenia radiowywiadu. Wywiad radiowy dostarczał informacji jednak nieco przypadkowych – tych, które akurat udało się podsłuchać. Poza tym, również te informacje były obarczone błędami. Sztab polski oczywiście miał w ten sposób dodatkowe cenne źródło informacji, ale osobną kwestią jest na ile poważnie je traktował. Znaczenie informacji radiowywiadu jest jeszcze sprawą dyskusyjną.

[Prof Wieczorkiewicz twierdzi właśnie, że informacje o złamaniu szyfrów miały znaczenie kolosalne. Niestety nie przyszedł, a mogła wywiązać się ciekawa dyskusja – przyp GS].


Wojna 1920 - ostatnia w której na masową skalę wykorzystano kawalerię. Jak wyglądała ówczesna kawaleria?

Nasze postrzeganie kawalerii mocno różni sie od ówczesnego. Jesteśmy wychowani na micie ułanów. Tymczasem wtedy za lepsze wojsko uchodziła... piechota. „Szara piechota” to byli ci, którzy zdobywali i utrzymywali teren. Natomiast z jazdą były kłopoty.

Masami konnych dysponowali wówczas głównie Sowieci. Dysponowali rezerwami zarówno jeźdźców na ogromnych terenach stepów, gdzie koń wciąż był głównym środkiem komunikacji, a także dysponowali końmi. Natomiast Polska była wyczyszczona z koni przez armie walczące na jej terytorium w Pierwszej Wojnie Światowej. Odtworzenie stadnin musiało potrwać, dlatego konnicy mieliśmy niewiele. Dopiero pojawienie się Armii Konnej Budionnego spowodowało, że zorganizowano I Dywizję Kawalerii gen. Rómmla, gigantycznym wysiłkiem całego kraju. Dywizja ta powstała specjalnie dla zniszczenia Armii Konnej i rzeczywiście dokonała tego w bitwie pod Komarowem. Po bitwie tej Armia Konna uszła za Bug.


Jeńcy wojenni – jak ich traktowano. Czy nasi żołnierze mścili się na okrutnych kozakach?

Jeżeli chodzi o traktowanie jeńców, to należy pamiętać, że panowała wówczas straszliwa bieda. W armii większe straty wynikały z niedożywienia i braku higieny, niż ze zbrojnych starć z wrogiem i dotyczy to obu stron. W tej sytuacji o jeńców nie dbano bardziej niż o frontowych żołnierzy i również umierali w obozach jenieckich z powodu chorób i głodu.

Zdarzało się oczywiście z obu stron, że wzięci do niewoli, albo próbujący się poddać wrogowie byli zabijani na miejscu. Różnica była jednak w tym, że nie ma przypadku, aby polscy oficerowie zachęcali do tego podwładnych. Natomiast było to nagminne w armii sowieckiej. Szczególnie źle zapisały sie tu Armia Konna Budionnego i chyba jeszcze bardziej Korpus Kawalerii Gaj-Chana. Korpus ten składał się nie tyle z kozaków, co raczej z zaangażowanych robotników. W ogóle okrucieństwem odznaczały się oddziały składające się z komunistów. Na szczególnie zagrożone odcinki frontu, gdzie upadał duch w armii kierowano takie oddziały, prawdziwych bolszewików, aby pokazały przykład zaangażowania. Bywało, że odziały niemal w całości wybijano, kiedy atakowały. Bywało też, że dowódca takiego oddziału stawał potem przed trybunałem rewolucyjnym, gdyż dopuścił do takich strat i ... był stracony.

Narodowości kresów wobec Armii Polskiej.

Stosunek ten był różny. Np. Białorusini w swojej masie byli raczej narodowo indyferentni. Oczywiście nie mówimy tu o białoruskich elitach, tylko o zwykłych mieszkańcach wsi. Na Ukrainie sympatia dla Polaków rosła wraz z oddalaniem się od Galicji. W Galicji Polacy byli dla Ukrainców wrogami, natomiast w okolicach Kijowa – wyzwolicielami. Litwini prowadzili wówczas dosyć samobójczą politykę nastawioną na współpracę z Bolszewikami, nas oczywiście nie lubili. Dobre stosunki mieliśmy z Łotyszami, którzy poprosili nawet Armię Polską o pomoc w przepędzeniu Rosjan, jednak traktowali ją nieufnie – a może Polacy nie zechcą odejść? Tym razem jednak nasi się wycofali, co zaowocowało trwającą całe 20 -lecie przyjaźnią.

Jeśli chodzi o Żydów – tu sprawa jest skomplikowana. Wśród Bolszewików Żydzi byli licznie reprezentowani, ponieważ postępowa młodzież żydowska angażowała się w te ruchy polityczne, które nie akcentowały spraw narodowych. W ten sposób niejako naturalnie kierowali się ku lewicy. Dlatego nie raz zdarzało się kojarzenie Bolszewików z Żydami. Warto jednak pamiętać, że np. „biali” Rosjanie kojarzyli komunistów z... Polakami. Było to więc postrzeganie bardzo względne. Nie można tu generalizować, zdarzały się wśród Żydów rozmaite postawy, od poparcia bolszewizmu, do czynnego sprzeciwu.


Stosunek państw ościennych wobec Polski.

Państwa Europy Zachodniej przeżyły dopiero wstrząs wojny światowej. Ludzie dziewiętnastego wieku, wychowani na pewności jutra: stabilnym pieniądzu, pewności dochowania umów, pewności emerytur, nagle obudzili się w świecie, w którym wszystko to okazało się złudzeniem. Wszystkie dotychczasowe wartości stanęły pod znakiem zapytania. Dlatego komuniści, czy faszyści bynajmniej nie byli traktowani jako potencjalni zbrodniarze, przeciwnie, to byli ludzie poszukujący, którym o coś chodzi.

Państwa zachodnie przeżyły największą katastrofę od wojny trzydziestoletniej i nastroje pacyfistyczne były tam powszechne. Na dodatek Polska wypadła z polityki europejskiej przed stu laty i nikt nic o niej nie wiedział. Polskę traktowano jak wielką niewiadomą, nieufnie i nic o niej wie wiedziano. Pewien angielski dyplomata przy dyskusji o przynależności Galicji wyraził w końcu zdziwienie, że o czym tu mowa, czego chcą ci Polacy, przecież ta cała Galicja leży w Turcji (pomyliło mu sie z Galacją). Polska była więc obcym ciałem w polityce.

To wszystko powodowało, że Polska była wobec Sowietów osamotniona. Jedyne państwa, które Polskę wspierały, to była Łotwa, Rumunia i Francja. Zaangażowanie Francji wynikało z tego, że wielu drobnych francuskich inwestorów utopiło pieniądze w rosyjskim przemyśle przed wojną. Komuniści już zapowiedzieli, że żadnych zobowiązań nie będą respektować. Dlatego we Francji panowało przyzwolenie na pomoc Polsce, ale oczywiście nie na wysłanie żołnierzy. Natomiast Rumunia szukała na gwałt sojusznika, ponieważ była otoczona przez państwa wrogie: Węgry (konflikt o Siedmiogród), Rosję (konflikt o Besarabię), Bułgarię (podobnie). Polska była postrzegana jako jedyny potencjalny sojusznik i tak też się stało. Pomoc Rumunii dla Polski polegała na dopuszczeniu transportów do portu w Konstancji i na wsparciu dyplomatycznym, szczególnie wobec Francji.

Niemcy natomiast liczyli na to, że wygrana Bolszewików umożliwi rewizje traktatu wersalskiego i odzyskanie Pomorza i Wielkopolski. Rysował się na tym tle już sojusz niemiecko-rosyjski. Czesi za to bali się polskiego zwycięstwa, że Wojsko polskie po powrocie ze wschodu zajmie Spisz, Orawę i Śląsk Cieszyński.

Czy Polska mogła wynegocjować w Rydze Państwo Ukraińskie (lepsze warunki)? Czy wojna mogła być kontynuowana?

Były dwie koncepcje, inkorporacyjna Romana Dmowskiego i federacyjna Piłsudskiego. Trzeba przyznać, że koncepcja Piłsudskiego, gdyby była zrealizowana, stworzyła by zupełnie nowy układ sił w Europie. Problem polegał na tym, że nikt zamysłów Piłsudskiego nie podzielał, szczególnie na Zachodzie. Projekty federacji państw, albo sojuszu państw od Estonii po Bułgarię przeciw Rosji Sowieckiej, dyplomacja angielska odbierała jako zagrożenie i naruszenie równowagi na kontynencie. Dlatego posunięcia Piłsudskiego nie były wspierane przez politykę państw zachodnich, a nawet je blokowano. Jego zamysły nie miały zrozumienia, ponieważ nie trafił się żaden mąż stanu doceniający niebezpieczeństwo Rosji.i rozumiejący uwarunkowania Europy Środkowo-Wschodniej, czyli ktoś o horyzontach równie szerokich jak Piłsudski.

Wojna mogła być kontynuowana z punktu widzenia wojskowego. Armia czerwona cofała się w rozsypce. Można było dojść przynajmniej do Smoleńska. W Polsce natomiast przeważało przekonanie o konieczności jak najszybszego zakończenia wojny i to we wszystkich siłach politycznych. Kraj ledwie zipiał od wysiłku, pokój wydawał się czymś upragnionym ponad wszystko. Stąd też pokój ryski był ustępstwem Polski. Polska delegacja odstępowała nawet tereny, jakie już Wojsko Polskie zajęło. Ceną był długotrwały pokój. Pokój ryski był ustaleniem porządku w tej części Europy na 20 lat. Zagwarantował trwanie nie tylko Polski, ale i krajów bałtyckich. Był równiez realizacją koncepcji inkorporacyjnej. Koncepcja federacyjna przegrała.

Co by się stało, gdyby Polska przegrała?

Są dwa, główne scenariusze. Pierwszy: Sowieci rzeczywiścei idą dalej rozniecać rewolucję. Mogło im się to udać w Niemczech i na Węgrzech. Prawdopodobny przebieg wypadków trudno ustalić, bo napotykamy zbyt wiele niewiadomych. Scenariusz drugi: Sowieci zatrzymują sie na granicy dawnego państwa carskiego. W obu przypadkach historia Europy mogła by się potoczyć zupełnie inaczej. Mogło to spowodować, że Hitler lub Stalin opanowali by cały europejski kontynent. Na pewno istnienie narodów bałtyckich czy narodu polskiego było by zagrożone. Po ewentualnym wyjściu z niewoli Polacy byli by w sytuacji dzisiejszych Białorusinów.

 

Więcej nie pamiętam. Powyższy tekst postaram się autoryzować u profesora Odziemkowskiego.

Chciałbym podziękować wszystkim, którzy przyszli, a także wszystkim którzy przyczynili się do postania imprezy od strony organizacyjnej. Mam nadzieje, że jeszcze się wszyscy spotkamy! No i oczywiście serdeczne podziękowania dla profesora Odziemkowskiego. To naprawdę cenne, że są jeszcze ludzie, którzy za darmo poświęcają swój czas innym. Jak już wspomniałem, prof. Odziemkowski okazał się znakomitym wykładowca, walcie na jego zajęcia jak w dym.

Ps. A kto nie był, niech żałuje.

Ps. I Pozdrawiam KaZet i wszystkich, którzy przyszli przeczytawszy informację na moim blogu.  

Popieram prawo własności, JOW, niskie podatki, przejrzyste prawo, karanie przestępców. Jestem przeciw uchwalaniu prawa, którego nikt nie będzie przestrzegał (poza frajerami). Nie mam nic przeciw skandynawskiemu modelowi państwa, o ile jego wprowadzanie rozpocznie się od przywrócenia monarchii.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (15)

Inne tematy w dziale Polityka