Dr Wielomski przedstawił program obalenia demokracji, przez pracę ideową monarchistów i konserwatystów, którzy przekonają publikę do zmiany ustroju, a społeczeństwo, czy może elity, zawiedzione demokracją, dokonają przemiany. Uważam taki scenariusz za utopijny.
Praca filozofów XVIII wieku polegała na przekonaniu ludzi, że mogą posługiwać się własnym rozumem, że wiedzą lepiej niż tradycja i autorytety jak powinien być urządzony świat - oni wbili ludzi w dumę. Nie sądzę, żeby możliwy był kierunek odwrotny - przekonanie ludzi o tym, że się mylą i zbudowanie w nich pokory wobec Boga, niepoznawalnego świata, tradycji itd. Znacznie łatwiej nam uwierzyć, że jesteśmy silni, rozumni i wspaniali, a nie, że mali i słabi. Na dodatek, na potwierdzenie takiej tezy nie znam precedensów w dziejach. Precedensy są na zupełnie inne scenariusze.
Jak zwykle, w naszym kręgu kulturowym, najczytelniejszych egzemplów dostarcza historia starożytna. Jak upadła republika Rzymska? Czy Juliusz Cezar zwyciężył szerząc ideę monarchiczną? Nic z tych rzeczy - zginął, bo został posądzony o monarchizm. Ba, idea demokratyczna była żywotniejsza od samej demokracji. Kiedy Oktawian przejął władzę po Cezarze, przez całe jego panowanie i długo potem trwała tzw. komedia demokracji - władca był teoretycznie tylko "Cezarem", tj spadkobiercą Gajusza Juliusza Cezara, a jego władza wypływała z nieformalnego układu sił, a formalnie z urzędów republikańskich.
Warto też pamiętać, że Cezar i Oktawian po to przejęli władzę, aby zabezpieczyć interesy ludu, a więc legitymowali swoją władzę demokratycznie. Cezar wszak wywodził się ze stronnictwa popularów. Głównym urzędem dającym formalnie władze Cezarowi i Oktawianowi był urząd trybuna ludowego, powołany specjalnie przeciw sile senatu i konsulów, obsadzanych przez rzymską arystokracje. O zwalczaniu idei republikańskiej nie było mowy, choć republika de facto nie istniała. Legiony długo jeszcze nosiły godło SPQR - "Senat i lud rzymski". Później zaczęło się mozolne budowanie autorytetu władcy, aż do finału w Bizancjum - rozbudowany rytuał, pełna separacja władcy od społeczeństwa, skralizacja władcy.
Jaki stąd wniosek: demokracja nie upadnie dlatego, że demokracja przegra na ideowym rynku. Jest to idea zbyt nośna i atrakcyjna. Demokracja upadnie raczej de facto przez to, że układ sił wyniesie jednego polityka ponad innych, a w interesie wystarczająco silnych grup nacisku będzie jego trwanie przy władzy. Dopiero potem przyda się praca ideowa konserwatystów, uzasadniająca nowy porządek. Taki scenariusz uważam za bardziej prawdopodobny.



Komentarze
Pokaż komentarze (23)