Pod moim wpisem o patriotyzmie Odys zadał pytanie: jaki patriotyzm nam jest potrzebny? Jaki nam jest potrzebny patriotyzm tu i teraz, w warunkach naszego państwa, Unii Europejskiej i sytuacji na świecie?
Znów odwołam się do przykładów ze starożytności. To tam narodziły się pojęcia republiki, patriotyzmu, którymi posługujemy się do dziś: do dziś nazywamy szczególnie bohaterską obronę "Termopilami", a na pomnikach chyba najczęściej pisze się, że "dulce et decorum est pro patria mori". Mowa będzie o dwóch patriotyzmach: greckim i rzymskim. Spróbuję krótko opisać ówczesne pojmowanie wspólnoty narodowej (czy politycznej) na podstawie mitów.
W starożytnej Grecji wspólnotę stanowiła grupa obywateli. Obywatelem było zostać bardzo trudno. Obywatelstwo było głównie dziedziczone. Można było w jakiejś miejscowości mieszkać bardzo długo, a wciąż było się tylko "przybyszem". Sposób myślenia Greków dobrze pokazuje mit o założeniu Teb: otóż mityczny bohater, Kadmos, zabił smoka, posiał jego zęby i z ziemi wyrośli ludzie - Tebańczycy. Trudno o silniejsze symboliczne pokazanie związku konkretnej grupy ludzi z ziemią: Tebańczycy to synowie tej ziemi, całkiem dosłownie.
Konsekwencją takiego pojmowania wspólnoty - można powiedzieć wspólnoty ziemi i krwi - było zamykanie się na przybyszów. Być może to też było przyczyną nieustannego politycznego rozbicia Grecji, która aż do rzymskiego podboju nie zdobyła się na zjednoczenie.
W Rzymie obywatelem miasta było można zostać nieporównanie łatwiej. Na dodatek Rzymianie zawiązywali skomplikowane systemy sojuszy, dzieląc sąsiadów na "przyjaciół" i "federatów", zawiązując z poszczególnym miastami układy o zawieraniu małżeństw itd. Rzymska wspólnota była o wiele bardziej otwarta na inne i na przybyszy. Mit, jaki stał u jej podstaw był też diametralnie różny od tebańskiego. Skąd się wzięli Rzymianie? Rzymianie przybyli z Troi. Byli uciekinierami. Po drodze przyłączali się do nich mieszkańcy innych miast, a kobiety, jak wiadomo, uprowadzili sobie od Sabinów. Już mit czynił z Rzymian ruchliwą zbieraninę, która w końcu osiedliła się i założyła Rzym. Rzym był więc pojmowany nie tyle jako wspólnota krwi, czy terytorium, co raczej korporacja, "cosa nostra", "res publika", wspólna sprawa obywateli, dążących do wspólnego dobra .
Losy Rzymu były również zupełnie odmienne, niż miast Grecji. Rzym stworzył najpierw system polityczny w Italii, którego był hegemonem. Potem rozszerzał posiadanie przez podbój i układy, aż do stworzenia imperium obejmującego basen Morza Śródziemnego.
Jaki więc patriotyzm jest nam potrzebny? Sądzę, że rzymski. Jest to typ patriotyzmu "otwartego". Oczywiście nie ma to nic wspólnego z Popperem i społeczeństwem otwartym. Chodzi o możliwość przystąpienia do wspólnoty, a nie o to, by wspólnota akceptowała dowolne zachowania i poglądy. Patriotyzm taki ma u nas szansę. Na jego korzyść przemawia cała tradycji i mitologia sarmackiej, szlacheckiej i wielonarodowej Rzeczypospolitej. Myślę, że taki patriotyzm jest nam potrzebny: przyciągający innych do nasze wspólnoty, umożliwiający łatwe zostanie Polakiem.
Ps. Powyższe refleksje są pochodną wykładów prof. Ziółkowskiego, postaci bardzo dobrze znanej wszystkim studentom IH UW.



Komentarze
Pokaż komentarze (14)