Grim Sfirkow Grim Sfirkow
64
BLOG

Liberalizacja budownictwa

Grim Sfirkow Grim Sfirkow Polityka Obserwuj notkę 13

Zastanawialiście się, jak kiedyś budowano domy, zanim nastała obecna biurokracja, wymóg posiadania dokumentacji na wszystko i wołania architekta do przesuwania każdej ścianki działowej, albo poszerzania okna? Czy wtedy domy waliły się ludziom masowo na głowy? Otóż nie. 

Kiedy mój dziadek budował dom, to w ogóle nie miał żadnego planu. Umówił majstra, ten przyszedł z pomocnikami, dziadek pokazał gdzie ma stać dom i z czego ma się składać, wypili pół litra i majster wziął się do roboty. Plan domu byłby o tyle bezużyteczny, że "Majster" prawdopodobnie nie umiał czytać, nie wspominając o ukończeniu przez niego jakiejkolwiek szkoły. Rzemiosła nauczył się w praktyce. Wapno mieszała moja, wówczas 13-letnia, Mama. Dom stoi do dziś.

Kiedy dom budował mój Ojciec - sytuacja była oczywiście zupełnie odmienna. Potrzebny był plan, musiał zostać zatwierdzony, pozwolenie na budowę, każda bzdurna zmiana musiała być naniesiona na projekt, a architekt po znajomości zrobił nam to (naniósł zmiany) za jedyne 1000 PLN. Do tego na koniec inspekcja straży pożarnej, która zażądała, żebyśmy założyli poręcze na korytarzu. Tata bardzo się śmiał, ze państwo tak bardzo dba o niego, że nie chce pozwolić, by się zabił we własnym domu po pijaku (Tata lubił wypić). Jeżeli dodamy do tego, że wszystko było wówczas niedostępne, każdą rzecz należało wystać po nocach w kolejce, albo dostać za łapówkę z państwowej budowy (takie jest niestety pochodzenie cementu, z jakiego wylano u nas fundament, jeszcze na dodatek Tata musiał zapłacić haracz milicji, która go przydybała, kiedy jechał z "gruchą"), to widzimy, że budowanie było prawdziwie heroicznym czynem i drogą przez mękę.

Zawsze marzyłem, żeby za mojego życia stawianie domu było równie proste, jak za mojego Dziadka. Jeżeli chodzi o dostępność materiałów - wolny rynek załatwił sprawę. Zostały formalności a'la paragraf 22. I uwaga - rząd PiS opracował sensowny projekt liberalizujący budownictwo. Może więc doczekam?

Projekt zakłada, że nie jest potrzebne pozwolenie na budowę. Inwestor tylko zgłasza chęć budowy urzędowi. a on ma w ciągu miesiąca wydać decyzje. Brak reakcji z urzędu oznaczać ma brak przeszkód do rozpoczęcia budowy. Ma to być ograniczone wielkością budynku, ale mieścić ma się w tym piętrowa kamienica (do 12 metrów). Ogranicza się ilość możliwych i inspekcji na budowie.

Jest w tym jednak zagwózdka - ma to dotyczyć terenów objętych planem zagospodarowania. Plany takie obejmują tylko 20% powierzchni kraju i raczej się to szybko zmieni. Przyczyny nie są dla mnie do końca jasne, ale jakieś przepisy w ustawie o planach zagospodarowania powodują, że uchwalenie planu może spowodować duże straty finansowe samorządu (pomijając koszty wykonania samego planu). Pewnie bez nowelizacji ustawy się nie obejdzie, bo samorządy nie kwapią się do zakładania sobie finansowej pętli na szyje.

Na tym nie koniec: w planach jest także uproszczenie odrolnienia ziemi. Ziemie V i VI klasy w ogóle nie będzie trzeba odralniać, tak samo ziemie znajdujące się w obrębie miast. Dziwie się, że do tak oczywistej reformy nie doszło wcześniej. Efektem tych zmian może być obniżenie cen gruntów, a także mieszkań i domów. Byłoby to niewątpliwie pożądane przez wszystkich. Dla gospodarki mogło by to oznaczać przedłużenie trwającego obecnie boomu. Miejmy nadzieję, że sejm weźmie się do kupy i uchwali tę ustawę jeszcze przed wyborami. To będzie test dla opozycji: czy idą na wybory pod hasłem "im gorzej tym lepiej", czy też dobro obywateli coś dla nich znaczy.

Popieram prawo własności, JOW, niskie podatki, przejrzyste prawo, karanie przestępców. Jestem przeciw uchwalaniu prawa, którego nikt nie będzie przestrzegał (poza frajerami). Nie mam nic przeciw skandynawskiemu modelowi państwa, o ile jego wprowadzanie rozpocznie się od przywrócenia monarchii.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (13)

Inne tematy w dziale Polityka