Nie , nie zwariowałem, ani nie zapałałem niespodziewana miłością do Romana Giertycha, tudzież Bosaka. A jednak, nowy sojusz prawicowych partii uważam, za warto poparcia.
W tych wyborach zamierzałem ze spokojem w sercu zagłosować na Unię Polityki Realnej, nie oglądając się czy wejdzie do sejmu, czy nie. W poprzednich głosowałem na PO i zawiodłem się na całego. PO nie było żadną liberalną przeciwwagą dla PiS. PO ukazało się jako partia socjaldemokratyczna, nie forsująca wcale rozwiązań rynkowych, a głosująca czasem razem z populistami. Cóż mi pozostało innego, niż głosować na tych, którzy najlepiej przybliżają moje poglądy?
No i tu niespodzianka, UPR odebrało mi możliwość i komfort głosowania "moralnego", na partię, która ma świetny program, ale do sejmu nie wejdzie, wchodząc w sojusz z LPR i PR. W pierwszej chwili byłem mocno zdegustowany: sojusz z tym farbowanym lisem Giertychem, który co wybory zmienia poglądy? Jeszcze Marka Jurka przełknąłbym, ale Zawiszę? Wydawać by się mogło, że nie ma na co głosować.
Jednak po przemyśleniu sprawy, uważam, że tak nie jest. Ten sojusz ma ręce i nogi. Ktoś kto wejdzie na stronę PR zobaczy taką deklarację: "Gospodarce potrzeba wolności od nad regulacji prawnych i biurokracji, wolności od antykonsumenckich karteli i monopoli, wolności od międzynarodowych grup nacisku i drenażu. Państwo strzeże więc ładu, dzięki któremu rynek nie jest zakłócony, a swoboda prowadzenia działalności gospodarczej nie jest dławiona z kraju ani zza granicy. Nie każde dzisiejsze zadanie państwa jest jego właściwym zadaniem i państwo wykonuje ich zbyt wiele, więc niektóre z nich trzeba przy-wrócić obywatelom i ich wspólnotom". A więc mniej o solidarności, znacznie więcej o tym, co jest rzeczywistym (tj. możliwym do realizacji) zadaniem państwa: pilnowaniem reguł rynkowej gry.
W sobotnim "Śniadaniu politycznym" Roman Giertych zastrzelił mnie wypowiedzią, że państwo powinno pozostawiać obywatelom więcej pieniędzy i że trzeba obniżać koszty pracy (jakoś tak). W sumie nie powinienem być zaskoczony: Roman Giertych nie po raz pierwszy zmienia poglądy i to jedna z tych cech tego polityka, które pozwalają mu na zawieranie wszelkich potrzebnych sojuszy.
Wniosek: obie partie dostrzegły wreszcie, że jedyna szansą dla nich jest program rzeczywiście prawicowy, nie tylko w dziedzinie światopoglądu, ale także gospodarki, że socjalizm i solidaryzm został już zagospodarowany przez PiS i że na dodatek Polacy robią się coraz bogatsi i coraz trudniej nabrać ich na hasła typu 3 000000 mieszkań, albo 100 000 dla każdego. Logiczną konsekwencja takiego postawienia sprawy jest zwrot ku UPR: partii, która propagowała od początku taki właśnie kierunek dla prawicy: liberalizm gospodarczy i konserwatyzm społeczny.
Mam nadzieję, że sojusz ten okaże się trwały i stanie się zaczątkiem budowy nowej formacji prawicowej. takiej, która będzie miała program liberalny, ale i chrześcijański, a także narodowy. Mam wrażenie, że w PO mało kto zdaje sobie sprawę, jak wiele dla ich popularności zrobił Rokita hasłem "Nicea albo śmierć". Dla mnie znaczyło to, że nie idziemy do Europy, żeby stać się beznarodowymi i bezwyznaniowymi Europejczykami, ale idziemy tam jako wspólnota polityczna. Nie jako "lud" - zbiór jednostek, których "chata z kraja" i wszystko im wisi, ale jako naród, jednostki połączone wspólnym interesem i identyfikacją. Droga PO w kierunku Unii Wolności, np. wypowiedź Komorowskiego, że interes Polski, to rozpuszczenie się w UE, jest jedną z przyczyn nieuchronnej porażki tego ugrupowania. Po co wyborca ma głosować w wyborach na ludzi, którzy nie mają przekonania co do tego, że w ogóle istnienie nasze wspólnoty ma sens? LPR z definicji nie popełnia tego błędu.
Liberalizm gospodarczy miał przez wiele lat pecha do ugrupowań, które dystansowały się od ludzi. Te partie (LPR, UPR, PR) wyrastają z autentycznych przekonań sporej części społeczeństwa, liberalnych, katolickich i narodowych. W tym tkwi ich szansa. Po drugiej stronie jest Partia Demokratyczna, która chce popularyzować poglądy zupełnie w "ludzie" niepopularne. Ot, dowcip historii: demokratami nazwali się ci, którzy z ludem nie mają prawie nic do czynienia.
Moje refleksje to wciąż zbiór życzeń. Ich realizacja zależy od wyniku wyborów i od zachowania liderów partyjnych po wyborach. UPR, LPR i PR mogą dokonać czegoś tylko i wyłącznie, jeśli postawią na jedność. Niestety, historia polskich partii prawicowych nie napawa optymizmem, niewiele tu udanych zjednoczeń, znacznie więcej bezsensownych podziałów. Mimo wszystko jest szansa, że powstanie wreszcie partia naprawdę prawicowa.



Komentarze
Pokaż komentarze (30)