Przeciwnicy PiS nie szczędzą słów wyliczając dlaczego nie lubią PiS i dlaczego nie powinno się na tę partię głosować. Człowiek słucha tego i czyta i zachodzi w głowę: skoro oni są tacy straszni, tacy nieudolni, tacy mali złośliwi pokurcze z kompleksami, to dlaczego, do jasnej anielki, w sondażach rośnie im poparcie? Przeciwnicy PiS zasłuchani we własne słowa rzadko roztrząsają tę kwestię, zadowalając się najprostszymi wytłumaczeniami, typu: "to wszystko przez moherowe babcie", "Polacy jako naród są głupi i chcą socjalizmu", "na PiS głosują ludzie przegrani, którzy nie skorzystali na transformacji" i tym podobne. Wszystkie te wytłumaczenia po części są prawdziwe: rzeczywiście na PiS głosuje wielu ludzi ubogich, słabo wykształconych. Jednak kompletnie nie tłumaczy to dlaczego na PiS głosują ludzie wygrani, wykształceni, majętni. A ja takich znam całkiem sporo. Jeszcze więcej obserwuję głosujących ba PiS drobnych przedsiębiorców, a także, o zgrozo, ludzi młodych, choć oni rzadko się do tego przyznają, bo jest to wyjątkowo niemodne. Co ich skłania do popierania PiS?
W tony bogoojczyźniane czy socjalne uderza co druga partia. Przykład AWS dowodzi, że to dalece niewystarczające, aby utrzymać się na scenie politycznej. Gdyby Polacy oczekiwali restytucji socjalu, głosowali by na Unię Pracy, a tymczasem to ugrupowanie przebywa poniżej notowań Unii Polityki Realnej. Gdzie więc tkwi tajemnica?
Moim zdaniem tajemnica sukcesu PiS tkwi w tym, co wywołuje wściekłość dotychczasowych ośrodków władzy i opiniotwórczych. Mianowicie PiS zaproponował własną hierarchię ważności spraw publicznych i własną hierarchię autorytetów. Zamiast marszu do Europy i roztopienia się w nowej ojczyźnie proletariatu - dbanie o interesy własnego narodu i państwa. Zamiast troski o resocjalizację przestępców i przestrzeganie ich praw - troska o bezpieczeństwo obywateli. Zamiast dbania o dobre stosunki z innymi krajami Europy - dbanie o interes własnego państwa przed interesami innych. Zamiast upowszechniania w Polsce zdobyczy eurosocjalizmu - propagowanie w Europie polskiego spojrzenia na prawa człowieka, karę śmierci czy aborcję. I tym podobnie dalej.
Mało tego: dużo większą wściekłość wywołuje to, że przedstawiciele PiS bimbają sobie z utrwalonej przez ostatnie 15 lat hierarchii autorytetów. Często wiąże się z tym resentyment czysto osobisty. Ostatni przykład wzgardzonego autorytetu, który nawołuje do oczyszczenia demokracji z matołów, co to nie wiedzą kto jest mądry, to prof Bartoszewski. Zbiorowo czują się wzgardzeni "wykształciuchy" - czyli ludzie wykształceni nie popierający PiS. Poczuli się obrażeni i dotknięci - bo Ludwik Dorn wytknął im, że formalne wykształcenie jeszcze nie czyni z człowieka inteligenta. O stosunku PiS do środowiska Gazety Wyborczej nie ma co wspominać, bo wzajemna nienawiść jest widoczna jak na dłoni. Na dodatek PiS dokonał aktu straszliwego obrazobustwa, ponieważ jego politycy występowali w Radiu Maryja, przerywając bojkot tej rozgłośni przez pierwszoplanowych polityków.
Co ciekawe: im więcej pojawia się narzekań na PiS, na to, że tego czy tamtego nie uszanowali - w sondażach wcale nie tracą poparcia, a wręcz ostatnio wyszli na prowadzenie. Dowodzi to, że hierarchia PiS trafia do przekonania większości wyborców. Ich propozycja zastąpienia dotychczasowych priorytetów nowymi znajduje duże poparcie w społeczeństwie.
Dawne elity nie mogą przejść do porządku dziennego nad tym, że ktoś kwestionuje ich sposób myślenia. I tu właśnie pojawia się pojęcie z pogranicza voodoo i ezoteryki, mianowicie "duch". Otóż PiS -owi trudno zarzucać rzeczywiste łamanie prawa, natomiast można zarzucać im łamanie ducha demokracji. Dziś w Polskim Radiu Pr III ze swadą prawił o tym Tomasz Lis. Że owszem, PiS nie łamie konstytucji, ale łamie ducha, a jeśli złamie ducha, to wszystko może się zdarzyć, np. obudzimy się w demokracji pozornej, jakiejś Rosji czy Białorusi. Duch demokracji staje sie tu wytrychem, którym można uzasadniać w dowolny sposób sprzeciw wobec PiS i walić w niego jak obuchem. Premier powiedział, że wyrok Trybunału Konstytucyjnego mu się nie podoba - łamie ducha demokracji, PiS nie godzi się na "Dzień przeciw karze śmierci" - łamie ducha europejskiej demokracji.
Tu krótka dygresja - duch działa również na poziomie europejskim. Trafnie wykazał to w swoim ostatnim wpisie Geralt: że we Francji spalono synagogi, w Portugalii zabito transseksualistę, w Belgii zamordowano na tle rasistowskim Murzynkę, o tym co sie dzieje w Rosji szkoda mówić - i w tym wszystkim zestawia się Polskę, w której po prawdzie nie dzieje się nic. Poza jednym - mianowicie do władzy doszli ci, którzy nie szanują "ducha". I ci są ta naprawdę groźni, bo co ostatecznie kogo obchodzi jakaś zadźgana Murzynka, czy masowe bestialstwa popełniane na Czeczenach - to w żaden sposób nie narusza hierarchii wartości wyznawanych w Unii Europejskiej. Natomiast partia prawicowa przy władzy, taka co nie odżegnuje się od religii - o, to jest prawdziwe zagrożenie dla europejskiego establiszmentu.
Obok ducha demokracji pojawia się inna zjawa, mianowicie duch prawa. Duch prawa niewątpliwie współdziała z duchem demokracji, choć z literą prawa nie zawsze. Przykładem takiego działania sił nadprzyrodzonych jest wyrok w sprawie oświadczenia majątkowego Hanny Gronkiewicz-Waltz. Wg. litery prawa Pani Prezydent nie powinna nią być - jednak duchy zadecydowały inaczej. W tym wypadku duch spowodował, że stosunek prawa do szczególnego przypadku Hanny Gronkiewicz - Waltz jest inny, niż np. w stosunku do obywatela, który spóźnił się z oddaniem PIT-a. Niewątpliwie werdykt TK w sprawie Ustawy Lustracyjnej - a szczególnie jego uzasadnienie - również jest wynikiem działania duchów. Tak się jakoś dziwnie składa, że oba upiory działają na korzyść elit wyłonionych przy Okrągłym Stole, czy to w sprawie mandatu Pani Prezydent, czy to w sprawie teczek współpracowników komunistycznej policji politycznej.
Tak więc ustaliliśmy - PiS egzorcyzmuje to, co dawne elity uznały za ducha demokracji. A czy to naprawdę był duch demokracji? Przypomina mi to historię, jaką opowiedział nam niezapomniany wykładowca filozofii, dr Okopień. Facet, który zarobił sobie u studentów na ksywkę "charyzmatyczny psychopata" zadał nam na zajęciach następujące pytanie: "Czy wiecie dlaczego we wszystkich gazetach w PRL pisano hasło << proletariusze wszystkich krajów, łączcie sie>>?" Nikt nie odpowiedział poprawnie. Odpowiedź brzmiała: "Dlatego, że władza chciała, aby straciło jakikolwiek sens, aby pozostało na papierze. Ale pewnego dnia Sekretarz Partii przychodzi sobie do pracy, przegląda gazety popijając kawusię, i we wszystkich stoi jak należy, że proletariusze łączcie się. Ale zza okna dobiegają jakieś hałasy. Sekretarz podchodzi do okna, wygląda - a tu proletariusze rzeczywiście się połączyli, i zrobili sobie Solidarność".
Mam wrażenie, że podobne zaskoczenie przeżywają teraz demokratyczne elity naszego kraju. Tyle nagadali się o demokracji, o tym, że ludzie sami powinni decydować o sobie, i kiedy rzeczywiście ludzie coś zmienili, kiedy przyszła formacja, która rzeczywiście zaproponowała ludziom zmianę, nie tylko twarzy, ale celów i zadań polityki, to się tej demokracji wystraszyli.
Stało się straszliwe nieszczęście - ludzie uwierzyli w demokrację i zadecydowali o swoim losie. Jeśli demokracja to właśnie wola ludu, to czym jest osławiony "duch"? "Duch demokracji" tak naprawdę nie był duchem demokracji: był to duch ustaleń w Magdalence, duch ustalonej nie raz jeszcze w PRL hierarchii, duch obietnicy, że jaka by władza nie była, to i tak robimy to co zwykle. Słowem: duch pseudodemokracji, duch oligarchii poza demokratyczną kontrolą, duch indoktrynacji społeczeństwa, a nie informowania go. PiS upiora przegania i to jest jego grzech w oczach przeciwników i zasługa w oczach zwolenników.


Komentarze
Pokaż komentarze (38)