Jak opisał Janusz Korwin Mikke na swoim blogu, a Dziennik dziś na pierwszej stronie, w czasie prawyborów we Wrześni miała miejsce scysja pomiędzy nim, a panią z Partii Kobiet na tle stosunku do dzieci niepełnosprawnych. Przebieg wypadków była taki: Janusz Korwin Mikke opowiada o idiotyzmach lewicy, zszedł na edukację i na klasy integracyjne. Wyraził pogląd, że jego zdaniem dzieci zdrowe nie powinny uczyć się z dziećmi niepełnosprawnymi. Oczywiście wywołało to żywą reakcję. Jedna z pan z Partii Kobiet powiedziała mu, myśląc pewnie, że go to zatka, żeby powiedział to samo jej niepełnosprawnej córce. Nie znała oczywiście pana Janusza - co zrobił? Oczywiście poszedł i powiedział. Kiedy rozmawiał z dzieckiem matka przepędziła go i wyzwała od faszystów. Padły przy tym jeszcze słowa (z ust JKM ma się rozumieć) w typie "naznaczona śmiercią", choć nikt nie przytoczył całej wypowiedzi, więc trudno powiedzieć w jakim kontekście to padło. "Dziennik" cytuje wypowiedzi innych polityków, w tym oburzonych polityków lewicy i prawicy (jeden nawet by Korwina pobił!). Nawet Giertychowi zabrakło słów.
Przyznam się że nie podzielam oburzenia polityków i komentatorów, w tym Fremena: problem w tym, że JKM miał rację. Przecież chodziło mu o to, żeby to rodzice decydowali o tym, jak są wychowywane ich dzieci. Nie proponował ani wyrzucania niepełnosprawnych dzieci ze szkół, ani ich eksterminacji, tylko - żeby rodzice mieli prawo decydowania o tym, z kim się ich dzieci uczą. JKM sam się tłumaczy na swoim blogu: "chodziło na pewno o to, że we Wrześni moje przemówienia przerywał - a właściwie: zagadywał jednym potokiem słów - jakiś patafian z LiD-u. W pewnym momencie zaczął wrzeszczeć, że chcę wyrzucić ze szkół niepełnosprawne dzieci. Odparłem na to, że to bzdura - nie chcę tylko, by pod przymusem "integrowano" dzieci tych rodziców, którzy sobie tego nie życzą." Co było dalej - wiadomo.
Korwin Mikke powiedział rzecz oczywistą, ale - jak zwykle zresztą - w formie nieprzyswajalnej dla publiczności. Fatalnie, bo meritum (wolność wychowywania swoich dzieci) przepadło w przekazie o tym, że Korwin Mikke nie lubi dzieci niepełnosprawnych. JKM stale zdaje się nie pamiętać, że nie ma co liczyć na przychylność mediów, że każda jego wypowiedź zostanie zinterpretowana tak, by wyszedł na krwiożerczego potwora. To jego główna wada jako polityka, ale - przyznam się bez bicia - za tę nieporadność szczerze go lubię.



Komentarze
Pokaż komentarze (52)