Wczoraj pojawiła się informacja o układzie zawartym przez PO ze związkami zawodowymi w PGNiG: tutaj. Informację powtórzyły po Parkiecie portale: Interia i Onet (na WP nie znalazłem, ale nie wykluczam, że napisali). I nastąpiła cisza, wszyscy przeszli nad sprawą do porządku dziennego. Jedynie dzielni blogerzy Salonu24, szczególnie Michael i Joanna Mieszko-Wiórkiewicz i inni trąbili o tym, ale był to - jak brzmiał tytuł jednego z postów - "głos wołającego na puszczy". Dopiero dziś sprawę poruszył na konferencji prasowej poseł PiS Tomasz Dudziński. O co właściwie chodzi?
W sobotę Aleksander Grad i Bronisław Komorowski podpisali w imieniu PO porozumienie pomiędzy partią a związkowcami PGNiG. Związkowcy PGNiG zobowiązali się popierać PO w wyborach, natomiast PO zobowiązała się do wydania byłym i obecnym pracownikom spółki 750 tys. darmowych akcji (około 12,7 proc. kapitału). Do ok 60 tys osób trafiły by akcje wartości ok 4 mld PLN. Witz polega na tym, że PGNiG nie jest taką sobie pierwszą z brzegu spółką, ale przedsiębiorstwem o znaczeniu strategicznym. W związku z tym układ zawiera klauzulę o tym, że akcje, które ewentualnie dostanie załoga, mają być zabezpieczone przed przejęciem przez inwestora, którego nie akceptowałby rząd (teraz kontroluje ponad 84 proc. kapitału PGNiG).
Ponieważ jest duże prawdopodobieństwo, że "nieakceptowany inwestor" - czyli jakaś rosyjska firma pod kontrolą tamtejszych służb - będzie chciał przejąć to przedsiębiorstwo, wykup akcji przez państwo jest operacją również bardzo prawdopodobną. Innymi słowy: załoga za zgodę na prywatyzację podzieli między siebie 4 mld PLN spółki. Pieniądze te, zamiast iść na rozwój firmy, albo na dywidendę dla udziałowców (czyli dla Skarbu Państwa), zostaną rozdane.
Komentatorzy Salonu24 zwracali do tej pory na to, że operacja ta oznacza zdradę narodową PO i tym podobne. Myślę, że problem leży zupełnie gdzie indziej. Układ PO - związkowcy jest po prostu pierwszym sformalizowanym tego rodzaju porozumieniem. Wcześniej wszystkie partie obiecywały związkowcom różne sprawy, ale robiły to po cichu. Obietnice odpowiedniego traktowania uzyskiwali przecież stoczniowcy, górnicy, kolejarze i inni. Teraz rzeczywiście korupcja polityczna uzyskała pewne formalne ramy. Jednak PO nie zrobiła nic niezwykłego. Warto zwrócić uwagę na zachowanie PiS. Przez cały dzień PiS sprawę ignorowało ( a nie wierzę, że rządząca partia nie wie co się dzieje w jednej ze spółek Skarbu Państwa, tym bardziej, że PiS dysponuje wsparcie służb specjalnych, które po prostu musiały wiedzieć, jeżeli wiedzieli dziennikarze). Dopiero dziś na konferencji prasowej wystąpili poseł Tomasz Dudziński i minister gospodarki Piotr Woźniak. Poseł Dudziński (l. 34, okręg chełmski, wcześniej radny w Warszawie) oskarżył PO o korupcję polityczną. PO odpowiedziało od razu pozwem do sądu. Jednak najbardziej pouczający jest apel pana ministra Woźniaka do związkowców, aby porozumienie zignorowali, bo spółka... i tak zostanie sprywatyzowana. Słowem PiS też "zdradził", albo "zdradzi". Ze słów ministra wynika obietnica, że związkowcy nie mają się czego obawiać zwycięstwa PiS, że ich interesy zostaną uwzględnione (czytaj - PiS również wyciągnie nam z kieszenie 4 mld). Proszę zwrócić uwagę na komunikat jaki wysyła PiS związkowcom: spokojnie, jesteśmy po waszej stronie, to tylko PO jest złe. PiS też zależy na głosach związkowców, dlatego sprawę rozgrywa delikatnie i rękami drugoplanowych postaci.
Warto dodać, że porozumienie PO ze związkowcami gwarantuje im "prawo do kontynuacji sporu zbiorowego jeśli umowa nie zostanie zrealizowana". Czyli jeżeli minister Komorowski zapomni co obiecał jako poseł, to związkowcy przyjadą do Warszawy upomnieć się o swoje. Po paru godzinach rozpierduchy i walk z policją, kiedy opinia publiczna wyda już werdykt, że związkowcom się należy, bo to biedni ludzie pracy, skrzywdzeni i wykluczeni, gdy notowania rządu pójdą w dół, premier podpisze im nawet, że jest kurą, jeśli związkowcy zażądają, i nawet na konferencji prasowej zniesie jajo, żeby się uwiarygodnić.
Cała ta sprawa pokazuje do jakich patologii może prowadzić państwowa własność przedsiębiorstw. Politycy, którzy są obieralnymi właścicielami spółek, mogą obiecywać konkretne korzyści pracownikom w zamian za poparcie. I robią to. Nie miejmy złudzeń: po to przy politykach kręcą się związkowcy, żeby zawierać takie układy. Decyzje polityczne oczywiście nijak mają się do decyzji ekonomicznych, narażają więc spółki na straty. To z kolei powoduje zmniejszenie wpływów do skarbu Państwa, z podatku i dywidendy, czyli zubaża nas wszystkich. Myślę, że poseł Dudziński ma rację: to jest korupcja polityczna. Niestety, jego ugrupowanie nie przejawia chęci, żeby takie praktyki przeciąć raz na zawsze w przejrzysty sposób: przez uczciwą prywatyzację wszystkich państwowych spółek.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)