Nieoceniony Łukasz Foltyn napisał czym jest wolny rynek i jak trzeba go hołubić i hodować. Trafnie odpowiedział mu Qatryk, a ja tylko dodam drobne uzupełnienie.
Żeby nie było wątpliwości - nie czepiam się p. Foltyna, którego lubię i szanuję. Jest natomiast bardzo dobrą egzemplifikacją pewnego lewicowego sposobu myślenia. Otóż wg. tego myślenia wolna konkurencja to nie jest wolny rynek (tak jak przyjmują liberałowie). Ktoś mógłby powiedzieć, że to sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem, ja jednak dostrzegam w tym logikę. Wolna konkurencja oznacza, że podmiot dysponujący większym kapitałem, albo własnością środków narzuca swoje reguły. Może osiągać pozycję monopolistyczną, lub zbliżoną do monopolu. I co wy na to, liberałowie, zapyta przedstawiciel lewicy? Jako liberał odpowiadam: a nic! Skoro to zgodne z prawem i uwarunkowane własnością, to widocznie monopol jest konieczny. Przedstawiciel liberalizmu lewicowego oczywiście nie zgodzi się na takie pozostawienie spraw własnemu losowi. Jak napisał Foltyn, wiele się trzeba naregulować, żeby osiągną wolny rynek: "Wolny rynek sprzyja klientom, ale żeby go osiągnąć potrzeba wieloletniej przemyślanej polityki, także w zakresie regulacji. Bez regulacji bowiem liberalizacja jest pustym zapisem, czasem wręcz niszczącym wolny rynek".
No właśnie, jeżeli wolny rynek nie cierpi swobodnej konkurencji, bardziej mu sprzyja konkurencja regulowana, to czym właściwie jest? Myślę, że odpowiedź kryje się w poglądach lewicy na to, czym jest wolność. Otóż wolność, to nie tylko brak kajdan, które uniemożliwiają nam zrobienie tego, czy tamtego. Wolność wg. lewicy musi być wspomagana przez państwo, inaczej jest tylko pustym sloganem. Np. kobieta jest z definicji w gorszej sytuacji niż mężczyzna, i dlatego potrzebuje parytetu w parlamencie, czy w zarządach firm (pionierski eksperyment właśnie odbywa się w Norwegii), homoseksualiści byli przez tysiące lat zwalczani, dlatego powinni mieć więcej swobody w ekspresji swoich poglądów. Sztuki nowoczesnej nikt nie kupuje, dlatego państwo powinno ją dotować, bo inaczej wolność artystów przepadnie. I tak dalej w nieskończoność. Państwo jest tu nieustannym wyzwalaczem i gwarantem wolności. Wolność bez równych szans w jej korzystaniu - to fikcja wolności, mówi lewica.
Tu chyba widać wyraźnie, dlaczego liberalizm odżegnuje się od ideologii egalitarnej. Wolny rynek w ujeciu naprawdę wolnościowym, to rynek w którym swoboda konkurencji wyklucza równość szans. Wolność w naturalny sposób prowadzi do nierówności pod każdym względem. Oczekiwanie od wolnego rynku, aby gwarantował równość podmiotów gospodarczych, nie tylko pod względem prawnym, ale także faktyczną, jest utopią. Wniosek z tego: lewicowe poglądy na to czym jest, a czym nie jest wolny rynek bynajmniej nie wypływają z tego, że lewica znalazła kamień filozoficzny ekonomii (choć czasem tak twierdzi), tylko z ich założeń ideologicznych. Pan Foltyn zarzuca liberałom naiwność, ale przecież to właśnie lewica grzeszy tu naiwnością wierząc, że wygra z realnym światem budując byty fikcyjne. Rynek nie dlatego jest dobry, bo jest wolny, równy i sprawiedliwy, a tylko dlatego, że w długim okresie prowadzi do wyboru rozwiązań najbardziej zbliżonych do optymalnych.
Łukasz Foltyn odnosi się do przykładu rynku energii. Rzeczywiście, na rynku tym inwestycje trwają długo, rzeczywiście, gracz, który wyprzedzi konkurencję ma szansę zebrać premię monopolisty. Jednak wnioski jakie wyciąga p. Foltyn - są IMHO błędne. Regulacja państwowa może prowadzić do konserwacji zastanych warunków. Np. państwo sztucznie obniża cenę, którą elektrownie mogły by podnieść. Konsument nie ma motywacji by szukać alternatywnych rozwiązań. Stąd ewentualna konkurencja się nie pojawia, bo nie pojawia się klient, którego mogła by zdobyć. Nie ma sensu prowadzenia badań nad alternatywnymi źródłami energii, nie ma sensu inwestować w małe, osobiste elektrownie wiatrowe czy słoneczne, nie mówiąc o dużych inwestycjach w alternatywną infrastrukturę. Tak naprawdę, to za regulacje płaci się dwa razy. Pierwszy raz to koszt samej regulacji, na którą składają się działania państwa. Drugi koszt, to zaniechane inwestycje i inne błędne względem optymalnego wybory graczy na rynku. W tym świetle wolna konkurencja - nawet dopuszczająca do monopoli - opłaca się bardziej niż sztucznie wykreowany - a przez to zupełnie fikcyjny, "wolny" rynek.
Slogan o regulowaniu w celu uzyskania wolnego rynku brzmi bardzo efektownie. Niemniej jest to jeden z wielu lewicowych sloganów w typie dialektyki marksistowskiej i "jedności przeciwieństw". Proponuje chętnym ćwiczenia z erystyki w udowadnianiu twierdzeń typu: "wiele poglądów trzeba wykluczyć z powszechnej dyskusji, aby osiągnąć wolność słowa". Albo: "dużo ludzi trzeba pozbawić życia (np. przez aborcję), aby móc chronić prawa człowieka".
Małe uzupełnienie: jeśli ktoś się chce uwolnić od monopolu elektrowni, to może sobie zafundować na przykład coś takiego , albo takiego , a i to nie zaszkodzi,
a nawet ewentualnie to.


Komentarze
Pokaż komentarze (19)