"Rzeczpospolita" podała informację o pomyśleKrystyny Szumilas, kandydatki na wiceministra oświaty. Wpadła mianowicie na pomysł likwidacji kuratoriów. Jest ich w kraju 16 i stanowią administracyjny nadzór nad szkołami. Są to rozbudowane jednostki administracyjne, posiadające oddziały terenowe. Ich zadania to wizytacja szkół, wydawanie akredytacji, słowem - stanowią państwowe narzędzie kontroli nad edukacją.
Jestem całym sercem za likwidacją kuratoriów. Byłby to dobry wstęp do decentralizacji oświaty i wyjęcia jej spod kontroli państwa. Niestety, ale nie jest tak różowo. PO to wszak liberałowie, którzy chcą kontrolować. Krystyna Szumilas twierdzi: "Potrzeba nowocześniejszego nadzoru pedagogicznego, który nie będzie organem politycznym ministra, ale niezależną instytucją, która będzie czuwała nad pracą szkoły". Czyli chodzi o to, by nie powtórzył się przypadek Romana Giertycha. Przypominam, do tej pory kuratoria były dobre, choć stanowiły tak naprawdę pas transmisyjny decyzji z ministerstwa, które reprezentowało jakąś ideologię. Ale pojawił się Roman Giertych, który postanowił przekształcić oświatę wg. swojego pomysłu. Oczywiście licencjonowanym macherom od edukacji się to nie podoba, bo pomysły Giertycha nie szły na przeciw oczekiwaniom oświeconych elit. Trzeba więc stworzyć taki system, aby minister oświaty nie miał w oświacie nic do powiedzenia.
Mam dla ministrów i wiceministrów PO pomysł racjonalizatorski. Jeśli nadzór ministerialny nie jest oświacie potrzebny, to może samo ministerstwo nie jest potrzebne? Bo nie można zjeść cistka i jednocześnie mieć ciastko. Albo robimy "nowoczesny nadzór pedagogiczny" pod kierunkiem ministra, albo nie robimy go wcale, bo kto niby ma prawo odgórnie kontrolować placówki edukacyjne, jeśli nie minister i jego (za przeproszeniem) organy?
Chyba, że w PO wpadli na rozwiązanie tej kwadratury koła. Np. nadzór będzie pełnił specjalny urzędnik, nieusuwalny przez ministra, o długiej kadencji, pełniący rolę bezpiecznika politycznego na wypadek wygranej "oszołomów". Byłby o oczywiście "apolityczny fachowiec", człowiek mądry i odpowiedzialny. I oczywiście "nasz", czyli Europejczyk, a nie jakiś głąb.
Niestety, ale chyba tak to będzie wyglądało. A potrzebne są realne zmiany. Sama decentralizacja oświaty i jej wyjście spod państwowej kontroli jest bardzo potrzebna. Potrzebny jest bon edukacyjny, aby umożliwić finansowanie prywatnej oświaty z podatków. Potrzebne jest też obniżenie absurdalnych norm sanitarnych dla szkół, które to normy są egzekwowane głównie wobec nowych, prywatnych placówek, przez co tworzenie nowych szkół jest nieopłacalne. Likwidacja kuratorium jest również bardzo potrzebna. Rola kuratorium polega w pracy szkoły na dyscyplinowaniu nauczycieli i stawaniu zawsze po stronie ucznia. Kuratoria są obsadzone przez edukacyjnych teoretyków, wychowanych na nowych pomysłach edukacyjnych i na - powiedziałbym - optymistycznej wizji ucznia.
Przykłady: Moja żona - nauczycielka - miała szkolenie pogadankę, na którym wysłannik kuratorium przekonywał ich, że nie wolno dzieciom stawiać jedynek, że dzieci chcą się uczyć, że jeśli dziecko czegoś nie pojmuje to wina jest po stronie nauczyciela. Każdemu z tych twierdzeń towarzyszył wybuch śmiechu zgromadzonego ciała pedagogicznego, które dobrze wie, że statystyczny uczeń jest leniwy, nie chce się uczyć, woli siedzieć w krzakach i palić pety i obowiązek chodzenia do szkoły pojmuje jako formę niewolnictwa.
Moja matka - równie nauczycielka miała do czynienia z kuratorium. Mianowicie postawiła uczennicy za brak stroju na lekcji w-f jedynkę. Ojciec dziecka miał znajomości w kuratorium, przyjechała wizytacja i pouczyła moją matkę (nauczycielkę od 18 roku życia), że dziecku nie wolno stawiać jedynek za brak stroju, bo to nie należy do przedmiotu (o dyscyplinie na lekcji nie wspomniano) i że stosuje "przedwojenne metody pracy". To jest właśnie kuratorium - instytucja skrajnie zideologizowana, bez kontaktu ze szkolną rzeczywistością, za to z uporem maniaka stojąca po stronie uczniów, którzy dawno ze szkoły powinni zostać usunięci. Ideologia edukacji i niesienia kaganka oświaty tym, którzy wcale go nie chcą, przeżarła mózgi i przynosi tragiczne plony. Dzieciaki, zamiast uczyć się zawodu i pracować, przez długie lata siedzą w szkołach i udają, że się uczą, albo nawet nie próbują udawać. Po co ? Przecież i tak nikt ich nie wyrzuci ze szkoły, bo to nie ich wina, że się nie uczą. Winni są nauczyciele i "przedwojenne metody". W ten sposób potencjał nauczycieli, którzy mogli by skupić się na przekazaniu wiedzy uczniom, którzy coś z tą wiedzą w przyszłości zrobią, jest rozmywany i marnowany. Gorzej jeszcze: dzieciakom marnuje się parę lat życia w imię nieżyciowej ideologii.
Dobrze było by, gdyby PO zaczęło słuchać nauczycieli praktyków. Nauczycielem była właśnie posłanka Szumilas, może stąd spadł jej do głowy dobry pomysł. Dlatego mimo wszystko jej kibicuję, i mam nadzieje, że wykaże się uporem i konsekwencją w realizacji swojego pomysłu.


Komentarze
Pokaż komentarze (12)