Grim Sfirkow Grim Sfirkow
276
BLOG

Utopia rodziny partnerskiej

Grim Sfirkow Grim Sfirkow Polityka Obserwuj notkę 77

Wczoraj w Polskim Radiu w Programie Trzecim, w audycji redaktora Bugalskiego, była mowa o rodzinie partnerskiej. Goście w studiu, działacze fundacji promującej rodziny partnerskie, przytoczyli bardzo ciekawe wyniki badań.

Mianowicie: wg. dostępnych im badań bardzo wiele kobiet (niestety, nie podano dokładnych danych) nie chce powierzać obowiązków domowych mężom, ponieważ - uwaga, uwaga - uważają, że one zrobią to lepiej. Czyli nie tylko, że mężczyźni nie mają ochoty przejmować od kobiet ich obowiązków, ale matki, żony i kochanki wcale nie chcą się nimi dzielić!

Do tego obecny pan psycholog w studio dodał informację, że obserwuje swego rodzaju inercję. Tzn. rodziny które w założeniu obu małżonków miały być partnerskie, po jakimś czasie stają się normalne.

Jakie z tego można wyciągać wnioski? No chyba oczywiste: rodzina partnerska, w której małżonkowie "po równo" rozdzielają między siebie obowiązki zarabiania pieniędzy i opieki nad domem, to utopia. To po prostu się nie sprawdza. Kobiety wolą same dopilnować spraw, na których ima zależy. Mężczyźni wolą skupiać się na rzeczach, które sprawiają im satysfakcje, albo na takich, które nikt inny w domu nie wykona. Nie wiem jak wy, ale ja jakoś nie mam sumienia w ramach równouprawnienia poprosić żonę, aby przy pomocy wiertarki udarowej, wiertłem fi 10, przewierciła ścianę. Dalej: jeżeli ktoś zarabia więcej pieniędzy od drugiej osoby - a tak się składa, że mężczyźni wybierają zawody lepiej płatne - to bezsensem jest aby ta osoba szła na urlop macierzyński, albo brała zwolnienie do opieki nad dzieckiem.

Te obserwacje zbiegają się z moim jak najbardziej potocznym, rodzinnym doświadczeniem. Jeżeli moją żona w weekend jedzie na jakiś kurs i zostawia mi dziecko, to po powrocie mogę spodziewać się szczegółowego wywiadu co robiłem i gruntownego opieprzu, że wszystko zrobiłem nie tak jak należy. Moją małżonka nie zleca mi również prania, bo chce sama zadbać, by jej bielizna nie była prana razem z spodniami, a staniki były wyprane ręcznie. Nie wtrącam sie również do tego, co żona chce kupić do domu, jakie powiedzmy środki higieniczne sobie i dziecku - nie znam się na tym. Z drugiej strony nie palę sie do obowiązków domowych, no chyba, że polega to na wywierceniu szeregu dziur, przywierceniu kawałków blachy do kołków i wzmocnienia wszystkiego cekolem. Wychodzę z założenia, że jeśli uda mi się w weekend zrobić jakąś lewiznę dla szefa, albo kumpla, to będzie to z większą korzyścią dla rodziny, niż jeśli skupię się na robieniu prania. Dzięki temu moja żona będzie mogła kupić sobie więcej ciuchów, wszak ma ich wciąż za mało (dwie pełne szafy) i nie ma co na siebie włożyć.

To były moje wnioski. Natomiast goście w studiu wyciągnęli wnioski diametralnie odmienne. Otóż jeżeli kobiety nie są zainteresowane układem partnerskim, to trzeba nad nimi pracować, uświadamiać, przekonywać. Jeżeli rodzina po jakimś czasie, w naturalny sposób wraca do normy, to jest to źle, to świadczy o naszej ułomności i sile stereotypów. Zaskakujące, że nikt w studio nie wpadł na pomysł, że może tradycyjny model jest wygodny dla obu stron? Że jeśli rodzina z podziałem obowiązków na męskie i żeńskie przetrwała wojny, klęski głodu, epidemię AIDS, syfu i malarii, średniowiecze i oświecenie, wędrówki ludów, Hitlera, Stalina, a nawet Małgorzatę Thatcher'ową - to po prostu jest skutecznym i sprawdzonym rozwiązaniem?

Popieram prawo własności, JOW, niskie podatki, przejrzyste prawo, karanie przestępców. Jestem przeciw uchwalaniu prawa, którego nikt nie będzie przestrzegał (poza frajerami). Nie mam nic przeciw skandynawskiemu modelowi państwa, o ile jego wprowadzanie rozpocznie się od przywrócenia monarchii.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (77)

Inne tematy w dziale Polityka