Polska znów ujawniła swój zajazdowy i konfederacyjny ustrój. Konfederacje powołali celnicy, zajazd uskuteczniają kierowcy TIR-ów. Założę się, że swoje wywalczą. Oczywiście kosztem przeciętnego podatnika, które wyciągnie się poprzez inflacje potrzebne pieniądze z kieszeni. Przeciętny podatnik zacznie kombinować, szczególnie ze sfery budżetowej: jeżeli oni mogą, to dlaczego nie ja? Czekam na protesty wojskowych, na strajk włoski policji, na protesty nauczycieli, np. wystawiających wszystkim piątki (lub jedynki - efekt ten sam).
Sam protest celników i kierowców jest tu przypadkiem ciekawym. P. Wojciech Sadurski zauważył, że mamy tu konflikt poziomy, pomiędzy dwiema grupami interesów. Moim zdaniem to nie do końca tak. Mamy konflikt spowodowany brakiem wyobraźni rządu. Czy tak trudno było przewidzieć, że wejście do strefy Schengen i wzmocnienie kontroli granicznej spowoduje zwielokrotnienie czasu oczekiwania na granicach? Że trzeba otworzyć nowe przejścia i zmodernizować stare? Że przez Polskę przebiegają trasy na linii Rosja - UE, o ogromnym znaczeniu dla obu stron? Celnicy nie są wrogami kierowców, a kierowcy celników. Problemem jest granica i brak inwestycji w infrastrukturę graniczną.
Protest celników jednak uderza w kierowców. Jeśli protestują celnicy, by uderzyć w rząd, poszkodowani są również czekający na przejściu granicznym. Proponuję więc, aby zmienili formę protestu. Zamiast zamykać granicę - niech ją otworzą. Niech wpuszczają i wypuszczają wszystkich bez kontroli. Kierowcy będą zachwyceni. Rząd - wręcz przeciwnie. Kiedy Polskę zaleje fala taniego paliwa, taniego alkoholu i tytoniu, kiedy spadną dochody z akcyzy, wtedy rząd dopiero znajdzie się pod ścianą. I będzie to bez straty dla kierowców, a z zyskiem dla zwykłych obywateli państwa. Wszak granica istnieje po to, by rząd mógł komfortowo nas - obywateli, grabić z pieniędzy.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)