Wydaje się, że zgodnie z trafną analizą Trystero uznanie niepodległości Kosowa jest sprzeczne z polską racją stanu. Może tak być, ale nie musi. Dla Polaków mogą wypłynąć z tego korzyści, zaś dla państw europejskich, potencjalnie groźnych, mogą wyniknąć nieliche kłopoty. Przypominam: niepodległość Kosowa to w świetle prawa międzynarodowego uznanie granic w Europie i świecie za naruszalne. Oznacza to coś jeszcze: precedens powstania nowego państwa narodowego w Europie w obrębie państwa historycznego. To wiele zmienia.
Głosy w rodzaju, że Polakom z Niemczech nie należą się takie same prawa, jak mniejszości niemieckiej w Polsce, bo Niemcy to mniejszość historyczna, a Polacy nie, można uznać za nieuzasadnione. Przecież to nie ma znaczenia jak długo Polacy mieszkają w Berlinie, czy Frankfurcie, ważne że mieszkają i że potrafią wyartykułować swoje żądania. Jeśli za niedługi czas w Gorlitz czy Loknitz, czy innym przygranicznym miasteczku będą mieszkać sami Polacy ( a jest to o wiele bardziej prawdopodobne, niż że Niemcy przeprowadzą się gromadnie do Stettin, czy Breslau) , to będą mieli otwartą drogę do żądania autonomii, lub przyłączenia do Polski. Zresztą wszyscy należymy do Unii, granic nie ma, więc chyba nie było by z tym problemu?
Polacy są dosyć daleko do realizacji podobnych żądań ( na razie). Jednak znacznie bliżej ku temu mają tureckie i arabskie grupy w Niemczech, w Holandii, w Belgii, o historycznych mniejszościach narodowych w różnych krajach Unii nie wspomnę. Ciekawe jak Niemcy zapatrywali by się na sprawę Kosowa, gdyby jednocześnie żądanie autonomii wystosowało jakieś Zrzeszenie Gmin Muzułmańskich Nadrenii. Obecnie Niemcy nie stanowią dla Polski zagrożenia. Ich ewentualne wewnętrzne kłopoty mogą ten czas przedłużyć. I to dla nas druga korzyść.
Uważam więc, że niepodległość Kosowa może być otwarciem puszki Pandory. Najróżniejsze mniejszości mogą zacząć domagać się autonomii. W takim układzie Polska jest na tle Europy w dobrej sytuacji. Jako państwo jednorodne narodowościowo, będziemy mieć większe znaczenie, jako stabilny i przewidywalny partner. Ot, taki mamy prezent zza grobu od dziadka Stalina. Gorzej będą mieli Hiszpanie i Francuzi (Baskowie), Anglicy (Walia, Szkocja), Belgowie (grozi rozpad państwa), Niemcy ze swoimi milionami imigrantów, to samo Skandynawowie. Można powiedzieć, że ostatecznie skończył się "koniec historii". Rydwan dziejów znów rusza z kopyta.
Ps. Całym sercem popieram Serbów. Z prostej przyczyny - mam przyjaciela z Belgradu. Trzymaj się, Mirko!


Komentarze
Pokaż komentarze (10)