Ostatnio opinię publiczną zaszokowała informacja o tym, że Polska ma bardzo wiele ludzi ubogich, w tym w ubóstwie żyje 25% dzieci. Temat mnie mocno zaintrygował. Idę ulicą i patrzę: gdzie są ci ubodzy, niedożywieni ludzie? Przecież 19% ubogich, to co piąty mieszkaniec Polski, prawdziwa rzesza.
Podsumujmy fakty: zarobki rosną, Polacy masowo sprowadzają używane samochody z Zachodu - nie jest to towar dla bogaczy. Dodatkowo bijemy rekordy w kupowaniu telewizorów LCD, bodaj Polska jest na jednym z pierwszych miejsc w Europie pod tym względem. Jeśli w krajach o mniejszym ubóstwie kupuje się mniej tego rodzaju towaru luksusowego, to znaczy, że polskie ubóstwo jest stanem mocno specyficznym. Co to jest więc ubóstwo wg. Komisji Europejskiej?
Bieda oznacza zarobki na poziomie 60% przeciętnego wynagrodzenia. Natomiast przeciętne wynagrodzenie na styczeń wynosi 2969 PLN brutto (czyli circa 2000 netto). Z tego 60% to odpowiednio 1781 PLN brutto (circa 1200 netto). Czyli do biednych należy zaliczyć początkującą nauczycielkę o zarobkach 800 PLN netto. Natomiast dobra sprzątaczka biedna już nie jest, w Warszawie potrafi zarobić 1500 "na rękę".
Tyle teorii. Jaka natomiast jest praktyka? Kilka przykładów: znajoma mojej żony pracuje w bibliotece, zarabiając 1200 PLN - czyli na progu ubóstwa. Jej mąż nie pracuje. Mają dwoje dzieci, niewątpliwie zaliczane w tej sytuacji do dzieci ubogich. Gdyby jednak ktoś chciał zebrać dla nich dary, bo pewnie nie mają co do garnka włożyć z dochodami 300 PLN na głowę i przyjechał z nimi do nich, musiałby być trochę zaskoczony poziomem biedy. W pokoju zobaczyłby komputer, kino domowe, w kuchni nowe meble. Przed domem zobaczyłby dwa samochody (fakt, stare i używane, ale oba jeżdżące, legalne i za coś utrzymywane), a w salonie skórę dzika własnoręcznie zastrzelonego przez pana domu, należącego do koła łowieckiego. Nie wiem, czy w tej sytuacji czuje się on "wykluczony", wszak bieda jak mówią raporty unijne, powoduje wykluczenie i niemożliwość pełnego uczestnictwa w życiu społecznym.
Rozwiązanie tej zagadki jest banalnie proste: mąż koleżanki przeciętnie pół roku spędza we Francji w nielegalnej pracy. Zarabia tyle, że drugie pół roku może leżeć do góry kołami i strzelać do dzików. Oczywiście nie jeździ sam, tylko z kolegami i krewnymi. Nikt z nich nie ujawnia tych dochodów, bo i po co. Wszyscy niewątpliwie statystycznie są bardzo ubodzy.
Drugi przykład: moja koleżanka jest nauczycielką. Zarabia 1100 na rękę. Kolejna uboga. Jednak ubóstwa po niej również nie widać. Po prostu po pracy wyciąga nie raz drugą pensję na korepetycjach. Nie muszę dodawać, że nie ujmuje tego żaden wpis w rejestrze działalności gospodarczej.
Kolejna koleżanka - nauczycielka. Ta ma męża i dziecko. Zarabia ok 1000 PLN. Natomiast jej mąż zarabia najniższą krajową (938 Brutto). Statystycznie mają "na głowę" poniżej 60% średniej. Zagwóstka polega na tym, że mąż koleżanki zarabia tylko oficjalnie płace minimalną, w rzeczywistości ma pod stołem "premię" od każdego zlecenie.
Zróbcie przegląd swoich kupli, znajomych - ilu z nich ujawnia wszystkie swoje dochody? Ilu pracuje za granicą, pieniądze wydaje w Polsce, a fiskus nic nie wie? Ilu pracuje za 1000 na rękę, a pod stołem dostaje resztę pensji? SLD i PiS przerzucają się oskarżeniami o to,kto stworzył państwo w którym 25% dzieci żyje poniżej progu ubóstwa. Powinni się oskarżać o to, kto stworzył państwo hipokryzji, kto wyszkolił ludzi w tym, że ukrywanie zarobków to ich święte prawo. (Prawdę mówiąc, nie potrafię potępić moich znajomych za ukrywanie dochodów. Przecież wiem dobrze, że te pieniądze w rękach państwa, to kolejne limuzyny dla urzędników, a nie kilometry dróg). Ktoś mógłby powiedzieć, że to liberalna ideologia idzie za takimi zachowaniami. Niestety, nic z tych rzeczy. Ludzie ci mają najróżniejsze preferencje polityczne, a zachowanie to przyjmują jako najzwyklejszą, naturalną rzecz, w ogóle nie zastanawiając się nad tym.
Ten raport Komisji Europejskiej tak naprawdę nie jest zły. Raport z zeszłego roku mówił o 29% dzieci żyjących w ubóstwie, czyli statystycznie widać poprawę. Jednak niewiele mówi o rzeczywistym ubóstwie Polaków. Znacznie więcej mówi o skali, w jakiej obywatele naszego kraju dymają własne państwo. Niestety, rządzący nie wyciągną z tego raportu wniosku, że prawo jest do d... bo prowokuje ludzi do takich zachowań. Wyciągną inny: drapieżny kapitalizm powoduje powstanie biedy, trzeba więc zapobiegać temu, podnosząc podatki. Jak wpłynie to na decyzję Polaków o ujawnianiu dochodów - nie muszę chyba tłumaczyć.
------------------
Update, w związku z zarzutami, że nie jeżdżę poza Nowy Świat w Warszawie, ani poza Poznań, czy Łódź :
Bieda na wsi:
Co roku kilka razy bywam na biednej, kieleckiej wsi. Mam to szczęście, że dom mojej Babci stoi tuż koło kościoła. Co niedzielę mogę więc sobie pooglądać polką, wiejską biedę. Bieda przyjeżdża do kościoła samochodem. Maluchy to jakieś 10%. Reszta z Zachodu, jest trochę nowych. Bieda ubrana może niemodnie, ale na pewno schludnie i czysto. Bieda rzuca na tacę w kościele aż miło. Oby więcej takiej biedy na polskiej wsi.
Inny obrazek, z Pomorza, opowieść kolegi: Jakiś czas temu niedaleko Słupska przyjechał Holender, aby założyć nowoczesne gospodarstwo. Wyjechał po roku. dlaczego? Nie znalazł pracowników. Ciekawe, prawda? Pomorze Środkowe, to jeden z najuboższych, zapuszczonych rejonów Polski.
Inny obrazek: moi dalecy krewni na Podlasiu uprawiali marchew w dużej ilości. Co roku mieli problem z zatrudnieniem sezonowych pracowników. Bezrobotnych nie brakowało w okolicy, ale nikt nie przychodził do pracy. Kraść z pola natomiast było komu.
Bieda wśród budowlańców: nie wierzę. W zeszłym roku miałem niemały problem z zatrudnieniem ludzi do ocieplenia budynku. W końcu znalazła się "firma". Tryb pracy był następujący: jeden gość na rusztowaniu, dwóch siedzi i obala kolejne browary i pali papierowy, czwarty pracownik gania do sklepu po produkty pierwszej potrzeby. Po wykonaniu pracy z tygodniowym opóźnieniem zażądaliśmy faktury, a zapłaciliśmy niemało. Wyraz zdumienia i oburzenia na twarzy naszych pracowników był nie do opisania. "Jaka faktura? Panie, faktura, to 20% drożej jest i musimy to załatwić".
Na koniec: ja nie twierdzę , że biedy nie ma. bieda to zupełnie normalna rzecz, było by nienormalne i społecznie szkodliwe, gdyby nie występowała. Natomiast ustalenie jej na 20% społeczeństwa budzi mój śmiech.


Komentarze
Pokaż komentarze (68)