Nie tak dawno napisałem tekst, w którym zasugerowałem, że Polacy masowo ukrywają dochody i że polskie prawo sprzyja temu, a nawet wymusza takie zachowania. Przyznam, że zawsze miałem dokładnie odmienne zdanie o naszych zachodnich sąsiadach. Uważałem ich za dobrze wytresowanych do życia w państwie dobrobytu, z wolnym (względnie) rynkiem i wysokimi podatkami. Potulnie przyjmowałem argumenty rzeczników państwa dobrobytu z lewa i prawa o tym, że są kraje w których to wyszło, na przykład Niemcy. Odpierałem ich argumenty nie starając się niszczyć mitu niemieckiej uczciwości i dobrobytu. Zamiast tego wskazywałem na różnice w historycznie wykształconej mentalności pomiędzy Niemcami a Polakami, która IMHO powoduje, że budowa państwa dobrobytu w Polsce musi skończyć się malowniczą klęską.
Ostatnio jednak Niemcy sami dostarczyli mi argumentów przeciw państwu dobrobytu - z wysokimi podatkami i rozbudowaną pomocą społeczną. Jeżeli ktoś nie zauważył: w Rajchu mamy polityczne trzęsienie ziemi. Tamtejsze służby wykupiły za jedyne 5 milionów ojro płytkę DVD z danymi podatników, którzy unikali płacenia wysokich, niemieckich podatków dzięki lokowaniu zysków w księstwie Lichtenstein. Nie chodzi tu o jakieś odpowiedniki naszych "Baranin", czy "Dziadów", chodzi o ludzi ze świecznika, biznesmenów, gwiazdy ekranu i sportu, urzędników firm państwowych i półpaństwowych. Słowem - chodzi o niemieckie elity władzy. Wkrótce, niemiecki odpowiednik CBA zwinął z samego rana niejakiego Klausa Zumwinkla, szefa niemieckiej poczty i byłego szefa telefonii. Ponoć jest prowadzonych 125 podobnych śledztw, w kręgu podejrzanych jest około tysiąca osób.
Skala zjawiska i sumy jakie straciło państwo niemieckie z powodu tego procederu wprawiły w zdumienie samą kanclerz A. Merkel. Mówi się o sumach zaległych podatków do kilku miliardów Euro. Ale mniejsza o pieniądze. Sprawa ta, to cios dla wizerunku międzynarodowego Niemiec, ale jeszcze większy cios dla samooceny Niemców. Do tej pory Niemcy żyli w błogostanie, pewni swojej własnej uczciwości, co najwyżej podśmiewając się z afer sąsiadów, u których - wiadomo - panuje "polnische wirtschaft". Okazało się, że tak nie jest. Jakie to będzie miało skutki dla społecznego zaufania, dla prestiżu elit biznesowych, urzędniczych i politycznych - trudno jeszcze przewidzieć.
Jaka z tego nauka dla nas: skala zjawiska pokazuje, że ludzie uważają podatki ponad pewną granicą za nieprzyzwoite i unikają ich. Mimo, że wychowano ich w kraju dobrobytu, mimo, że od dziecka uczono ich pruskich cnót - szacunku dla prawa i urzędów, to i tak zdecydowali się oszukiwać własne państwo. Jeżeli nawet Niemcy łamią się, to na jakiej podstawie można oczekiwać, że Polacy zaakceptują wysokie progi podatkowe i będą ich uczciwie przestrzegać?


Komentarze
Pokaż komentarze (14)